Krwawa Niedziela

11 lipca 1943 roku był dniem kulminacyjnym przeprowadzonego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przez OUN-UPA oraz ukraińskich cywilów ludobójstwa polskiej ludności. Tego dnia Ukraińcy zaatakowali 99 miejscowości, głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim. Nie był to jednak koniec krwawych, niezwykle brutalnych masakr.

foto: facebook
foto: facebook

Rzeź wołyńska rozpoczęła się w lutym 1943 roku. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów pod wodzą Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię – Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) rozpoczęły ataki na polską ludność na Wołyniu. Do lipca ukraińskie oddziały były zdolne wyłącznie do ograniczonych akcji, głównie we wschodniej części regionu, gdzie szczególnym okrucieństwem wykazywali się dowódcy Iwan Łytwyńczuk „Dubowyj” i Petro Olijnyk „Enej”. Na przełomie maja i czerwca 1943 roku w dowództwie UPA zrodził się pomysł jednoczesnego uderzenia na polskie osady prowadzącego do masowej eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu. Sprzyjała temu, dokonywana często siłą, konsolidacja oddziałów ukraińskich o różnym pochodzeniu – bulbowców czy melnykowców. W czerwcu 1943 dowódca UPA Dmytro Klaczkiwski „Kłym Sawur” wydał rozkaz eksterminacji Polaków na Wołyniu.

 – W czerwcu 1943 roku spotkałem się w lesie kołkowskim z Kłymem Sawurem oraz z zastępcą przedstawiciela sztabu głównego dowództwa, z Andruszczenką. Sawur dał mi rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w okręgu kowelskim – zeznawał po wojnie wobec NKWD dowódca okręgu „Turiw” Jurij Stelmaszczuk „Rudyj”.

Pierwszy lipcowy numer gazety UPA „Do zbroji” zapowiadał „haniebną śmierć” wszystkich Polaków, którzy zostaliby na Ukrainie. Organizacja ta planowała swoją akcją eksterminacyjną objąć jak największą liczbę miejscowości, by zaskoczeni Polacy nie mogli się bronić. Cztery dni przed planowanym rozpoczęciem przybyli z Małopolski Wschodniej ukraińscy agitatorzy odbywali spotkania z ludnością ukraińską, by przekonać ją o konieczności wymordowania naszych rodaków. By jednak niczego się oni nie domyślili, dwa dni później rozdawano ulotki nawołujące Polaków do jedności z Ukraińcami w walce przeciw Niemcom i sowietom.

11 lipca 1943 roku, niedziela, prawosławne święto Piotra i Pawła – to właśnie ten dzień Ukraińcy wybrali na początek swojej akcji. Wspierane przez chłopstwo ukraińskie zmobilizowane w tzw. Samoobronnych Kuszczowych Widdiłach, oddziały UPA przystąpiły w nocy z 10 na 11 lipca do skoordynowanego ataku na miejscowości, w których żyli Polacy. Cele te znajdowały się głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim oraz kowelskim.

Jednej z pierwszych krwawych masakr dokonano w Dominopolu, gdzie przy okazji rozstrzelano także współpracujący dotąd z UPA oddział partyzancki Stanisława Dąbrowskiego. W akcji tej zginęło, najprawdopodobniej z rąk upowców zahonu „Sicz” Antoniuka około 220 Polaków. Około 2.30 UPA napadła na Gurów, zabijając 200 ludzi. Pół godziny później ten sam oddział przeszedł do Wygranki, gdzie zamordował 150 osób.

Kaci działali w wyspecjalizowanych grupach. Jedne pododdziały otaczały atakowaną wieś kordonem, inne ją zajmowały, gromadząc mieszkańców w jednym miejscu i dokonując masakry. Niedobitków zabijali ukraińscy chłopi, którzy grabili pozostałości wsi po takiej akcji. Oddziały UPA udawały się natomiast do następnej wsi.

Chrynów, Krymno, Kisielin, Poryck, Zabłoćce – w tych miejscowościach UPA przyjęła inny schemat działania, gdyż ludność wymordowano w kościele. W Chrynowie zamordowano 150 osób, W Krymnie 40, w Porycku 200, a w Zabłoćcach 76. W Kisielinie zginęło 90 Polaków, tam jednak część wiernych zdołała zabarykadować się na piętrze plebanii i obronić przed atakami upowców.

W atakach na kościoły zginęło także dwóch księży: Józef Aleksandrowicz w Zabłoćcach oraz Jan Kotwicki w Chrynowie, natomiast ks. Witold Kowalski z Kisielina został ciężko ranny. Ksiądz Bolesław Szawłowski, według sprzecznych relacji, zginął także 11 lipca w kościele w Porycku – według jednej wersji. Inna podaje, że został jedynie ranny a upowcy odnaleźli go i dobili nazajutrz.

Oprawcy stosowali różne metody mordu. Polacy ginęli w męczarniach od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni. Najczęściej mordy były dokonywane ze szczególnym okrucieństwem, a ofiary torturowane. Nie oszczędzano nawet dzieci. Zazwyczaj polskie zabudowania palono nie od razu, lecz dopiero po kilku dniach, aby schwytać i zabić ewentualnych zbiegów, którym udało się przeżyć, a którzy powróciliby do swoich domów.

Historyk Grzegorz Motyka twierdzi, że 11 lipca 1943 oddziały UPA zaatakowały 99 miejscowości, w których żyli Polacy. Timothy Snyder pisze, że „od wieczora 11 lipca 1943 r. do rana 12 lipca”, UPA zaatakowała w 167 miejscach. Kolejnego dnia Ukraińcy zaatakowali 50 polskich siedlisk. Krwawe mordy kontynuowano jeszcze w następnych dniach. W ciągu lipca 1943 roku UPA napadło na 520 wsi, mordując około 10-11 tys. Polaków.

Wielu ukraińskich historyków, na czele z szefem ukraińskiego IPN Wołodymyrem Wiatrowyczem, publicznie zaprzecza rzezi wołyńskiej. Fakty są jednak takie, że dla Polaków były to jedne z najtragiczniejszych dni II wojny światowej.

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Maj/Wiki

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.