Buła, Kufel i inni – historia WSW

Kowalski L., „Krótsze ramię Moskwy. Historia kontrwywiadu wojskowego PRL”, wyd. Fronda

WSW – Wojskowa Służba Wewnętrzna. Nazwa, która przez kilka dekad budziła lęk. Choć od rozwiązania WSW minęło już 30 lat, do tej pory nie powstało w zasadzie żadne całościowe opracowanie dotyczące tego organu PRL. Lukę tę stara się wypełnić Lech Kowalski w opublikowanej przez Frondę książce „Krótsze ramię Moskwy”.

Import zza wschodniej granicy

Temat Wojskowej Służby Wewnętrznej przewija się w przeróżnych publikacjach, ale nikt nie odważył się zabrać za niego w całości. Zresztą czym tak naprawdę było WSW? Oficjalnie – instytucją kontrwywiadowczą.

Jak zauważa sam autor, słowo „kontrwywiad” kojarzy się bardzo pozytywnie – to przecież walka z groźną agenturą na terenie państwa. Jednak WSW, zamiast zagranicznych szpiegów, zwalczało własnych obywateli, zwłaszcza tych zaangażowanych w walkę z komuną (w tym Żołnierzy Niezłomnych).

Wraz z autorem poznajemy sowiecką genezę WSW (organ ten swoje korzenie ma w osławionych strukturach Smierszu), a następnie rozwój tej instytucji przez kolejne lata aż do jej rozwiązania w 1990 r.

Kilka dekad w pigułce

Pierwsze, co rzuca się w oczy czytelnikowi tej książki, jest jej objętość. Prawie 1000 stron – to prawdziwa „cegła”. Taka ilość tekstu może z początku wydać się przytłaczająca, ale po lekturze pierwszego rozdziału widać wyraźnie, że wynika ona nie z przegadania, lecz z dokładności autora.

Kowalski, PRL-owski pułkownik a obecnie historyk wojskowości, żadnego tematu nie potraktował po macoszemu – każdy próbuje omówić na tyle dokładnie, na ile pozwala mu na to dostępność źródeł. A tych przetworzył ogromne ilości, co widać chociażby po dokładnie sporządzonych przypisach. Były wojskowy powołuje się zarówno na dokumenty z IPN (sądząc po ilości, musiał spędzić w archiwach całe godziny), jak i na rozmowy z poszczególnymi postaciami.

Widać, że pisząc swoją książkę wykonał iście benedyktyńską pracę, co w obliczu smętnej bylejakości wielu publikacji około historycznych zasługuje na szacunek.

Od szeregowca do generała

„Krótsze ramię Moskwy” nie jest jednak suchym zbiorem danych, nużącym jak rocznik statystyczny. Kowalski stara się książkę ubarwić, ożywić . Poznajemy więc nie tylko struktury WSW i poszczególnych dowódców czy ich zastępców, lecz także relacje między wydziałami, tendencje i prądy decydujące charaktery ważnych postaci i różne przedziwne historie związane z ich urzędowaniem.

A historii takich jest co niemiara, zwłaszcza w przypadku dowódców, którzy za wszelką cenę starali się zamaskować swoje braki w wykształceniu i kulturze osobistej (i braki te wychodziły w nieoczekiwanym momencie). Autor opisuje także służbę z perspektywy szeregowego żołnierza. Dowiadujemy się, o czym w danym okresie myśleli mundurowi i jak powoli nawet w wojsku zmieniało się spojrzenie na relacje polsko-sowieckie.

Całość zarysowana jest na tle polskiego społeczeństwa i kolejnych prób przeciwstawienia się Wielkiemu Bratu.

Arcyłotrzy i dranie

„Krótsze ramię Moskwy” było pierwszym moim kontaktem z pisarstwem Lecha Kowalskiego. Nie miałam wcześniej do czynienia z jego charakterystycznym stylem, który zdecydowanie różni się od standardowego języka używanego przez autorów publikacji naukowych.

Przede wszystkim Kowalski lubi wplatać w tekst przeróżne wykrzyknienia, pokazujące jego odczucia i opinie. Nie unika słów, które mogą budzić kontrowersje. Są to albo wyrażenia potoczne, nacechowane bardzo pogardliwie („gęba”, „łapska”, „obleśna postać”, etc.), albo z lekka archaiczne i podniosłe („nierządnica”, „arcyłotr”, „Izraelici” – w odniesieniu do obywateli Izraela), które może i są w danym przypadku adekwatne, lecz w moim odczuciu łamiące swoiste decorum publikacji naukowej. Być może Kowalski, niegdyś żołnierz LWP, chciał wyjątkowo mocno zaakcentować swój stosunek do poprzedniego ustroju. Dziwnie czułam się, gdy autor w połowie tekstu pisał nagle: „O matko bosko, co za styl i język!” albo „Rzygać się chce! Co za swołocz!”. Jest to jednak kwestia wyłącznie mojego gustu i smaku. Z pewnością są tacy czytelnicy, którym język Kowalskiego przypadłby do gustu o wiele bardziej.

Dla naukowca i fascynata

Jeśli miałabym wskazać wzorzec czytelnika, któremu poleciłabym „Krótkie ramię Moskwy”, mój wybór pada na dwa środowiska.

Pierwsze to studenci i doktoranci, którzy potrzebują dobrze opracowanej publikacji na temat WSW – nawet jeśli nie przypadnie im do gustu styl autora, znajdą w jego dziele mnóstwo danych, uporządkowanych i skatalogowanych w jednym tomie.

Drugą grupą, jak myślę, są amatorscy miłośnicy historii, którzy lubią także felietony (nie tylko Kowalskiego) o tej tematyce i lektura będzie dla nich po prostu rozrywką, nie tylko intelektualną.

Książka dostępna jest do zamówienia na stronie Wydawnictwa. KLIKNIJ.

Przekaż wieści dalej!

Magdalena Gotowicka

Magdalena Gotowicka

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania pożeraczka filmów. Pasjonatka twórczości Tolkiena.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet