Bury: Czy możliwe jest wprowadzenie kapitalizmu w Polsce?

Dominik Cwikła/Kontrrewolucja.net ⓒ
Dominik Cwikła/Kontrrewolucja.net ⓒ

Ktoś powie, co to za tytuł, przecież w Polsce jest kapitalizm. Nie do końca. System, w którym pół roku pracuje się na zapłacenie podatków. Gdzie istnieje multum różnorodnych koncesji i regulacji, gdzie redystrybucja dóbr należy do priorytetów władzy itd., trudno nazwać kapitalizmem. Więc czym jest?

Ustrój gospodarczy Polski przypomina kraje latynoskie, gdzie jest wąska grupa oligarchów, a reszta to biedota. Jest to kapitalizm wypaczony, gdzie brakuje najważniejszego ogniwa, czyli klasy średniej. Dobrze określił to Stanisław Michalkiewicz, nazywając III RP  „kapitalizmem kompradorskim”.

Utracona szansa

Nie da się ukryć, że okres transformacji był idealnym momentem na wolnorynkowe reformy. Zaczęły się one jeszcze u schyłku komuny. 1 stycznia 1989 weszła w życie tzw. Ustawa Wilczka o działalności gospodarczej. Wprowadzała ona zasady: „co nie jest zakazane, jest dozwolone” i „pozwólcie działać”, czyli istne leseferystyczne rozwiązania!

Działalnością koncesjonowaną objęto zaledwie 11 branż (głównie strategicznych). Niestety konsekwentnie rozbudowywano treść ustawy, czego skutkiem było topnienie wolności gospodarczej. Aż do 2001 r., kiedy to Ustawę Wilczka zastąpiono Prawem działalności gospodarczej, które nie stało nawet koło myśli liberalnej.

Początek lat 90 rozgrywał się w atmosferze sukcesów „Azjatyckich tygrysów”. Wszyscy spoglądali na świecie na takie kraje jak Hongkong, Singapur czy Tajwan. W 1989r. Polskę wizytował Milton Friedman, który przestrzegał Polaków, żeby nie naśladowali bogatych państw, tylko naśladowali rozwiązania, które te państwa doprowadziły do bogactwa.

W mediach przewijał się gdzieś Janusz Korwin Mikke, który szokował ludzi propozycjami wolnorynkowych rozwiązań. Stefan Kisielewski próbował resztką sił zaszczepić w narodzie ziarenko kapitalizmu. Jednak te głosy były za słabe i Polską polityką zawładnął socjalizm i trwa do dzisiaj.

Teraźniejszość  

To wreszcie jest  kapitalizm kompradorski czy socjalizm? Zdecyduj się Pan. Jest kapitalizm kompradorski, ale wszystko zmierza w stronę socjalizmu. Taką tendencję widać od dawna, ale za rządów PiS znacznie przyspieszyła. Co gorsza, nie ma żadnej realnej alternatywy.

Oprócz PiS szansę na zwycięstwo ma tylko PO (bardzo małe, ale jakieś ma). Kiedyś różnice gospodarcze między tymi partiami – przynajmniej w sferze deklaratywnej – były zauważalne. Ale od 2015 r. gdy to PiS wygrał  wybory dzięki 500+ , nastąpiło przesilenie na polskiej scenie politycznej. PO przejęło narrację rozdawniczą PiS-u, a nawet stali się bardziej „hojni”. Grzegorz Schetyna był oburzony, że PiS kradnie jego pomysły na 500+ na 1 dziecko i inne tego typu. Partia liberalna gospodarczo…

Teraz chociaż wiemy, że z tym podwyższaniem podatków to nie była tylko ironia. Spór polityczny teraz odbywa się tylko na płaszczyźnie ideologicznej, do tego właśnie w sferze deklaratywnej.

Wszystko zapowiada, że następne wybory wygra ponownie partia Jarosława Kaczyńskiego. W niektórych kręgach znana jako historyczna rekonstrukcja tzw. Sanacji. Prezesa równie mocno jak naczelnika fascynuje etatyzm. W dobie koniunktury ogólnoświatowej takie prowadzenie gospodarki jest elementem w najlepszym wypadku spowalniającym.

Niestety znowu tracimy szansę. Zamiast podczas „grubych lat” przygotować się na te „chude”, to bawimy się w Janosika. Jak przyjdzie kryzys, to ta „ofiarność” rządu wyjdzie wszystkim bokiem. To spowolnienie w dobrych czasach, w dobie zawirowań finansowych może okazać się tragedią. Ale rządzący nie rozumieją tego albo nie chcą rozumieć. W takich sytuacjach utwierdzam się w przekonaniu, że Henry Hazlitt miał rację, mówiąc, że „dzień dzisiejszy to jutro, które wczoraj lekceważyli źli ekonomiści”.

 Czy jutro ma szanse być kapitalistyczne?

Żyjemy w ustroju demokratycznym, co sprawia, że politycy żyją od wyborów do wyborów. Taka sytuacja skutecznie utrudnia działanie długofalowe, a tylko takie może zapewnić państwu dobrobyt. Demokracja jest podatna na populizmy i demagogie (zwłaszcza gdy klasy średniej prawie nie ma).

Postulaty rozdawnicze zaliczają się do takich. Trudno wytłumaczyć ludziom, że te pieniądze nie biorą się z choinki, ale z ich kieszeni. Dlaczego trudno? Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, 21 proc. Polaków twierdzi, że nie płaci żadnych podatków! Więc głosząc hasło o niskich podatkach i większej wolności, wyborów się nie wygra. „Damy” lepiej brzmi niż „nie zabierzemy”.

Co robić?

Są dwie drogi. Pierwsza to praca organiczna. Kształcenie, budowanie struktur, zrzeszanie się itd. Oczywiście to nie pozwoli zdobyć większości, chyba że do metryczności doda się hasła, które odzwierciedlą jakąś mocną publiczną emocję. Niestety, obecnie tą emocją jest wojna dwóch plemion i w jakimś sensie wspominane rozdawnictwo. To droga bardzo daleka.

Druga pojawia się w trakcie katastrofy, jaką jest kryzys gospodarczy. Wtedy mogą wygrać nawet nurty dotąd bagatelizowane. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że ludzie, zamiast wybrać przeciwstawny system, czyli kapitalizm, będą próbować leczyć bolączki socjalizmu, większą dawką socjalizmu. Efekty takiej kuracji nie trzeba chyba przedstawiać. Da się połączyć te dwa rozwiązania. W czasie koniunktury organizować się, żeby w czasie kryzysu (okazji – groteskowo to brzmi, ale jest prawdą) mieć większe szanse przeciągnąć szale na swoją stronę.

 Jakie są szanse?

„Wypijmy za wspaniałe powodzenie naszej beznadziejnej sprawy”.

Przekaż wieści dalej!

Michał Bury

Michał Bury

Konserwatywny liberał. Interesuję się historią, naukami politycznymi i społecznymi. Zwolennik austriackiej szkoły ekonomicznej, poszanowania tradycji i pragmatyzmu w polityce zagranicznej.

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
Twitter

Michał Bury

Michał Bury

Konserwatywny liberał. Interesuję się historią, naukami politycznymi i społecznymi. Zwolennik austriackiej szkoły ekonomicznej, poszanowania tradycji i pragmatyzmu w polityce zagranicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.