„Nie znacie dnia, ani godziny…”

A. Majewski, "Bez wyroku", wyd. Fronda
A. Majewski, „Bez wyroku”, wyd. Fronda

Książka Aleksandra Majewskiego „Bez wyroku” opisuje historie zwyczajnych obywateli naszego kraju, którzy niespodziewanie rozpoczęli „swą przygodę” z polskim wymiarem tzw. sprawiedliwości („tzw.” bo słowo sprawiedliwość jest w tym przypadku znaczącym nadużyciem). Śmiało stwierdzić można, że ekranizacja każdej z nich zakończyłaby się sukcesem na miarę hollywodzkich blockbuster’ów.

Aleksander Majewski to stosunkowo młody autor i dziennikarz (ur. 1989 r.), który ma na swoim koncie już takie pozycje jak: „Odwet gliny. W imię sprawiedliwości”, „Spowiedź psa. Brutalna prawda o polskiej policji” i „Afery III RP”. Pomimo młodego wieku pochwalić się może dużym doświadczeniem. Od lat zajmował się sprawami, których podsumowaniem jest właśnie ta książka. Jak sam o sobie pisze, „czasem chcę się poczuć prawdziwym dziennikarzem, a nie tylko kolesiem wykonującym ten zawód”.

Zaczynając od strony technicznej, książka wydawnictwa Fronda liczy niecałe 200 stron, jest bardzo przejrzysta, wygodna w czytaniu, przy dobrych wiatrach wystarczy jedno lub dwa popołudnia. Każdy rozdział dotyczy historii innej osoby, dlatego też można czytać ją na wyrywki. W aneksie znaleźć można wybraną publicystykę autora, dotyczącą absurdalnych działań wymiaru sprawiedliwości, w wyniku których zawsze ucierpiał niewinny człowiek.

True story

Poznać możemy tu Zbigniewa Górę, oskarżonego o zabójstwo lekarki, od której wynajmował mieszkanie – w wiezieniu spędził 3 lata. Czesław Kowalczyk ps. „Czester” odsiedział 12 lat za zabójstwo, pomimo posiadania mocnego alibi. Tomasz Łętkowski przedstawia historię swojego brata Artura, do którego mieszkania zawitało ABW z oskarżeniem o  „rozpowszechnianie za pomocą stron internetowych treści mogących ułatwić popełnienie przestępstw o charakterze terrorystycznym” czy planowanie zorganizowania grupy dżihadystycznej na terenie RP. Małżeństwo wywodzące się ze środowiska punkowego zostało z kolei oskarżone o propagowanie ustroju totalitarnego oraz nawoływanie do nienawiści na tle różnic rasowych, wyznaniowych czy narodowościowych. „Wisienką na torcie” stać się może przypadek Wojciecha Sumlińskiego, autora „Niebezpiecznych związków Bronisława Komorowskiego”, który nie od dziś miał problemy wynikające z jego dziennikarskiej działalności.

Są to historie, których nie powstydziłby się najlepszy autor kryminałów. Swego czasu głośno mówiło się o nich w polskich mediach. Ludzie ci, po niesprawiedliwym skazaniu i odsiedzeniu częściowo kary, powrócili na łono wolności. Teraźniejszość niestety w niczym nie przypomina im ich dawnego życia poza kratkami. Te lata, a nawet, wydawać by się mogło, krótkie miesiące w więzieniu, zrujnowały ich życie prywatne – doprowadziły do rozpadu rodzin, utraty pracy, a przede wszystkim dobrego imienia i szacunku. Wciąż jednak mają nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone, że możliwy jest powrót do spokojnej egzystencji w domowym zaciszu.

„Człowiek >>z drugiej strony<< nie jest sobie w stanie wyobrazić pobytu w więzieniu. Nie potrafi zrozumieć, co tak naprawdę traci. Możesz nie mieć tutaj nic, możesz być biedny, możesz żebrać o chleb. Tam dają ci posiłki, wyganiają się kąpać, niby jest dobrze. Ale wolałbym nie mieć grosza przy dupie i być tutaj, niż mieć milion na koncie i siedzieć za kratami” – podsumowuje dosadnie jeden z bohaterów.

Ciebie też może to spotkać

Książka Majewskiego w prosty sposób przedstawia absurdy polskiego wymiaru sprawiedliwości. Szary Kowalski (taki jak ja i Wy) nie może sobie tego wyobrazić. Owszem, oglądamy filmy, w których funkcjonariusze rozbijają niebezpieczne gangi, łapią dilerów narkotyków, aresztują zwyrodniałych zbirów. Jednakże autor ukazuje nam zwykłych ludzi, o mniej lub bardziej kolorowej przeszłości, którzy nie mogli obronić się przed postawionymi im zarzutami. W ciszy i zapomnieniu odsiadywali swoje wyroki.

W obliczu swojej beznadziejnej sytuacji i niepowodzeń ze strony adwokatów, pogodzili się ze swoim losem. Sądowa machina była od nich silniejsza. Jednym z nich udało się wcześniej opuścić więzienne mury, ale nigdy z ust przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości nie usłyszeli zwykłego „przepraszam”.

Można by rzec, że „nie znacie dnia, ani godziny…” kiedy ABW zapuka do waszych drzwi. Oni też się nie spodziewali.

Przekaż wieści dalej!

Maria Gondek

Maria Gondek

Studiuję dziennikarstwo w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. Jestem dumną patriotką i tradycjonalistką. Bóg, Honor, Ojczyzna - to najważniejsze zasady w moim życiu. Kocham Polskę i Polaków, popieram wszelkie inicjatywy patriotyczne, Nie boję się prawdy i zawsze dzielnie walczę w jej imieniu. Bliska jest mi tematyka społeczna, głównie obrona życia, rodziny i wartości chrześcijańskich. Publikuję też na kilku innych portalach.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet