Bitwa o Moskwę czyli prawda po latach

foto: „Bundesarchiv Bild 183-B28822, Russland, Kampf um Stalingrad, Infanterie” by Bundesarchiv, Bild 183-B28822 / CC-BY-SA, licencja CC BY-SA 3.0 de via Wikimedia Commons
foto: „Bundesarchiv Bild 183-B28822, Russland, Kampf um Stalingrad, Infanterie” by Bundesarchiv, Bild 183-B28822 / CC-BY-SA, licencja CC BY-SA 3.0 de via Wikimedia Commons

Stalingrad trwale kojarzy się z ogromną klęską armii Hitlera na wschodzie. Po raz pierwszy można było zobaczyć na zdjęciach filmowych maszerujące do niewoli kolumny wynędzniałych, odzianych w łachmany Niemców. I taki obraz zapisał się w ludzkiej świadomości i funkcjonuje do dziś.

Wróg u bram

W rzeczywistości bitwa stalingradzka była jedną z licznych bitew na froncie wschodnim, ale nie najważniejszą.

Największa toczyła się o Moskwę, począwszy od 30 września 1941 do 20 kwietnia 1942 roku. W krwawych zmaganiach uczestniczyło łącznie ok. 7 milionów żołnierzy, a straty w zabitych, rannych i zaginionych wyniosły 2,5 miliona żołnierzy, w ogromnej większości rosyjskich. I zapewne upadek Moskwy przesądziłby o ostatecznej klęsce i końcu Związku Sowieckiego.

Propagandowo bitwa o Moskwę nie nadawała się jednak do rangi symbolu. Poprzedzało ją pasmo poniżających klęsk. W ciągu niespełna 4 miesięcy Niemcy dotarli praktycznie niezatrzymywani na przedpola Moskwy, roznosząc po kolei w kotłach doborowe dywizje sowieckie. Zabrakło najlepszych dowódców, których Stalin wygubił w trakcie czystek w armii w latach 1937-38. Znany pisarz rosyjski Wiktor Suworow dopatruje się też innych przyczyn ówczesnych porażek. Odnajduje je w sowieckiej doktrynie wojennej. Największa armia świata była siłą zdolną do zadania błyskawicznego i łamiącego opór uderzenia. Nie potrafiła jednak podjąć działań defensywnych, skutecznie się bronić i walczyć w okrążeniu.

Pod koniec 1941 roku Niemcy szarżowali, ponieważ trwał generalski wyścig szczurów – kto pierwszy ziści marzenie Führera. Często brakowało współdziałania. Bardzo ryzykownie wydłużyli linię frontów i dlatego rwało się zaopatrzenie. Dawała też znać o sobie surowość rosyjskiego klimatu. Dziwne, że „genialny” wódz ze sztabem strategów nie wzięli tego czynnika pod uwagę (jak mawiają mądrzy ludzie – kogo Pan Bóg chce ukarać, odbiera mu wpierw rozum). Niemcy zostali odepchnięci od Moskwy w wyniku rozpaczliwych działań ostatniej linii obrony. Musieli ustąpić, ale nie stracili inicjatywy strategicznej, co udowodnili na początku następnego roku.

Obrona za wszelką cenę

A co działo się w obleganej Moskwie ? O tym szalenie interesującym historyka wątku pisał Józef Mackiewicz w „Drodze donikąd”.

Jest przełom września i października 1941 roku. Wobec rosnącego niemieckiego zagrożenia, nieustannych nalotów i nękania ostrzałem artylerii, Sowieci przewieźli w najgłębszym sekrecie trupa Lenina do Kujbyszewa. W samej Moskwie zaczął się wielki popłoch. Drogi na wschód były zablokowane przez długie kolumny samochodów, wiozące partyjniaków, ich rodziny oraz kadry rządowe wyższych szczebli. Oficjalnie najwyższe władze przeniosły się do Kujbyszewa i Swierdłowska. W kolumnach uciekinierów znaleźli się także zwykli ludzie, chcący ocalić życie.

A tu „sympatyczna” niespodzianka – na rogatkach miasta czekali już towarzysze z wojsk zaporowych NKWD i szczerze zachęcali bieżeńców do powrotu. Część zdołali namówić naganem lub seriami z pepeszy, natomiast uparciuchów wysyłano z „dychą” na karku w „chłodniejsze rejony ZSRR”.

Na dworcach rozgrywały się dantejskie sceny, dochodziło do regularnej strzelaniny, cywile przecież mieli broń, porzuconą albo odebraną siłą. Wkrótce przestała działać infrastruktura miejska. Na miasto nie wyjechały autobusy, tramwaje i trolejbusy, stanęło też metro. Z ulic zniknęli milicjanci, zastąpili ich staruszkowie z czerwonymi opaskami. Sypał śnieg, ale spadające płatki były czarne. To efekt palonych archiwów. Zamknięto fabryki, w których pozostawali pod kluczem robotnicy (np. spóźnienie się do pracy traktowano jak sabotaż i kończyło się to zazwyczaj kulką, więc ludzie woleli nie wracać do domu).

KC WKP(b) wydał tajny dekret zarządzający ewakuację najcenniejszych dla produkcji wojennej maszyn i urządzeń. Reszta miała być zniszczona, a budynki wysadzone w powietrze. Pojawiły się pogłoski, że Stalin wyjechał z Moskwy, co jednak nie było prawdą.

A bolszewicy po swojemu

Do naczalstwa NKWD wpływały meldunki z fabryk zbrojeniowych. Dyrektorzy informowali o wstrzymaniu produkcji, ponieważ po odbiór amunicji nikt się nie zgłaszał. Zalegała na placach i rampach kolejowych tysiącami skrzyń, których nie było już gdzie składować. Zabrakło ludzi odpowiedzialnych za dystrybucję. Pewnie siedzieli wygodnie na tyłach, w bezpiecznej odległości od Moskwy.

Żalących się dyrektorów zaproszono grzecznie na Łubiankę, następnie podciągnięto pod odpowiednie paragrafy i natychmiast rozstrzelano jako dywersantów i wrogów ludu. Rzecz jasna „skarżypytów” potem już nie było.

16 października 1941 roku na Łubiance rozstrzelano Marię Spiridonową, ostatnią żyjącą przywódczynię partii eserowców. Stracono też Ninę Tuchaczewską i Ninę Uborewicz, żony wcześniej zabitych popularnych dowódców Armii Czerwonej. Oprócz nich zginęło tego dnia jeszcze przeszło 200 osób.

W mieście trwała panika, rozruchy i okradanie sklepów. Społeczeństwo kipiało ze złości, ludzie wygrażali na „wodzów”, którzy troszczyli się tylko o własne życie i dobytek. Wypominano teraz władzy sowieckiej lata upokorzeń, przerażającego ucisku i terroru. Ludzie pamiętali arogancję, bezczelność partyjniaków, drakońskie prawa i upokarzającą biedę. Chcieli odpłacić za łgarstwa propagandy i pochlebstwa medialnej klaki. Nie zważając na donosicieli, głośno mówili takie rzeczy, za które wcześniej stanęliby przed OSO (Ocoboje Sowiecanje Pri NKWD ZSRR, czyli osławiona „trojka”, sąd kapturowy, wydający doraźnie jedynie wyroki rozstrzelania).

Po mieście – niczym w czasie bolszewickiego przewrotu w 1918 roku – śmigały „lotne brygady” NKWD, które bez ostrzeżenia strzelały nawet do ludzi stojących w kolejkach po chleb. Pod osłoną nocy uprzątano z ulic setki trupów. Mówiono, że tow. Beria i mołojcy z NKWD spać się nie kładli.

Dziwna audycja radia Moskwa

Jak każdego dnia o szóstej rano, uliczne głośniki zatrzeszczały porannymi wiadomościami. Czytał je charakterystycznym grobowym basem spiker Jurij Lewitan. „Komunikat Sowinformbiuro. Przez…” Tu głos nagle zamarł. Słuchacze usłyszeli dźwięki marsza, który w pierwszej chwili uznali za sowiecki „Marsz Lotników”. Jednak okazało się, że z głośników słychać niemiecką „Horst Wessel Lied”. Ludzie zrozumieli, że Niemcy są już blisko, bo mogą skutecznie zakłócić audycje radia. Potem hitlerowski marsz urwał się i Lewitan, jak gdyby nigdy nic dokończył: „Sytuacja w okolicach Moskwy uległa znacznemu pogorszeniu”.

Po kilku dniach szalejącego terroru panikę w Moskwie opanowano. Życie wróciło do sowieckiej „normy” – głodu, zimna i strachu. Wkrótce ruszyła – na ile mogła – komunikacja i większość fabryk.

Oficjalnie ten czas został wymazany z kart historii. Dopiero w okresie pieriestrojki pojawiły się pierwsze ostrożne relacje i próby zbilansowania. Nie dziwi zatem fakt, że tytuł „miasta – bohatera” Moskwa otrzymała dopiero w 1965 roku, a Muzeum Obrony Moskwy powstało ponad pół wieku po opisywanych wydarzeniach, w roku 1995.

Błaganie z mauzoleum Lenina

7 listopada 1941 roku, w rocznicę wybuchu rewolucji, na Placu Czerwonym odbyła się defilada. Nazywano ją defiladą strachu. Na trybunie pustego mauzoleum Lenina pojawił się Stalin w otoczeniu swojej gwardii. Wygłosił przemówienie, które zakończył gromkim „śmierć niemieckim najeźdźcom”. Kroniki filmowe pokazują oczywiście maleńki fragment całej przemowy, ale akurat tę scenkę rozpowszechniano w setkach filmowych kopii. Aby podkreślić, że „ojciec narodów” jest z ludem. Miesiąc wcześniej Stalin po raz pierwszy odezwał się do Rosjan po ludzku, łamiącym się głosem wołał: „bracia i siostry”.

Obroną Moskwy kierowali skutecznie, acz zupełnie nie licząc się ze stratami, Żukow i Rokossowski – przyszły marszałek PRL. Propaganda sowiecka żartowała, że bitwę o Moskwę wygrał rosyjski „generał mróz”, który sparaliżował ruchy Niemców. To tylko częściowa prawda, ponieważ Armia Czerwona działała w tych samych warunkach pogodowych, mając tak samo bardzo ograniczone zapasy i rezerwy ludzkie. Wykreowano przy okazji legendę „superszpiega” Richarda Sorge, który ponoć „rozszyfrował” zamiary Japonii, zajętej przygotowywaniami do ataku na Hawaje i USA. Stalin mógł w tej sytuacji sięgnąć po odwodowe dywizje syberyjskie, ostatnie poważne siły, którymi dysponował.

Te i inne jeszcze legendy chętnie brały za dobrą monetę czynniki rządowe na Zachodzie i kręgi lewicowe w USA, zawsze nastawione entuzjastycznie do ZSRR.

 źródła: Andrew Nagorski – „Największa bitwa: Moskwa 1941-1942”, Rebis 2008

Sir Rodric Braithwaite – „Moskwa 1941. Największa bitwa II wojny światowej”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak 2008.

Przekaż wieści dalej!

Grzegorz Mucha

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Więcej artykułów autora

Grzegorz Mucha

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

One thought on “Bitwa o Moskwę czyli prawda po latach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.