Koszmar obozu w raportach Pileckiego

Witold Pilecki, „Raporty z Auschwitz”, wydawnictwo AMDG

Zdarza mi się oglądać teleturniej „1 z 10”. Zauważyłam, że w niemal każdym odcinku są przynajmniej dwa pytania dotyczące mitologii. Na przykład: Jak się nazywał bóg z głową ptaka?  I uczestnicy zazwyczaj znają prawidłowe odpowiedzi. Zarówno często słyszymy komentarze, że nie ma co rozpamiętywać historii, wracać do wojen i powstań, bo powinniśmy żyć teraźniejszością. A tu o „Raportach z Auschwitz” Witolda Pileckiego, czyli  kolejna książka o wojnie.

Ochotnik do Auschwitz

Witold Pilecki był oficerem rezerwy Wojska Polskiego, współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, oficerem Komendy Głównej AK i „NIE”. Był więźniem politycznym okresu stalinowskiego, skazanym na karę śmierci i straconym w 1948 roku.

22 września 1940 roku Pilecki trafiła do obozu pod nazwiskiem Tomasza Serafińskiego. Jeszcze tej samej nocy zostaje jedynie numerem. Numerem 4859, który musiał być silniejszy i bardziej odporny od reszty – na polecenie Armii Krajowej miał tam bowiem stworzyć ruch oporu. Od pierwszych dni w obozie rozpoczyna się jego praca – niewolnicza, obozowa, jak również  ta zlecona przez AK.  Pierwsza grupa konspiracyjna zawiązana wśród więźniów nazwana została Tajną Organizacją Wojskową. W miarę rozwoju, włączania się nowych grup, tzw. „piątek”, zmieniono nazwę na Związek Organizacji Wojskowych, który w przyszłości miał być oddziałem do planowanego desantu. Działał jednak od początku, udzielając duchowego wsparcia współwięźniom, organizując większą ilość żywności i odzieży, przekazując informacje poza bramy obozu.

Pilecki spędził w obozie 3 lata. W 1943 roku gestapo zaczęło rozpracowywać obozową konspirację, chciano pozbyć się działaczy i przerzucić ich do obozów na teren III Rzeszy. Pilecki podjął decyzję o ucieczce z obozu, która ostatecznie odbyła się w nocy z 26 na 27 kwietnia, wraz z dwoma innymi więźniami. Do planowanego desantu nigdy jednak nie doszło – obóz strzeżony był przez tysiące SS-manów: liczne jednostki Wehrmachtu, siły policyjne, funkcjonariuszy administracyjnych. Pokonanie tak potężnych oddziałów niemieckich było niemal niemożliwe.

Zapiski świadka horroru

„Raporty z Auschwitz” to opis obozowej działalności Pileckiego, które napisał już po ucieczce z obozu. Są to raporty o niewyobrażalnym cierpieniu, horrorze i koszmarze, który spotkał naszych rodaków. Choć Pilecki starał się opisywać jedynie fakty, często wzbogacał je swoją myślą czy komentarzem. Bardzo dokładnie opisywał to, co widział, czego był świadkiem, co osobiście doświadczył. Pisał dość surowo, językiem prostym i dosadnym.

Samo wydanie raportów – czcionka, rozłożenie tekstu na papierze, oryginalne słownictwo (często z dzisiejszymi błędami ortograficznymi), liczne przekreślenia i poprawki nanoszone przez autora – bardzo pomaga w odbiorze całości. Powoduje wrażenie, że czyta się ten prawdziwy raport, napisany zaraz po wojnie.

Zamordowany bohater

Książek, dokumentów, filmów i seriali o wojnie jest bardzo dużo. Czyta się o tym, ogląda się o tym. I to wzbudza w nas przeróżne emocje – złość, rozpacz, wzburzenie, smutek. Zawsze jednak, na przykład przy serialu, jest to pocieszenie, że historia, choć dzieje się podczas wojny, jest fikcją. Na dokumencie, że ten naoczny świadek, który opowiada o tych wszystkich przerażających sytuacjach, przeżył tę wojnę, założył rodzinę, żyje lub umarł wśród wnuków i prawnuków, doznawszy pokoju, o który walczył w młodości. Z „Raportami z Auschwitz” sytuacja wygląda inaczej. Oto Pilecki jest ochotnikiem do obozu, ucieka z niego, nieustannie walczy o tę naszą Polskę, a w czasie pokoju zostaje zamordowany przez nowe, komunistyczne władze. Nie zginął chociażby w powstaniu, a został zamordowany! I dopiero ponad 40 lat po śmierci został uniewinniony. Dopiero w 2006 roku odznaczony Orderem Orła Białego, dopiero w 2013 roku awansowany do stopnia pułkownika.

„Raportów z Auschwitz” nie da się czytać tak normalnie, przy cichej muzyce, w podróży czy leżąc na trawie w parku. Każda kartka krzyczy o ludzkim nieszczęściu, a takie nieszczęście najlepiej słychać w nocy, w deszczu czy burzy. Tekst Pileckiego jest najbardziej wstrząsającą książką, jaką przeczytałam w życiu. A przede wszystkim najbardziej wartościową. Nie chcę powiedzieć, że te „Raporty” trzeba przeczytać. Nie trzeba, ale można, a przynajmniej powinno się. Bo są one pewnego rodzaju świadectwem, które ukazuje wielkie cierpienie, zniszczenie i koszmar, jaki wojna powoduje. Patrząc na dzisiejszą sytuację polityczną, na te wszystkie zamachy, nie mamy prawa powiedzieć, że wojna to czas, który był i minął. Nie wiemy, co będzie, ale mając w pamięci tę niedawną, straszliwą wojnę, nie możemy dopuścić do sytuacji, w której tamte czasy staną się naszymi.

Bezpłatny fragment PDF książki oraz opcja zamówienia znajduje się TUTAJ

Przekaż wieści dalej!

Natalia Garbaty

Studiuję, piję kawę i czytam książki.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet