Muzułmanin, który pokochał Jezusa

Tass Saada i Dean Merrill „Byłem człowiekiem Arafata”, wyd. Agape

Na stole leżały książki, z których miałam sobie wybrać tyle, ile chciałam, ile dam radę przeczytać w najbliższym czasie. Między paroma pozycjami zobaczyłam tę. Tass Saada i Dean Merrill „Byłem człowiekiem Arafata” wydawnictwa Agape.  Miała okropną okładkę, taką odpychającą (twarz mężczyzny osłonięta chustą tzw. arafatką, zasłonięte oczy i  litery podające tytuł tak niedobraną czcionką, która jedynie dopełniła ten okładkowy dramat), że postanowiłam ją przeczytać. To było dziwne, gdyż nigdy sama z siebie nie wzięłabym do ręki nic, co związane jest z tematami bliskowschodnimi, gdyż takich tematów bardzo nie lubię, a czytanie ma być przecież przyjemnością!

Od mordercy po wspaniałego człowieka

Tass, właściwie Taysir Abu Saada, urodził się na terenie – jak podkreślał ohydnego – obozu dla uchodźców al Breiż w Strefie Gazy. Wraz z wiekiem rosła w nim nienawiść do Żydów, miłość do walki i zabijania. Sprawiał wiele problemów swoim rodzicom, jednak zawsze wychodził z tego obronną ręką. Rodzice mieli pieniądze, które pozwoliły mu być panem swojego losu.

Rosło w nim również poczucie krzywdy, jakie jego ojczyźnie zadali Żydzi. Był uchodźcą, razem z rodziną musiał się często przeprowadzać. Rosła w nim nienawiść i chęć pomszczenia swojego narodu. W wieku 17 lat uciekł z domu i wstąpił do Fatahu, by walczyć przeciwko swoim wrogom. Pomyślnie przeszedł wszystkie szkolenia, został snajperem i trenerem dzieci, które w przyszłości miały wyrosnąć na takich jak on – zawistnych, żyjących w poczuciu krzywdy i chęci walki.

Historia w trzech kawałkach

„Byłem człowiekiem Arafata” to historia Tassa, to zapiski całego jego życia, podzielone na trzy części.

Pierwsza opisuje dorastanie w muzułmańskiej rodzinie, o islamskich zwyczajach, pieniądzach i samochodach. Mówi o  wojnie, o mordowaniu nieprzyjaciół. O początkach życia w Ameryce, o ślubie dla zielonej karty i późniejszych zdradach. O pieniądzach, chęci władzy. O życiu bez wartości.

Czytając pierwszą część życia Tassa, nie mogłam przestać o nim myśleć. Czytałam tę książkę w drodze do pracy, w drodze z pracy do mieszkania. Zaczęłam żałować, że praca-mieszkanie to tylko 40 minut drogi.  Ta część napisana była językiem  niewątpliwie wciągającym. Jak kryminał czy sensacja. Wojna, ucieczka przed odpowiedzialnością do Ameryki. Ślub z przypadkowo poznaną dziewczyną, kariera.

Druga część to moment przełomowy. Muzułmanin poznaje Jezusa i całkowicie oddaje mu swoje życie. W drugiej części  i my mamy okazję poznać nowe życie naszego bohatera, podporządkowane Bożym naukom i prawdzie. Mamy okazję poznać nową twarz tego, który nienawiść zastąpił miłością.

Pierwsze strony drugiej części bardzo mnie rozczarowały i, szczerze, chciałam zakończyć przygodę z tą lekturą. Nagłe nawrócenie, nagła zmiana całego życia życia – to było tak nieprawdopodobne! Muzułmanin, były snajper, usłyszał jedno zdanie z Pisma Świętego, uklęknął, doznał wizji i uwierzył w Boga.  Zazwyczaj do tematów spektakularnych nawróceń podchodzę sceptycznie. Nie wierzę, że jedno zdanie czy wydarzenie może zmienić całe dotychczasowe życie.

Moja upartość jednak zwyciężyła – nie lubię zostawiać niedoczytanych książek. Czytałam dalej. I z każdą kolejną stroną jakoś zaczynałam wierzyć, że to może być prawdą.  Że to nie jest jakaś zmyślona historia, a prawdziwe świadectwo.

Trzecia część to podsumowanie konfliktów bliskowschodnich, refleksje nad możliwościami rozwiązania sporów i wojen.  To podsumowanie całego przekazu, jaki płynie z tej książki – potęga ufności Bogu i Jego planom.

Zaczęłam mu zazdrościć

Przeczytałam mnóstwo biografii, dzienników, listów i pamiętników. Większość była piękna i wartościowa. Ale nie tak, jak świadectwo Tassa. To książka-pamiętnik, wspomnienie, którą bez wątpienia mogę nazwać najbardziej wartościową książką tego roku (a mamy już kwiecień!).

Muzułmanin, który był osobistym kierowcą Yasira Arafata. Który jako ochotnik zgłosił się do wojska, wyszkolił na snajpera i zabijał Żydów, bo tak wypadało, bo w nienawiści do nich się wychował. Który zdradzał, kłamał, porzucał. Usłyszał jedno zdanie z Pisma i się nawrócił. Mało tego – mówił otwarcie o swojej przemianie. Sam poinformował o tym swoich rodziców. Poleciał odwiedzić rodzinę, choć oni uznali go za zdrajcę. Wiedział, że jego brat ma muzułmańskie prawo zamordować go za porzucenie islamu. Mimo to zaufał Bogu i naprawił całą swoją przeszłość.

Bardzo mu tego zazdroszczę. Któż z nas nie chciałby doznać takiej łaski dotyku Boga? Nasza wiara często wynika z wychowania. Dorastaliśmy w rodzinie wierzącej, więc i my jesteśmy wierzący. Relacja z Bogiem, czy przywiązanie z kościołem, czasem wynika z tradycji. Potrzeba wiele trudu, aby w dorosłym życiu utrzymywać tę relację przynajmniej w stopniu poprawnym.

Zaufaj Panu

Tass, choć się nawrócił, całkowicie poświęcił i podporządkował życie Bogu, żył z poczuciem grzechu. Choć wierzył, że Bóg mu przebaczył, podkreślał, że i tak musi żyć ze swoim sumieniem. Sam, szczególnie przed Żydami, przyznawał się do zbrodni popełnionych w młodości. Przepraszał i prosił o wybaczenie. Prosił o modlitwę, ponieważ to było dla niego najważniejsze.

Historia Tassa obudziła we mnie wielką potrzebę naprawy mojej relacji z Bogiem. Napełniła mnie przekonaniem, ze tak niewiele ode mnie zależy, jeśli Jemu nie zaufam.  „To jest kluczem do prawego życia: zaufaj Panu. >>Zaufaj Panu calym sercem , a nie polegaj na swojej umiejętności. W całym Twoim postępowaniu staraj się go rozpoznać, a On wyrówna Twoje ścieżki<<”.

Tę książkę polecam każdemu.

Przekaż wieści dalej!

Natalia Garbaty

Studiuję, piję kawę i czytam książki.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet

Nawet nie wiemy, że u nas byłeś :(

Wyłącz proszę swojego adblocka i dodaj nas do zaufanych stron. Nie wyświetlimy Ci żadnego wyskakującego okienka poza tym, które widzisz