Broń ratuje życie

W Koszalinie pojawiły się Billboardy z hasłem „Broń ratuje życie”. Hasło na tyle chwytliwe, że już widać efekty – zarówno wśród sympatyków ROMB (inicjatora akcji), jak i zaciekawionych dziennikarzy. Taki z resztą był cel. Chcemy wzorem naszych peruwiańskich kolegów z APPLAF doprowadzić do czegoś, czego urzędnicy Komendy Głównej Policji boją się najbardziej: publicznej, rzetelnej i merytorycznej debaty. A jak to jest z tą bronią?

Gdy w Peru wprowadzono dodatkowe obostrzenia (które nic nie dały), działacze APPLAF organizowali demonstracje i sprowokowali publiczną debatę, w efekcie której przepisy nie tylko przywrócono do stanu poprzedniego, ale je wręcz zliberalizowano. Tym samym nasi Peruwiańscy koledzy stali się inspiracją dla nas wszystkich zaangażowanych w ruch Firearms United, co oznacza również i ROMB (który notabene był inicjatorem ruchu).

Dodatkowo zostaliśmy sprowokowani przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, gdy gen. Koziej odrzucił naszą inicjatywę „broni do ochrony miru domowego”, gdyż jego zdaniem za bardzo ułatwiłaby ona dostęp do broni. A to z kolei uznał za „odmienną filozofię w stosunku do obecnie przyjętych rozwiązań”. Uznał dodatkowo, że to „wymaga szerokiej debaty publicznej”. Problem z tym, że KGP chyba również wyciągnęła wnioski z tego co się wydarzyło w Peru, gdyż jak wieść niesie, zamierzają nas ignorować tak długo, jak tylko będzie możliwe. My jednak będziemy robić swoje.

A jak to jest z tą bronią?

Trzech uzbrojonych włamywaczy wdarło się do domu w RPA. Jeden z nich chwycił 9-letnią córkę gospodarza domu, ten chwycił za broń i wystrzelił do niego. Trafiony bandyta zmarł, dwóch pozostałych uciekło.

Trzech mężczyzn (w tym dwóch uzbrojonych) napadło na dom rodzinny w Kanadzie. Właściciel domu postrzelił jednego, pozostali uciekli. Właściciel domu w Arizonie, przy pomocy strzelby, obronił się przed trzema uzbrojonymi bandytami, będącymi pod wpływem metaamfetaminy.

Sprzedawca w sklepie Kalifornii, napadnięty przez dwóch uzbrojonych bandytów, wyciągnął własną broń i postrzelił jednego. 67 letni mieszkaniec Północnej Karoliny, przebywał w domu wraz z żoną i 19-letnią wnuczką, gdy napadło ich trzech uzbrojonych bandytów. Chwycił za broń dopiero gdy rozzuchwaleni bandyci postanowili zgwałcić jego wnuczkę. Bandyci uciekli po wymianie strzałów. Jednego znaleziono martwego, dwóch aresztowano w szpitalu, gdzie udali się po pomoc.

Uzbrojonego nikt nie ruszy

To tylko kilka z ponad tysiąca historii, które można przeczytać w serwisie Gunssavelives.net. Jeżeli dobrze przeszuka się Internet, to bez problemu znajdzie się zapisy wideo, które pokazują, jak uzbrojeni cywile bronią się przed bandytami oraz jak bandyci z reguły uciekają.

To wszystko pokazuje jedno: Gdy ofiara jest uzbrojona, stawka bywa zbyt wysoka by ryzykować życie. Łatwo sobie wyobrazić, jak przebiegałby przytoczone wyżej sytuacje, gdyby miejsce broni zajęły pałki. I jakie szanse miałby 67-latek, gdyby próbował bronić swojej wnuczki przed gwałtem, wdając się w walkę wręcz z trzema młodymi bandytami.

Te historie wybrałem ze względu na ich podobieństwo. Za każdym razem uzbrojeni bandyci mają przewagę, za każdym razem jednak wolą uciec, niż zginąć po to, by ich koledzy cieszyli się zwycięstwem. Nie brak jednak przypadków, gdy słaba kobieta strzelając w powietrze odstrasza bandytę, lub gdy bandyta ucieka na sam widok broni.

Masakry w strefach wolnych od broni

Ciekawa jest też historia z Teksasu. W nocnym klubie w El Paso psychopata zaczął strzelać do ludzi. Zranił 5 osób do czasu, aż któryś z gości odpowiedział ogniem. Ranny psychopata zdołał uciec, niemniej jednak aresztowano go w szpitalu. Za to nie odnaleziono bohatera który mu się przeciwstawił. Po prostu nikt nie potrafił sobie przypomnieć jak wyglądał. Być może coś wspólnego z tym miał fakt, że w El-Paso nie wolno wnosić broni do miejsc, gdzie sprzedaje się alkohol, o czym doskonale wiedział zamachowiec.

Jakoś nigdy masakry nie zdarzają się w miejscach gdzie ludzie są uzbrojeni – zawsze są to „gun free zones”. Nawet masakry w bazie wojskowej Fort Hood udały się, gdyż akurat tam żołnierzom nie wolno nosić broni. Tym razem zamachowiec nie przewidział, że ktoś uczciwy złamie ten zakaz. Niestety, przeciwnicy broni również i tym razem podtrzymują, że jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że ktoś uzbrojony powstrzymał masakrę. Bo w końcu jak nie było ofiar to nie było masakry, prawda?

Swoje mówią też statystyki. Don B. Kates przeanalizował ponad 27 milionów zdarzeń (zarówno napaści jak i typowych napadów rabunkowych) które wydarzyły się w USA w latach 1979-1985. Rozpatrywał przebieg zdarzenia pod kątem taktyki obronnej ofiary. Badania jasno wykazały, że szanse na udaremnienie napadu i wyjście bez szwanku są największe, gdy napadnięty broni się przy użyciu broni palnej.

Również inne badania wykonane pod koniec lat 70-tych wykazały, że gdy napadnięta kobieta broni się nożem lub pistoletem, to zaledwie w 3 proc. przypadków zwyrodnialcowi udaje się ją zgwałcić. Gdy nie ma nic, zwyrodnialec jest górą w 32 proc. przypadków. Dlatego ważne jest, aby się bronić. A jeszcze ważniejsze, by mieć ku temu odpowiednie narzędzia. Dlatego powinniśmy żądać od władz prawdziwej gwarancji bezpieczeństwa  w postaci prawa do pistoletu w kaburze, a nie pozornego bezpieczeństwa w postaci przekonania, że w razie napadu przestępca pozwoli mi zadzwonić po policję.

Zdaję sobie sprawę, że tezy wygłoszone w tym tekście są dosyć kontrowersyjne. Warto jednak zrozumieć, że system wartości, który nakazuje je odrzucać, to rzecz względnie nowa. Przez lata nikomu nie przychodziło do głowy, by ograniczać ludzkie prawo do samoobrony. Ba, rezygnacja dania odporu bandycie była uważana wręcz za grzech. – Ten, kto daje, by jego życie zostało mu odebrane przez tego, który nie ma władzy w takim celu, gdy mógł był zachować je dając odpór, dopuszcza się winy samobójstwa, gdyż Bóg nakazał mu przedłużać życie, a sama natura uczy każdą istotę jak się bronić to fragment kazania wygłoszonego w Kalifornii w 1747 roku. Jak daleko odeszliśmy od tego, sami dziś możemy zauważyć. Tym bardziej, że po 1945 roku władze odebrały nam nawet narzędzia do obrony.

Polecam przeczytać artykuł Naród tchórzy

Przekaż wieści dalej!

Rafał Kawalec

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Więcej artykułów autora

Rafał Kawalec

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.