Ogród krwi

Lassausse i Henning, "Ogrodnik z Tibhirine", wyd. Agape
Lassausse i Henning, „Ogrodnik z Tibhirine”, wyd. Agape

„To oaza pokoju, równowagi (…) Słońce wschodzi nad zagubionym pagórkowatym horyzontem. Cień opactwa rozciąga się jeszcze na sad, ale światło powoli zdobywa każdy skrawek ziemi. Klasztor jest pusty. Mieszka w nim jedynie wiatr, który jednym podmuchem zdobył wszystkie opuszczone pomieszczenia”. Opis Tibhirine z pierwszych stron książki Jeana-Marie Lassausse’a i Christophe Henning napawa spokojem, charakterystycznym na miejsc, gdzie nie ma życia. Tu też tak jest, bo to życie zostało zabite.

Sięgając po „Ogrodnika z Tibhirine” już patrząc na okładkę można doświadczyć melancholijnego spokoju. Dojrzały mężczyzna w ciemnym, ponurym pomieszczeniu wydaje się spoglądać wstecz, w stronę okna, z którego nieśmiało bije światło. To światło życia, niegdyś bijącego z klasztoru, w którym grupa trapistów służyła nie tylko Bogu, ale i okolicznym mieszkańcom. Wszystko się jednak skończyło w nocy z 26 na 27 marca 1996 r. W wyniku wojny domowej w Algierii siedmiu żyjących w Górach Atlasu mnichów zostało porwanych i zabitych. Ich odcięte głowy odnaleziono trzy dni później.

Dziś, mimo minionych lat, tytułowy ogrodnik przymierzając klasztor, zauważa, że wszystko mówi mu o tej historii, którą na nowo, po kawałeczku składa. Porwanie i zabójstwo siedmiu braci na zawsze naznaczyły tę ziemię. Ich historię opowiadają już liczne książki, rzeźby, malowidła, a nawet film, przypominając o świadectwie tych siedmiu Bożych ludzi. Dzięki temu Tibhirine jest wciąż tak bardzo obecne w sercach chrześcijan z Algierii, promieniując jednocześnie na cały powszechny Kościół blaskiem „przeżywania Ewangelii bliźniego, która dotyka serc, niezależnie od religii”.

Książka Wydawnictwa Agape to nie tyle historia siedmiu oddanych służbie zakonników, co refleksja nad wiarą i życiem we współczesnej Algierii. To obraz owoców wyhodowanych na krwi męczenników. Obraz, który napawa spokojem, ale też i smutkiem. Autorowi opisującemu pięć kolejnych lat po tragedii zależy jednak przede wszystkim na tym, by mieć swój skromny udział w obietnicy pozostania, złożonej przez trapistów. I to mu się udaje. Jest bowiem „ogrodnikiem, który uprawia ziemię wciąż zdolną do wydania owocu – i to owocu, który trwa, ponieważ miłość nigdy nie ustaje”.

Te 117 stron zamkniętych w twardej oprawie czyta się jak pamiętnik, który opisuje nie tyle tragedię, co jej konsekwencje. Nieliczne przypisy pozwalają zrozumieć używane przez autorów nazwy czy skróty myślowe. Dobra lektura zarówno dla tych, którym blisko do Kościoła, zwłaszcza tego na misjach, ale i dla tych, którym daleko, bo wydaje im się, że Kościół to miejsce tchórzliwych, myślących jedynie o sobie, zdewociałych ludzi. Tibhirine to prawdziwy obraz Kościoła walczącego o człowieka, o jego zbawienie.

Przekaż wieści dalej!

Przemysław Pojasek

Przemysław Pojasek

Kapłan diecezji świdnickiej, absolwent PWT, WSD Diecezji Świdnickiej i WSKSiM, od listopada redaktor świdnickiej edycji "Gościa Niedzielnego", na co dzień pasjonat książek, fotografii, grafiki komputerowej i oczywiście teologii, w kontaktach z ludźmi radosny i otwarty na innych.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet

Nawet nie wiemy, że u nas byłeś :(

Wyłącz proszę swojego adblocka i dodaj nas do zaufanych stron. Nie wyświetlimy Ci żadnego wyskakującego okienka poza tym, które widzisz