Prof. Bartyzel o konstytucji 3 maja. Nie spodoba się to mitomanom

Prof. Jacek Bartyzel skrytykował konstytucję 3 maja. Odniósł się zarówno do „mitu wzmocnienia władzy królewskiej” jak również do kłamstwa, jakoby wcześniej nie było podstawowych praw.

– Jednym z mitów dotyczących konstytucji majowej – tym, którym akurat karmią się powierzchowni monarchiści – jest rzekome wzmocnienie władzy królewskiej tą ustawą. Faktycznie została ona bardzo osłabiona, raz przez odebranie królowi możności wpływania na proces legislacyjny (nazywanego wcześniej „moderowaniem” ustaw już przez sejm uchwalonych, często daleko odbiegającym od ich litery), dwa przez odebranie mu prerogatywy rozdawania głównych urzędów w Rzplitej. Mimetyczne zapatrzenie autorów Ustawy Rządowej w zachodnie nowinki oświeceniowe skutkowało tym, że król stał się odtąd jedynie nominalnym zwierzchnikiem „władzy wykonawczej” w wydumanej konstrukcji „trójpodziału władz”, faktycznie sprowadzonym (tak samo jak w tym samym roku „król Francuzów”) do roli notariusza decyzji gabinetu (Straży Praw), bo nie przewidziano żadnego wyjątku od konieczności kontrasygnaty odnośnego ministra – napisał prof. Jacek Bartyzel.

Dodał w dalszej części wpisu, że konstytucja wprowadzała faktycznie monarchię parlamentarną, gdzie „król panuje, ale nie rządzi”. Nie była to zaś „monarchia realna, z rzeczywistą, choć ograniczoną prawem boskim, naturalnym i zwyczajowym, władzą monarszą”.

– Samo przywrócenie dziedziczności tronu (jedyna rzecz słuszna w ustawie, choć wykonanie też fatalne) nie wzmacnia władzy. Wszystkie trony w dzisiejszych „ukoronowanych demokracjach” europejskich też są dziedziczne i co z tego? Nic – stwierdził prof. Bartyzel.

W kolejnym napisanym wczoraj wpisie na ten temat odniósł się do kłamstwa, jakoby konstytucja była pierwszym wprowadzeniem podstawowych praw.

– Odtrutką na coroczną paplaninę o „pierwszej w Europie i drugiej na świecie nowoczesnej konstytucji” mogłaby być tylko poważna refleksja nad niesłychanym sprymitywizowaniem i zglajszachtowaniem myśli ustrojowej w epoce XVIII-wiecznego Ociemnienia. Jest bowiem oczywistą nieprawdą, że tradycyjne wspólnoty polityczne – a zatem i nasza Rzeczpospolita – nie miały swoich konstytucji, i to nie tylko w sensie podstawowym i głębszym, a odtąd coraz bardziej zapominanym, czyli zasady konstytuującej konkretny porządek polityczny danego królestwa czy republiki (bo były przecież i tradycyjne republiki), jego natury i przenikającego go „ducha” jego praw, ale również ustaw regulujących sposób istnienia i działania organów państwa, jego głowy i członków, całości i części, czyli różnorodnych ciał i klas społecznych. Tyle tylko, że owe konstytucje były wytworem wieków, owocem doświadczenia pokoleń i układem praw uporządkowanych hierarchicznie od „praw fundamentalnych” (u nas zwanych „kardynalnymi”) po bardziej szczegółowe – przypomniał prof. Bartyzel.

– Przede wszystkim jednak konstytucja jako ogół tych praw była umiejscowiona na właściwym miejscu w uniwersalnym porządku rodzajów prawa, począwszy od prawa Bożego objawionego, poprzez prawo naturalne również pochodzenia boskiego, dalej zaś przez prawa zwyczajowe, które dopiero z biegiem czasu nabierały mocy lex, ustawy. Redukcjonizm mędrków XVIII wieku, owych fałszywych „les philosophes” nieznających filozofii wieczystej, którego wykwitem były owe pierwsze „nowoczesne konstytucje”: amerykańska, polska i francuska, zasadza się tedy na dwóch fatalnych założeniach: że można ściąć jak gilotyną wszystkie poziomy prawa wyższe niż prawo stanowione przez zgromadzenie legislatorów uważających się za naród albo jego emanację; oraz że całą rzeczywistość, którą prawo starało się dotąd ująć w wielości ustaw, rozporządzeń albo po prostu przestrzegając pewnych niepisanych reguł, można i trzeba zawrzeć w jednym dokumencie, w jednej ustawie, której – co już jest niemal naturalną konsekwencją wiary, jaką podkładano w jej rozumności i wszechstronności – zaczęto rychło nadawać walor czegoś quasi-boskiego, „księgi świętej”, Pisma co najmniej równego autorytetem Biblii, albo nawet ją przewyższającego – wyjaśnił.

Zaznaczył dalej, że „mania konstytucyjna” w wielu państwach zaczęła przybierać „wszelkie znamiona kultu religijnego”.

– We Francji dotyczyło to bardziej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, ale wszakże jest ona włączana do tekstu bodaj każdej republikańskiej konstytucji jako jej integralna część; w Hiszpanii liberałowie po zwycięskim puczu w 1820 roku nakazywali proboszczom kłaść tekst konstytucji z Kadyksu na ołtarzu i odczytywać jej artykuły po ewangelii – przypomniał prof. Jacek Bartyzel.

facebook.com

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.