Upowszechnienie kultury

twitter.com/KOW_z_KOD
twitter.com/KOW_z_KOD

Nie od dzisiaj mówi się, że tzw. kultura upada na wszystkich frontach. Aby dobrze zrozumieć ten problem, trzeba się w ogóle zastanowić nad tym, co oznacza pojęcie „kultura”. Słowo to pochodzi od łacińskiego colere, czyli „uprawa” lub „pielęgnowanie”. Według tradycyjnej definicji filozoficznej, kultura to nic innego jak „uprawa duszy” – sposób na oszlifowanie ludzkiej natury, która pierwotnie wywodząc się od zwierzęcia, zdominowana jest przez potrzeby cielesne.

Kultura pozwala wyzwolić duchowe, a nie tylko materialne postrzeganie świata oraz zapanować nad pierwotnymi instynktami, narzucając na nie jarzmo konwenansu – z tego właśnie powodu człowiek kulturalny jest obyty, grzeczny i zna zasady savoire vivre – taki wąski wycinek kultury najczęściej funkcjonuje w rozumieniu potocznym tego pojęcia. Jest to jednak niepełna definicja, bo aby mówić o czyjejś „kulturalności” potrzeba znacznie więcej niż jedzenie nożem i widelcem.

Przyczyn upadku kultury w dzisiejszym typowym społeczeństwie zachodu należy dopatrywać się w błędnych i nieprawdziwych, aczkolwiek bardzo modnych modelach psychologicznych, które zakładają, że dziecku „nie wolno niczego narzucać” i należy mu pozwolić „swobodnie wzrastać”, co najczęściej sprowadza się do „wychowania bezstresowego”. Taki model wychowawczy stoi rzecz jasna w zupełnej opozycji wobec idei człowieka kulturalnego, który wyzbywając się naturalnych skażeń i przyrodzonego zła, jest niczym szlifowany diament. Bzdurna idea „samowzrastania” przekłada się także na płaszczyznę religijną, a konkretnie na bardzo szkodliwy indyferentyzm religijny, negowanie grzechu pierworodnego i pogląd typu „niech religię wybierze sobie samo, jak dorośnie”. Mógłbym ciągnąć ten temat długo, nie o tym jednak jest ten felieton.

Upadek kultury, jak wspomniałem, dokonuje się we wszystkich jej dziedzinach. Dość powiedzieć o malarstwie – wszędzie szerzy się abstrakcjonizm i surrealizm, obawiam się, że nie ze względów ideowych, ale po prostu dlatego, że ofermy poprzebierane za artystów żyjących z publicznych dotacji nie potrafią namalować nic innego – choć jeszcze taki Pablo Picasso umiał malować prawdziwe obrazy, co widać po wczesnym okresie jego twórczości. Podobnie sprawa ma się z muzyką – piosenki, które osiągają szczyty list przebojów to najczęściej bliżej niezidentyfikowana sekwencja łupnięć i brzdąknięć poprzecinana bezsensownymi zbitkami słownymi powtarzanymi przez komputerowo wygenerowany głos „artysty”.

Celowo wyprowadziłem tę przydługą definicję kultury, aby teraz zestawić ją z tym, co obecnie kulturą jest nazywane. A co jest nazywane? A no na przykład bluźnierczy spektakl w Teatrze Powszechnym, który przekracza wszelkie znane mi granice złajdaczenia, wspina się na wyżyny prostactwa i osiąga szczyt zezwierzęcenia. Chodzi o hucpę pod pseudonimem „Klątwa” autorstwa słoweńskiego obwoźnego watażki, który słynie z „odwagi” w prowokowaniu, o którym jednak nie znalazłem informacji, aby organizował kiedyś jakieś seanse z prorokiem Mahometem w roli głównej, czy też, nie daj Panie Boże, jakimś rabinem. Wracając do „Klątwy”, szczegóły są zbyt gorszące, by je tu przytaczać, ale jak ktoś chce, pełna gama informacji jest dostępna w internecie.

Oczywiście nie dziwi mnie fakt, że zgraja bezmyślnych małpoludów, jednocześnie obrońców „poszanowania prawa”, dopuszczająca się obiektywnego przestępstwa z artykułu 196. KK uzyskała pełną aprobatę „rozwydrzonej dziewuchy” o niepolsko brzmiącym nazwisku, która to niedawno zapragnęła sądzić się z p. Michalkiewiczem. Jeszcze mniej dziwi mnie dobór lokalizacji – takie ekscesy w Teatrze Powszechnym to nie żadna nowość. Inna sprawa, że dyrektorem tej elitarnej lokalizacji, która ma na swoim koncie współpracę z tak „wybitnymi artystami” jak Krystyna Janda, brutalnie umęczona za demokrację przez prof. Glińskiego, jest Paweł Łysak, o którym wiem niewiele, ale znalazłem jego wypowiedź sprzed kilku miesięcy, w której twierdzi on, że chciałby teatru „jeszcze bardziej powszechnego”. No, co jak co, ale Pawłowi Łysakowi chyba powierzyłbym swój portfel, zakładając oczywiście, że w innych sprawach jest tak samo słowny jak w kwestii proletaryzowania swojego grajdołka.

Myślę jednak, że ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane i misja upowszechniania teatru zakończy się czymś bardziej spektakularnym, np. rzucaniem chrześcijan na pożarcie lwom albo z braku lwów, rozjeżdżaniem ich elektrycznymi samochodami przez roznegliżowane lesbijki-żydówki przebrane za zakonnice. Wtedy ostatecznie można byłoby powiedzieć, że dokonało się upowszechnienie kultury.

Tomasz Glowienke

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Nowe wiadomości codziennie do godziny 18. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet

Nawet nie wiemy, że u nas byłeś :(

Wyłącz proszę swojego adblocka i dodaj nas do zaufanych stron. Nie wyświetlimy Ci żadnego wyskakującego okienka poza tym, które widzisz