200 lat wojny z przebiegłym wrogiem

Ponad 200 lat temu rozpoczęła się najstraszliwsza ze wszystkich wojen znanych ludzkości i trwa ona do dziś. Wojnę tę prowadzi się na prawie całym świecie: zarówno w sferze militarnej i gospodarczej, ale także ideologicznej oraz duchowej. Wszyscy jesteśmy jej uczestnikami, czy tego chcemy czy nie i niezależnie od stopnia świadomości poszczególnych jednostek. Zaś tym wielkim wrogiem – kierowanym zapewne przez samego demona – jest Rewolucja.

Samo słowo „rewolucja” kojarzy się wciąż wielu osobom z nagłą zmianą rządu czy władzy, zmianą systemu bądź czymś podobnym, nawet pozytywnym. Natomiast słowo to powinno się nam kojarzyć właśnie z „Rewolucją” – przez duże „R”  czymś krwiożerczym i okropnym. Od momentu jej rozpoczęcia poprzez zdobycie Bastylii i rozpętanie tzw. Wielkiej Rewolucji 14.07.1789 roku, trwa ona do dziś. Kim są ci, którzy rozpętali Rewolucję? Odpowiedź jest prosta – to masoneria.

W wieku szkolnym już uczy się dzieci, a potem młodzież (swego czasu mnie także, podobnie jak wszystkich Was) o Wielkiej Rewolucji, zwanej Francuską. Przedstawia się ją jako wielkie osiągnięcie ludzkości, początek nowej epoki oświecenia i rozwoju człowieka, utworzenie sprawiedliwości społecznej i kroku do przodu. W rzeczywistości było zupełnie inaczej.

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Wszyscy zapewne znają rysunek obok, który ilustrował ówczesną sytuację społeczną: chłop utrzymujący pana oraz duchownego. Oficjalna wersja wkładana do głów w szkołach brzmi mniej więcej tak: „Chłopstwo we Francji uciskane niemiłosiernie przez kler i arystokrację, nie mając nic do stracenia, rozpoczęło bunt, w wyniku czego ścięto króla, dokonywano zemsty na arystokracji i duchowieństwie”. No dobrze, to teraz się zastanówmy nad kilkoma rzeczami: Kto zebrał chłopów (nie było przecież tak świetnych narzędzi komunikacji, zaś chłopi nie mieli możliwości przenosić się z miejsca na miejsce, nie mieli też funduszy na posyłanie gońców), skąd Rewolucja miała pieniądze na uzbrojenie i armię (bo cała armia nie poparła przecież rewolucji)?

Odpowiedź znajdujemy w postaciach przywódców Wielkiej Rewolucji. W Konstytuancie, która utworzyła się na skutek Rewolucji, zasiadało ponad 300 masonów (wg niektórych miało być ich ponad 470). Z masonerią zaś zawsze dobrze trzyma się wielki kapitał. Jeśli zaś jest kapitał, można kupić sprzęt dla armii jak i przekupić wojsko. Tutaj też mamy potencjalną odpowiedź na pytanie: dlaczego wojsko wysłane do spacyfikowania oblegających Bastylię, przyłączyło się do buntowników? Oczywiście nie można powiedzieć, że jest to dowód, niemniej rzuca pewne nowe światło na sytuację.

Podobnie kwestia sytuacji stanu trzeciego, rzekomo tak uciemiężanego. Ani słowa nie powiedziano mi (a byłem w klasie o rozszerzonym zakresie historii), że chłopstwo we Francji było i tak w o wiele lepszej sytuacji, niż w pozostałych państwach Europy, zaś ich sytuacja mimo wszystko się poprawiała. Dlaczego więc to oni się zbuntowali, a nie Niemcy czy Anglicy?

I tutaj przechodzimy do istoty rzeczy: ponieważ Francja była silnym i bogatym krajem. To podbicie i przejęcie kontroli nad Francją było najkorzystniejsze dla masonerii, nie Anglii czy pruskich państw, czy jeszcze innych krajów. To Francja, mająca pieniądze, armię, żyzną ziemię i liczną ludność, była atrakcyjną zdobyczą. Nie chodziło tutaj o dobro społeczeństwa, o czym będzie później.

Po zwycięstwie Rewolucji i obaleniu króla rozpoczęły się walki wewnętrzne pomiędzy konkretnymi ugrupowaniami masońskimi – jakobinami, żyrondystami i kordelierami. Jeśli chodzi o samych żyrondystów, było to zgrupowanie zrzeszające burżuazję i inteligencję, której członkowie byli zwolennikami rozsiania Rewolucji na całą Europę.

Mimo ustanowienia „Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela”, została ona wkrótce złamana przez Konstytuantę, która wcześniej sama ją ustanowiła. Wydano bowiem zarządzenie – w imię ratowania kraju przed złą sytuacją ekonomiczną – zabraniające robotnikom tworzenia organizacji zawodowych i prowadzenia strajków. W całej Francji prześladowano arystokrację oraz Kościół, szczególnie duchowieństwo.

Następnym efektem Rewolucji było dojście do władzy Napoleona Bonaparte, również masona. Jego ekspansjonistyczna polityka jest znana zapewne wszystkim – państwa, które podbijał, zmuszał do ustanowienia prawa i ustroju na wzór francuski. Były to oczywiście państwa laickie.

Na przykładzie Wielkiej Rewolucji Francuskiej poznajemy pewien schemat wszystkich rewolucji, które masoneria tworzyła. Punktami obowiązkowymi są:

  1. laicyzacja i walka z religią, szczególnie z Kościołem katolickim
  2. uciskanie klasy średniej
  3. zniszczenie monarchii
  4. „demokratyzacja” państwa
  5. zastąpienie klasy wyższej masońskimi osobami przy jednoczesnym zapewnianiu, że zrówna się wszystkie stany
  6. posługiwanie się klasą niższą do zdobycia władzy
  7. hasła powszechnej równości (vide francuskie „wolność, równość i braterstwo”)
  8. Zastąpienie Boga ideą „wolności” zaś tożsamości narodowej – „człowieczeństwem”
  9. Ekspansja Rewolucji za granicę przejętego państwa

Te wszystkie punkty znajdujemy we wszystkich państwach rewolucyjnych, które potem powstały. W carskiej Rosji wybuch Rewolucji Październikowej – głoszono równość wszystkich obywateli. Aby zdobyć władzę, użyto uzbrojonych mas robotniczych, które nie były przeszkolone. Jednak, jak wspomniałem, były one wyposażone w broń. Skądś musiały pojawić się niemałe pieniądze, o czym się nie mówi. Fundusze musiały być także na zaopatrzenie. Cara i wszystkich związanych z nim, brutalnie zamordowano, zaś na ich miejsce wkroczyli członkowie lóż masońskich, niejednokrotnie pochodzący z podupadłych rodzin szlacheckich czy z burżuazji (sam Lenin przecież miał korzenie szlacheckie).

Jednocześnie mówiono o tym, że wszyscy są równi, więc wszelkie sugestie, iż zachowano poprzednie struktury społeczne, a zastąpiono tylko ludzi na stanowiskach, były atakiem w Rewolucję. Klasę średnią nazywano „kułakami” i przedstawiano jako zło wcielone, zaś Kościół prawosławny został brutalnie wyniszczony i ograbiony. Krzyże i symbole caratu zastąpiono portretami przywódców Rewolucji oraz czerwonymi flagami. Głoszono niesienie Rewolucji na Zachód i cały świat, czego zaprzestano dopiero po naszym zwycięstwie pod Warszawą w 1920 roku.

W Meksyku w latach dwudziestych było podobnie. Wprowadzano prawo, które dyskryminowało klasę średnią. Rozpoczęto także drastyczne prześladowanie Kościoła, które zakończyło się powstaniem, nazwanym potem „Krucjatą” (Cristiada).

Portugalia na początku XX wieku, Węgierska Republika Rad czy inne byty państwowe o idei bolszewickiej – to wszystko były państwa rewolucyjne. I tym właśnie jest Rewolucja obecnie – pewnym stanem, ale i ustrojem.

Rewolucja musi coś zmieniać.

Celem Rewolucji jest wprowadzenie Nowego Porządku Świata, popularnie określanego NWO. Aczkolwiek materiały, które można znaleźć w Internecie, najczęściej przedstawiają to jako spisek Illuminatów. Walka natomiast trwa cały czas – niszczy się rodzinę poprzez promowanie dewiacji. Manifestacje pederastów, przy jednoczesnej propagandowej nagonce na Marsze dla Życia i Rodziny na całym świecie są znakiem, że na Naturalny Porządek Świata można pluć, zaś na NWO nie. Jeśli dochodzi do takich sytuacji regularnie, jest to wyraźny znak, że dane państwo znajduje się pod kontrolą Rewolucji.

Podobnie i uciskanie klasy średniej, walka z Bogiem i Kościołem, utrzymywanie, że wszyscy są równi (choć de facto największe totalitaryzmy miały wąską, a nieprzyzwoicie uprzywilejowaną klasę wyższą, która cynicznie nakazywała nazywać siebie równą z najniższą) – to wszystko są znaki Nowego Porządku, który ma zdominować w założeniu cały świat.

Czemu Rewolucja nawoływała zawsze do klasy niższej?

Ponieważ potrzebowała masy do przeprowadzenia Rewolucji. Chciano obalić klasę wyższą, zaś sama klasa średnia – nawet w pełni zmobilizowana (co jest niemożliwe) – nie wystarcza do pokonania armii i aparatu przymusu w danym państwie. Potrzebna jest więc klasa niższa, która jest najliczniejszą grupą społeczną. O tym jednak szerzej dowiemy się za chwilę.

Czemu Rewolucja prześladuje klasę średnią?

Najlepszą odpowiedź odnajdziemy w książce, której autorem jest – o dziwo! – socjalista, George Orwell. W „Roku 1984″ główny bohater zaczyna czytać zakazaną książkę, gdzie wyłożone zostały (oraz przewidziane przez niego!) najważniejsze zasady wszelkiego socjalizmu oraz każdego totalitaryzmu. W wyimaginowanej książce „Teoria i praktyka oligarchicznego kolektywizmu” autorstwa fikcyjnego Emmanuela Goldsteina, czytamy:

„[…] uświadomiono sobie, że powszechny dostatek zagraża trwałości społeczeństw hierarchicznych; właściwie jest ich zgubą. W świecie, gdzie każdy pracuje krótko, ma pod dostatkiem żywności, mieszka w domku z bieżącą wodą, posiada lodówkę, samochód, a może nawet i awionetkę, znikają najbardziej rzucające się w oczy i najbardziej istotne przejawy nierówności. Powszechny dostatek oznacza zatarcie różnic. Można oczywiście wyobrazić społeczeństwo, w którym dobrobyt, w sensie własności dóbr materialnych i wygody życia, dostępny jest wszystkim na równi, podczas gdy władza spoczywa w rękach nielicznej kasty uprzywilejowanych. Ale w praktyce podobna społeczność nie miałaby zagwarantowanej trwałości. Gdyby wszyscy byli jednakowo zamożni i dysponowali taką samą ilością wolnego czasu, ogromna masa ludzi dotychczas ogłupionych nędzą zdobyłaby wykształcenie i nauczyła się myśleć, a wówczas prędzej czy później zdałaby sobie sprawę, że uprzywilejowana mniejszość nie ma żadnej racji bytu i należy ją obalić. Społeczeństwo hierarchiczne musi opierać się na nędzy i ciemnocie, aby sprawnie funkcjonować.”

Na powyższym przykładzie widzimy, iż nędza jest środkiem do utrzymania społeczeństwa w ryzach. Należy więc – wg Rewolucji – utrzymać jak największy procent społeczeństwa w klasie niższej. „Cele poszczególnych warstw [społecznych – red.] są absolutnie nie do pogodzenia. Celem górnej jest utrzymanie swojej pozycji. Celem średniej jest zamiana miejsc z górną. Celem dolnej, jeśli akurat go ma – gdyż na ogół jej przedstawiciele są zbyt ogłupieni ciężką pracą fizyczną, aby myśleć o czymkolwiek poza żmudną codziennością – jest znieść przywileje i stworzyć społeczeństwo, w którym wszyscy będą sobie równi. Przez długie okresy warstwa górna pewnie dzierży władzę, lecz prędzej czy później następuje moment, kiedy traci wiarę we własne siły albo w swoje umiejętności sprawnego rządzenia; czasem dzieje się to równocześnie. Wówczas obala ją warstwa średnia, która kaptuje do pomocy dolną, wmawiając jej, iż walczy o wolność i sprawiedliwość. Zaledwie osiąga cel, spycha warstwę dolną na jej dawną, podrzędną pozycję, a sama przeistacza się w górną. Po pewnym czasie z jednej lub obu stron tych warstw wykluwa się nowa grupa średnia i bój zaczyna się od początku. Z trzech warstw tylko dolnej nigdy nie udaje się choćby na krótko zrealizować upragnionych celów. […] ani dostatek, ani wzrost kultury obyczajów, ani reformy i rewolucje nie przybliżyły choćby o milimetr realizacji ideału powszechnej równości. Z punktu widzenia warstwy dolnej żadna odmiana historyczna nie zmieniła niczego oprócz nazwy panów.”

Powyższe dwa fragmenty jasno wskazują, że wrogiem jest klasa średnia, ponieważ tylko ona jest w stanie realnie przeciwstawić się władzy i jej aparatowi, pobudzając klasę niższą. Osobiście nie kojarzę zbyt wielu udanych przewrotów czy powstań, które przygotowane zostały przez klasę niższą, a które odniosłyby jakikolwiek sukces. Dlatego też dla Rewolucji najgroźniejszą klasą jest właśnie klasa średnia. To ona wydaje z siebie wybitnych intelektualistów, przywódców, producentów oraz posiadaczy, którzy mogą wydać ideę i kapitał oraz zmobilizować całe społeczeństwo do walki. Klasa niższa bez niej nie zdziała nigdy nic wielkiego.

W fikcyjnej książce znajdują się także trzy wyjątkowo ważne sformułowania:

Pierwsze: „[…] Nawet od szeregowych członków Partii oczekuje się fachowości, pracowitości i choćby minimalnej inteligencji, ale najważniejsze jest, aby byli łatwowiernymi fanatykami i ignorantami, których najczęstsze uczucia to strach, nienawiść, uwielbienie oraz orgiastyczny triumf. […] Partia ma dwa zasadnicze cele: zawładnąć całą kulą ziemską i zlikwidować raz na zawsze swobodę myślenia.[…] Teraz wojnę toczy rząd przeciwko obywatelom własnego państwa.”

I faktem jest, że we wszystkich państwach socjalistycznych, tj. rewolucyjnych, awansowali i najlepiej mieli się nie ci, którzy byli najbardziej kompetentni (vide – czystki w ZSRR), lecz najwierniejsi i nie wykazujący się szczególną inicjatywą. Niesamowite jest dla mnie, że ktoś mógł przewidzieć tyle sytuacji i mechanizmów, które dominować będą w państwach totalitarnych! Pochylmy się teraz nad czymś, co u nas nazywa się „lemingozą” czy „żelazną, lewacką logiką”. Orwell napisał także o tym. Jest to drugie ważne sformułowanie.

Drugie ważne spostrzeżenie brzmi: „[…]Pierwszy i podstawowy stopień wtajemniczenia, od którego można już rozpocząć edukację najmłodszych dzieci, nazywa się w nowomowie „zbrodnioszlaban”. Oznacza to zdolność niemal odruchowego zatrzymania i zmiany toku myśli, gdy tylko przybierają potencjalnie niebezpieczny kierunek. Pod pojęciem tym zawarta jest także umiejętność niewyciągania wniosków i zamykania oczu na błędy logiczne oraz niezrozumienia najprostszych argumentów wrogich wobec angsocu [ustrój panujący w fikcyjnym państwie, Oceanii – red.], a ponadto automatycznie uczucie nudy i wstrętu do rozważań, które mogłyby prowadzić do nieprawomyślnych wniosków. „Zbrodnioszlaban”, innymi słowy, oznacza głupotę ochronną.[…]”

Czyż nie jest to nam znane? Społeczeństwo „wytresowane”, by na słowo „patriotyzm” od razu myśleć „faszyzm”, zaś w przypadku wykładania różnic między faszyzmem a patriotyzmem (czy raczej rzeczywistym braku podobieństw), rozmówca traci chęć dalszej rozmowy i trwa uparcie przy swoim.

Kolejna, trzecia kwestia to podejście do władzy oraz do człowieka. Poniżej dość długi, ale niezwykle istotny fragment z rozmowy głównego bohatera „Roku 1984” ze swoim oprawcą z Wewnętrznej Partii [klasa wyższa – red.]:

„[…] Po co nam władza? […] Partia pragnie władzy wyłącznie dla samej władzy. Nie obchodzi nas dobro ludzkości; obchodzi nas wyłącznie władza. Nie bogactwa, luksusy, długie życie lub szczęście, tylko władza, czysta władza. Zaraz ci wyjaśnię, co oznacza czysta władza. Otóż różnimy się od wszystkich oligarchii przeszłości, ponieważ działamy całkowicie świadomie. Wszyscy nasi poprzednicy, nawet ci najbardziej do nas podobni, byli tchórzami i hipokrytami. Hitlerowcy w Niemczech i komuniści w Rosji stosowali metody zbliżone do naszych, ale nigdy nie mieli dość odwagi, aby otwarcie przyznać się do pobudek, które nimi kierują. Udawali, a może nawet w to wierzyli, że sięgnęli po władzę wbrew sobie i będą ją dzierżyć tylko przez krótki czas – że tuż za następnym zakrętem czeka raj, w którym wszyscy staną się wolni i równi. My jesteśmy inni. Wiemy, że nikt nie sięga po władzę z zamiarem jej oddania. Władza to nie środek do celu; władza to cel. Nie wprowadza się dyktatury po to, by wzniecić rewolucję; wznieca się rewolucję w celu narzucenia dyktatury. Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur są tortury. Celem władzy jest władza. […] Prawdziwa władza, władza, o którą musimy walczyć w dzień i w nocy, to władza nad ludźmi. […] W jaki sposób człowiek utwierdza swoją władzę nad drugim człowiekiem? […] Każąc mu cierpieć. Posłuszeństwo nie wystarczy. Bo dopóki ktoś nie cierpi, czy można mieć pewność, że jest posłuszny twojej woli, a nie własnej? Władza polega na poniżaniu i zadawaniu ból. Władza oznacza rozrywanie umysłów na strzępy i składanie ich ponownie według obranego przez siebie modelu. Czy powoli wyłania ci się wreszcie obraz tworzonego przez nas świata? Jest dokładnym przeciwieństwem idiotycznych, hedonistycznych utopii, jakie wymyślali dawni reformatorzy. Świat strachu, zdrady i cierpienia, świat depczących i deptanych, świat, który w miarę rozwoju staje się nie mniej, lecz bardziej okrutny. […] Dawne cywilizacje twierdziły, że opierają się na miłości lub sprawiedliwości. Nasza zbudowana jest na nienawiści. Wkrótce wyeliminujemy wszystkie uczucia oprócz strachu, wściekłości, tryumfu i samo upodlenia. […] Już teraz trzebimy nawyki myślowe, które przetrwały sprzed Rewolucji. Przecięliśmy więź łączącą rodziców z dziećmi, człowieka z człowiekiem, mężczyznę z kobietą. Nikt nie ma już odwagi ufać żonie, dziecku lub przyjacielowi. W przyszłości jednak w ogóle nie będzie żon i przyjaciół. Dzieci zaraz po porodzie będzie się odbierać matkom, podobnie jak kurom zabiera się jajka. […] Jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłość, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie!”

Z powyższych fragmentów (jak i z całej książki „Rok 1984”, którą szczerze polecam) kreuje się wyraźna różnica w spojrzeniu na człowieka przez Rewolucjonistów oraz ludzi normalnych. My wierzymy, że społeczeństwo jest hierarchiczne ze swej natury i hierarchia potrzebna jest do zachowania porządku. Musi być klasa wyższa, która posiada władzę i sprawuje kontrolę dla dobra narodu oraz swojego. Klasa średnia jest klasą naturalnie się kształtującą poprzez pracowitość, przedsiębiorczość, chęć zysku oraz dzięki Łasce Bożej. Klasa niższa zaś wykonuje prace fizyczne i nie wymagające specjalistycznego przeszkolenia. Klasa średnia nie jest „gorsza” od klasy wyższej, zaś niższa nie jest „gorsza” od klasy średniej. Po prostu każdy stworzony jest do czegoś innego, ma inne powołanie i inne zdolności. Przecież jeśli całe społeczeństwo składałoby się z intelektualistów i przywódców, to kto budowałby domy? Albo kto wytwarzałby dobra? Jeśli wszyscy byliby w klasie średniej, kto wykonywałby prace fizyczne? Kto sprawowałby rządy i pilnował porządku? A jeśli wszyscy byliby w klasie niższej, to kto dbałby o rozwój duchowy i moralny społeczeństwa?

Społeczeństwo jest zróżnicowane i każdemu należy się szacunek. Według Rewolucji zaś istnieje klasa wyższa, która – zgodnie z założeniami Marksizmu, co jest najbliższe zapewne Rewolucjonistom – wyzyskuje wszystkie pozostałe, zaś klasa średnia chce obalić wyższą, wykorzystując bezdusznie niższą. Taki sposób myślenia pokazuje też pogardę „postępowców” wobec osób o gorszym położeniu.

Czemu Rewolucja zawsze walczy z religią, Bogiem i Kościołem?

Zapewne z kilku przyczyn. Tą niewątpliwą jest fakt, że Kościół jest instytucją przeciwną Rewolucji i nowym ładom. Jako organizacja zresztą głosi on ład Boży oparty na starej hierarchii. Ponadto, jako instytucja scentralizowana, ma siłę. Rewolucja więc musi w jakiś sposób łamać jego opór.

Drugim powodem zaś jest walka złego z Bogiem. Jestem przekonany, że ogólnoświatowa Rewolucja jest dziełem demonicznym. Naturalnym więc krokiem takowej będzie atak w Boga. Zauważmy na przykładzie Unii Europejskiej, że islam jest w niej promowany i wybielany. Mało się słyszy o prześladowaniach jakichś pomniejszych religii czy wyznań. Co jakiś czas mówione jest o zgrzytach na linii państwo – kościoły protestanckie. Jednak to Kościół katolicki – jako wyznanie o najsztywniejszych i najbardziej trwałych poglądach – jest najczęściej szykanowany i dyskryminowany. W ZSRR był to Kościół prawosławny, w III Rzeszy… Kościół katolicki! Wyznania protestanckie przecież przyjęły dogmat o „nauce” eugenicznej, ponieważ nie miały scentralizowanego ośrodka, który powiedziałby wyraźne „nie”. Kościół zaś sprzeciwił się, w wyniku czego w III Rzeszy trwały przez cały czas prześladowania katolików.

Rewolucja jednak często też chce wprowadzić „kult człowieka” na miejsce Boga. Podczas Wielkiej Rewolucji, w miejsce powszechnie wówczas uznawanego Dekalogu, wciskano i promowano Deklarację Praw Człowieka i Obywatela jako najżywszy odnośnik prawa. Nie mogą zaś istnieć obok siebie dwa najważniejsze kodeksy, więc jeden promowano, a drugi próbowano zniszczyć.

Kontrrewolucja

Na szczęście nie jest prawdą, że świat jest już zdominowany przez Iluminatów. Na przykładzie zarówno Wielkiej rewolucji jak i wojny czerwonych z białymi w rewolucyjnej Rosji, czy potem wojny narodowych socjalistów z bolszewikami można śmiało stwierdzić, że masoneria jest podzielona między sobą (co nie jest zresztą dziwne).

I to jest jeden z trzech naszych atutów przeciwko nim. Drugim atutem jest ich arogancja – sądzą, że nic już nie wyprowadzi świata z ich rąk. Zaś naszym największym atutem jest Bóg, który powiedział, iż Jego Kościoła bramy piekielne nigdy nie przemogą.

Jak walczyć?

W Internecie można znaleźć wiele filmów wzywających do „przebudzenia”. Owszem, świadomość istnienia zagrożenia oraz tożsamości wroga jest ważna. Ale sama świadomość nie wystarcza. Cóż z tego, że ktoś jest świadomy, że na jego osiedlu pojawiła się grupa bandytów i tej nocy chcą go zabrać? Trzeba działać, bo świadomość zagrożenia i brak reakcji jest jeszcze większym złem, niż brak świadomości. Dlatego odpowiedzią na Rewolucję musi być nie świadomość (która jest środkiem, nie celem), a Kontrrewolucja. Więc jeśli chcą po kogoś bandyci przyjść, to organizuje się grupę ludzi, którzy ich odstraszą, zaś jeśli to nie pomoże, idzie się walczyć.

Jak sama nazwa wskazuje, Kontrrewolucja jest przeciwieństwem tego, co niesie ze sobą Rewolucja: zamiast powszechnego terroru i zamordyzmu – wolność i prawo. Zamiast kultu człowieka i bezczeszczenia Imienia Bożego – Bóg i wolność wiary. Zamiast deprawacji, dewiacji i legalizacji wątpliwych używek – promowanie i wspieranie rodziny oraz trzeźwego stylu życia. Zamiast mordowania – obrona życia. Zamiast sztucznego zrównywania i możliwości „wybierania” płci – podkreślanie kobiecości i męskości. Największą zaś siłą Kontrrewolucji jest Kościół katolicki. Jak pisałem wcześniej, jest to największa religia ze scentralizowaną instytucją, zawsze też najmocniej uderzaną w miejscach, gdzie panuje Rewolucja. To jest także pewien znak, który pokazuje, że nie chodzi tylko o fizycznego sojusznika.

Kontrrewolucja może przybierać różne formy. Stosunkowo niedawno głośno było o filmie „Cristiada”, opowiadającym o powstaniu w Meksyku. Tutaj Kontrrewolucja była działaniem zbrojnym. Meksykanie nie mieli już wyboru – za praktykowanie swojej religii byli brutalnie mordowani przez Rewolucyjny rząd, więc mieli prawo sięgnąć po broń i walczyć. NSZ również było formą Kontrrewolucji, choć nie miało ostatecznie szans powodzenia. Kontrrewolucja może też odbywać się na polu walki informacyjnej bądź też ideologicznej. Najczęściej informacje podawane przez stronę Rewolucji są potwornie fałszowane i wypaczane, w przeciwieństwie do Kontrrewolucji (dla której hańbą powinno być stosowanie tych samych metod, co wróg), vide –„historia” wśród komunistycznych krajów o inkwizycji Kościelnej bądź Hiszpańskiej, doszukiwanie się kolektywizmu wśród społeczeństw Starożytnego Bliskiego Wschodu i wiele, wiele innych. Ideologicznie zaś Kontrrewolucja głosi – za Słowem Bożym – idee godności człowieka, ładu społecznego, sprawiedliwości i pokoju. Rewolucja natomiast wpaja kategoryzowanie ludzi na gorszych i lepszych, nowy ład, tzw. „sprawiedliwość” społeczną i ciągłą wojnę z jakimś wrogiem.

Wielką stratą dla Kontrrewolucji jest zatarcie się niegdyś powszechnie znanego określenia „Ecclesia Militans”, tj. „Kościół Walczący”. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu postawa tutaj określana jako Kontrrewolucja była powszechna w Kościele katolickim. Obecnie – chcę wierzyć, że jest to po prostu jakaś próba reformy, nie efekt infiltracji Kościoła przez siły masońskie, o czym coraz częściej można usłyszeć – odeszło się od tego i głosi się (niesłusznie) prawie pacyfizm.

Zapewne wielu zada pytanie: „Skąd żeś wytrzasnął pomysł z demonami?”. Primo – wszyscy zapewne wiedzą, że loże masońskie, szczególnie ci przesławni (i niesłusznie wywyższani) Iluminaci swego czasu mocno, podobnie jak arystokracja, w pewnym momencie poszli w kierunku okultyzmu. Ponadto, jako instytucja antykościelna, z pewnością muszą mieć powiązania z siłami nieczystymi. Zaś najmocniejszym argumentem są wielkie wystąpienia masonerii w 1917 roku z okazji dwustulecia założenia pierwszej loży masońskiej. Wtedy to palono kukły papieża i głoszono, że królestwo złego wkrótce zatryumfuje. To m.in. pod wpływem tego wydarzenia św. Maksymilian Maria Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae), które prężnie działa do dzisiaj.

Jeszcze inną poszlaką może być promowane przez środowiska lewicowe (które wpisują się we frakcję Rewolucji) „święto” 1 maja. Problem jednak w tym, że wydarzenia, o których oficjalnie mowa wydarzyły się później, bo 3 maja! Natomiast 1 maja był świętem pogańskim. Gdy pyta się osoby na różnym stopniu w hierarchii wśród lewicowych środowisk, temat jest jakby ignorowany i staje się dla lewicy tematem tabu.

Podsumowując…

Musimy być świadomi kim jest wróg i jakimi metodami działa. Nie możemy też dopuścić się barbarzyńskich metod terroru, których używa. Natomiast z samą Rewolucją należy walczyć na wszystkich możliwych frontach – na uczelniach, w mediach, na ulicy, manifestacjach, podczas (uchowaj Boże) konfliktów zbrojnych, podczas indoktrynacji i okupacji. I mówiąc o ulicy czy manifestacjach, nie mam na myśli brania udziału w burdach (ponieważ w takich najczęściej biorą udział rewolucyjne płotki), ale samemu brać udział w manifestacjach wyraźnie kontrrewolucyjnych. Okazanie swoją obecnością patriotyzmu na Marszu Niepodległości jest czymś mocnym. Ale nawet udział w – coraz mniej modnych, ale wciąż istniejących i ostatnio przeżywających jakby nowe odrodzenie – procesjach eucharystycznych jest manifestacją przywiązania do Bożego porządku. Więc z wiarą, odwagą i honorem – idźmy i nieśmy Kontrrewolucję!

Źródła: Miesięcznik „Egzorcysta”, 5, 2013

Orwell G., „Rok 1984″, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, tłum. T. Mirkowicz 

Przekaż wieści dalej!

Dominik Cwikła

Dominik Cwikła

Rzymski katolik, mąż, dziennikarz, aktywny obrońca życia. Jestem założycielem i redaktorem naczelnym portalu Kontrrewolucja.net. Wydałem też Gazetę "Rycerstwo", prowadziłem audycję historyczno-rozrywkową "Tak było" (nieregularnie coś czasem nagram - szczegóły na moim profilu na fb) oraz w Radiu Strefa Chwały audycję historyczną "Christian Story". Dotychczas pisałem na kilku portalach i w kilku gazetach. Aktywny obrońca życia, monarchista, bezpartyjny. Pracowałem w kilku redakcjach, m.in. jako wicenaczelny wSensie.pl. Obecnie redaktor portalu nczas.com.

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Dominik Cwikła

Dominik Cwikła

Rzymski katolik, mąż, dziennikarz, aktywny obrońca życia. Jestem założycielem i redaktorem naczelnym portalu Kontrrewolucja.net. Wydałem też Gazetę "Rycerstwo", prowadziłem audycję historyczno-rozrywkową "Tak było" (nieregularnie coś czasem nagram - szczegóły na moim profilu na fb) oraz w Radiu Strefa Chwały audycję historyczną "Christian Story". Dotychczas pisałem na kilku portalach i w kilku gazetach. Aktywny obrońca życia, monarchista, bezpartyjny. Pracowałem w kilku redakcjach, m.in. jako wicenaczelny wSensie.pl. Obecnie redaktor portalu nczas.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.