Giedroyć, Ukraina i my, czyli absurdy polskiej polityki wschodniej

Wikimedia Commons

Ukraina – wybawiciel Polski?

Masowa imigracja Ukraińców do Polski ratuje naszą gospodarkę – powtarzają politycy polscy z prawej i lewej strony. Wtórują im ukraińskie władze, twierdząc, że Polska ma z tego tytułu dług wdzięczności wobec Ukrainy. Cóż, wypada odpowiedzieć słowami dr Leszka Sykulskiego: „Polska nie ma długów wdzięczności wobec nikogo. Polska ma interesy.” Ale dobrze, spróbujmy zastanowić się, kto wobec kogo powinien mieć tutaj dług wdzięczności.

Jeśli chodzi o rzeczywistość zawodową, często słyszy się narzekania, że Ukraińcy zabierają rodowitym Polakom pracę. W odpowiedzi ukrainofile stwierdzają, że Polacy sami są sobie winni, bo wybrzydzają, bo nie chcą pracować za te pieniądze, które są im oferowane przez pracodawcę. Kto ma rację? Należy podkreślić dwie sprawy.

Po pierwsze, rząd w żaden sposób nie pytał się Suwerena, czyli narodu, czy zgadza się on na otwarcie granic dla Ukraińców i uruchomienie procesu masowej migracji do Polski. Nie przypominam sobie, żeby było organizowane jakiekolwiek referendum w tej kwestii. Co więcej, podczas kampanii wyborczej, temat polityki wschodniej praktycznie nie istniał. Obecnie rządzący woleli wówczas skupiać się na innych, ważniejszych z punktu widzenia zbliżających się wyborów, zagadnieniach, takich jak 500+, darmowe leki dla seniorów czy rozliczenie afer PO. Wyborcy nie byli więc do końca świadomi, jaką błazenadę w kwestiach wschodnich szykuje im PiS.

Po drugie, rzeczywiście polscy pracodawcy są obecnie zmuszeni zatrudniać Ukraińców, bo brakuje rąk do pracy. W takim razie pytam się: drodzy PiSowcy, gdzie są ci wszyscy Polacy – emigranci, którzy według waszych buńczucznych zapowiedzi, mieli ochoczo wrócić do naszego kraju jak tylko PiS przejmie władzę i wdroży niezbędne reformy? Ano siedzą i pracują nadal na Wyspach, w Niemczech lub w Holandii i nawet nie myślą o powrocie. Czas, żeby ktoś rozliczył was, PiSowcy, z tych obietnic, którymi mamiliście Polaków. Za Tuska nastąpiła masowa emigracja Polaków na Zachód. Wy obiecywaliście, że jak dojdziecie do władzy, to ludzie będą wracać. Oszukaliście swoich wyborców. Nic dziwnego, że teraz musicie się jakoś ratować i zapychać dziurę na rynku pracy Ukraińcami i Azjatami. Więc jeśli ktoś twierdzi, że Polacy sami są winni obecnej sytuacji, to niech się puknie w czoło i zastanowi raz jeszcze.

Rachunek win

Last but not least – w kwestii, kto jest komu winien wdzięczność – sprawa Wołynia. Mało kto wie, że ludobójstwo nie ograniczało się tylko do ówczesnego Wołynia, lecz miało również miejsce w Małopolsce Wschodniej. UPA działała również bardzo aktywnie na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie – i to są kolejne ofiary po stronie polskiej. Dodajmy do tego jeszcze straty wśród ludności polskiej zamordowanej przez członków kolaboracyjnej formacji SS- Galizien. W sumie, gdyby chcieć rozliczyć wszystkie zbrodnie dokonane na Polakach przez Ukraińców podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu, to wyszłoby około 200 tys. zabitych osób. Należy przy tym zaznaczyć, że przyjmuję tu etniczne, nie zaś prawne kryterium polskości: oprócz tego mordowani byli również OBYWATELE POLSCY pochodzenia żydowskiego czy ormiańskiego, więc jeśli przyjmujemy kryterium obywatelstwa polskiego, to liczba ofiar jest nieporównanie większa niż wspomniane 200 tys.

Ilu Ukraińców zostało zamordowanych przez Polaków podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu? Według ustaleń historyków- ponad 2 tys. osób, w przeważającej większości w trakcie akcji odwetowych bądź prewencyjnych (na zasadzie: „My zamordujemy ich, zanim oni zamordują nas”). Stosunek ofiar po stronie ukraińskiej i po stronie polskiej przedstawia się następująco: 1:100. Totalna asymetria.

Liczby liczbami, statystyka statystyką, ale istotny jest również sposób zadawania śmierci. W całej historii cywilizacji europejskiej trudno znaleźć okrucieństwo, które mogłoby konkurować brutalnością z rzezią wołyńską. Jest to chyba najbardziej bestialskie ze wszystkich dokonanych w historii Europy ludobójstw. Ukraińscy mordercy odbierali życie swoim ofiarom poprzez wymyślne tortury i celowe przedłużanie agonii – w taki sposób, żeby zadać ofierze jak najwięcej bólu. Parafrazując słowa Witolda Pileckiego: „Katyń to przy Wołyniu igraszka”. Polacy byli dosłownie zarzynani. Piłami, kosami, siekierami i innymi narzędziami, które służyły do pracy w gospodarstwie rolnym. Oszczędzę Czytelnikowi dokładnych opisów wszystkich metod, którymi posługiwali się oprawcy. Wspomnę jedynie, iż mieli bogatą wyobraźnię w kwestii zadawania śmierci. Więcej chyba pisać nie muszę.

„Skrucha” w wydaniu ukraińskim

Ukraińcy nigdy nie przeprosili za Wołyń ani za jakiekolwiek inne zbrodnie popełnione na Polakach. Oczywiście twierdzą co innego. Przyjrzyjmy się zatem, jak wyglądały ich „przeprosiny”. Arcybiskup Światosław Szewczuk, najważniejsza osoba w kościele greckokatolickim zaraz po papieżu, odnosząc się do kwestii „trudnej wspólnej historii Polaków i Ukraińców”, powiedział w swoim przesłaniu do Polaków: „WYBACZAMY I PROSIMY O WYBACZENIE”. Te same słowa powtórzyła w swoim orędziu najważniejsza osoba w państwie ukraińskim, czyli prezydent Petro Poroszenko. Zarówno cerkiew greckokatolicka, jak też władze świeckie w kwestii Wołynia mówią jednym głosem. Osobiście, jako Polak, odebrałem te „przeprosiny” jak splunięcie mi w twarz. Dlaczego?

Autorem frazy „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie” nie jest ani Światosław Szewczuk, ani Petro Poroszenko, ani nawet żaden z hierarchów czy też oligarchów ukraińskich. To cytat z „Listu biskupów polskich do niemieckich” z 1965 r., w którym polscy dostojnicy kościelni poruszali kwestię niemieckich zbrodni na Narodzie polskim i proponowali współpracę we wspólnym dążeniu do pojednania polsko-niemieckiego. W swoim orędziu biskupi wypowiadali się nie tylko w imieniu polskiego duchowieństwa, lecz całego naszego Narodu, tak okrutnie doświadczonego przez niemieckich oprawców. Słowa przebaczenia kierowali do wszystkich Niemców, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do ogromu cierpienia będącego udziałem Polaków. Pomijając już kontrowersje, jakie wzbudzały znamienne słowa listu (co konkretnie mieliby wybaczać Niemcy Polakom?), inicjatywę polskich biskupów należy ocenić jako niezwykle szlachetny gest, gest ofiary, która pierwsza wyciąga rękę do pojednania ze swoim oprawcą.

No dobrze, ale co to ma wspólnego z relacjami polsko-ukraińskimi? Otóż nietrudno zauważyć, że cytując niniejsze słowa, ukraiński arcybiskup i ukraiński prezydent – czyli oficjalni reprezentanci narodu ukraińskiego – stawiają Ukraińców w roli ofiar, a Polaków w roli katów. Według Szewczuka i Poroszenki podczas II wojny światowej Polacy zachowywali się wobec Ukraińców tak jak Niemcy zachowywali się wobec Polaków. Obrzydliwe, prawda? Zarówno duchowne, jak i świeckie władze Ukrainy plują Polakom w twarz. Przykro mi to mówić – bardzo przykro – ale my, ustami naszych rządzących, tę ślinę łykamy.

Rozwiane iluzje

Po lekturze niniejszego tekstu niektórzy mogą stwierdzić, że jestem jakimś wyjątkowo zajadłym ukrainofobem, wręcz ukrainożercą, a na dodatek rusofilem i pewnie jeszcze ruskim agentem (tak, bo przecież staram się przybliżyć czytelnikowi rosyjskie priorytety strategiczne, a każdy dobry agent wyjawia strategię swojego mocodawcy, nieprawdaż?). Nic bardziej mylnego. Osobiście uważam, że ukraińska kultura (zwłaszcza ludowa) jest niezwykle ciekawa, w niektórych aspektach może nawet ciekawsza od kultury rosyjskiej, o czym miałem okazję przekonać się podczas pobytu we Lwowie.

Nie mam pretensji do Ukraińców. Robią to, co robią, bo mają na to pozwolone. Podziwiam ich za konsekwencję w realizacji własnych interesów i za to, że jako państwo słabe pod względem ekonomicznym i militarnym, potrafią tak skutecznie prowadzić politykę zagraniczną i kontrolować poczynania o wiele silniejszego sąsiada, jakim jest Polska.

Zauważyłem, że miłośnicy Ukrainy – przyparci do muru i skonfrontowani z faktami – odwołują się do argumentu pt. „No dobrze, Ukraińcy czczą UPA i Banderę. Ale oni nie mają innych bohaterów! Muszą przecież jakichś mieć.” Wypowiadając te słowa, osoba dokonuje spektakularnego samozaorania. Jeśli jedynymi bohaterami w ponad tysiącletniej historii tego narodu byli zbrodniarze i mordercy, to w takim razie świadczy tylko o tym, że jest to naród wyjątkowo parszywy i niebezpieczny. Naród, który należy stale kontrolować i pilnować, żeby nie urósł w siłę.

Poza tym trudno mi uwierzyć, by w historii narodu sięgającego korzeniami X wieku i Rusi Kijowskiej, nie pojawiła się ŻADNA postać, która nie miałaby krwi na rękach, czy to dosłownie czy w wymiarze symbolicznym. Takie postaci istnieją, ale współczesna Ukraina się do nich nie odwołuje z jednego prostego powodu – osoby te nie pasują do wielkomocarstwowej narracji propagowanej przez kijowskie władze.

Przyszłość prawicy, przyszłość narodu

Czy jest nadzieja na odzyskanie honoru i prawdziwą (a nie tylko deklarowaną) dobrą zmianę w polskiej polityce wschodniej? Szczerze powiedziawszy, obserwując wzmożony ruch na prawicy – powstawanie nowych partii oraz zawiązywanie koalicji – sądzę, że istnieją na to spore szanse. Uczestniczyłem jakiś czas temu w spotkaniu z „prawą ręką” Korwina, panem Konradem Berkowiczem – i muszę przyznać, że w temacie relacji polsko-ukraińskich wypowiadał się niezwykle rozsądnie.

OK, pozostaje jednak sprawa najważniejsza: trzeba wygrać wybory! Przed polską prawicą (tą prawdziwą, a nie PiSowską) stoi wielkie zadanie – przekonać Polaków, omamionych PiSowskim socjalem, że istnieje sposób, aby dogonić Zachód, aby skłonić naszych rodaków za granicą do powrotu (i nie jest nim bynajmniej państwowe rozdawnictwo pieniędzy w ramach kolejnych programów ze znakiem „+”).

Prawica wolnościowa powinna przyjąć retorykę jak najbardziej umiarkowaną, wystrzegać się jak ognia epatowania propozycjami nazbyt radykalnymi, a podkreślać stopniowy i ewolucyjny (a nie rewolucyjny) charakter postulowanych zmian. To mit, że Polacy mentalnie są jeszcze w epoce PRLu, że nie dorośli do kapitalizmu i wolnego rynku. Polacy są przedsiębiorczym narodem, co uświadomił mi znajomy mojej mamy, profesor politologii, ekspert w dziedzinie studiów wschodnich. Powiedział, że po upadku komunizmu, Ukraina startowała z wyższego poziomu gospodarczego niż Polska. Ukraińcy mieli wyższe PKB na mieszkańca, lepiej rozwinięty przemysł i infrastrukturę. I co?

Spójrzmy, gdzie jesteśmy dzisiaj my, a gdzie są oni. Mimo ponad dwudziestu lat rządów postkomunistów, mimo kolejnych kłód rzucanych pod nogi polskim przedsiębiorcom, mimo funkcjonujących układów polityczno-mafijno-biznesowych, zdołaliśmy dojść do takiego poziomu rozwoju gospodarczego, że zostaliśmy przyjęci do Unii Europejskiej. Spełniliśmy warunki, których Ukraina do tej pory nie spełnia i prawdopodobnie przez najbliższe dziesięciolecia nie będzie spełniała.

Czasami się zastanawiam, gdzie dzisiaj bylibyśmy jako Naród i jako państwo, gdyby nie Magdalenka, Okrągły Stół i gruba kreska – gdyby komuniści zostali rozliczeni i pozbawieni jakichkolwiek wpływów, a za gospodarkę wziął się ktoś bardziej kompetentny od Balcerowicza. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że Polska w końcu otrząśnie się z resztek starego systemu, odzyskując godność i realne znaczenie na arenie międzynarodowej. Właśnie taka Polska powinna być naszym celem – Polska silna i dumna – Polska, która rozgrywa, a nie jest rozgrywana. Rządy PiSu prowadzą jedynie do coraz większej wasalizacji naszego kraju względem USA, a co gorsza – względem Ukrainy, co starałem się pokazać w niniejszym artykule.

Apeluję więc do wszystkich ludzi prawicy, którym na sercu leży dobro naszego Narodu: Łączmy siły i pracujmy, odkładając na bok osobiste uprzedzenia i animozje. Moim marzeniem jest, aby ten tekst dotarł do jak najszerszego grona odbiorców i zachęcił Czytelników do przemyślenia poruszanych przeze mnie kwestii. Jestem przekonany, że dzięki takim mediom jak właśnie Gazeta Rycerstwo doczekamy czasów, gdy w Polsce będzie rządziła autentyczna prawica, godna swojej zaszczytnej nazwy.

Tekst ukazał się na portalu GazetaRycerstwo.pl

WRÓĆ DO POCZĄTKU TEKSTU

Przekaż wieści dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.