Bury: Nie dajmy się cenzurze!

Uciszająca kobieta/fot. ilustracyjne/fot. Pixabay

Wolność słowa to podstawowe prawo człowieka, które umożliwia mu godne życie. Jest jego naturalną potrzebą, porównywalnie mocną, jak własność prywatna. Wieki pracy myślicieli, poczynając od Starożytnego Rzymu, idąc przez oświecenie, a kończąc na czasach współczesnych, dało nam prawo, które chroni prawa jednostki. Takie rozwiązanie upodmiotowiło obywatela względem władzy i zapewniło mu gwarancje wolności. Jest to bezdyskusyjnie wielkie osiągnięcie cywilizacyjnie. Jednak od czasu do czasu znajdują się siły, które chcą zmienić, a nawet zniszczyć ten układ. Niestety, teraz też mamy do czynienia z takimi ruchami.

Wolność to szerokie pojęcie, składające się z wielu elementów. Pod lupę chciałbym wziąć wolność słowa, ponieważ ograniczanie jej jest najtrudniej zauważyć. Każdy widzi, kiedy zabiera mu się własność prywatną. Jest to namacalne.

Cenzura nie wywołuje takiego stanu oburzenia, a na pewno nie u wszystkich. Im człowiek jest mniej świadomy politycznie, tym odczuwa to łagodniej. Zwłaszcza, gdy występuje syndrom gotującej się żaby, czyli ograniczanie wolności słowa stopniowo, a nie nagle.

Żaba wrzucona do wrzątku wyskoczy od razu, ale gdy woda będzie powoli podgrzewania, to żaba nie wyczuwa zagrożenia aż do krytycznego momentu, gdy temperatura jest już nie do wytrzymania, ale wtedy jest już za późno na ucieczkę.

 Skojarzenia mogą odgrywać rolę coraz to cieplejszej wody

Ograniczanie wolności słowa kojarzy się z państwami totalitarnymi. Jest to zrozumiałe, ponieważ mózg człowieka ma skłonność do zapamiętywania wyrazistych obrazów, a skrajności bez wątpienia takimi są. Totalitaryzmy mają w swojej istocie zapisane gwałcenie praw i wolności człowieka.

Posłużę się definicją faszyzmu, autorstwa Benito Mussoliniego, która brzmi „wszystko w Państwie, nic poza Państwem, nic przeciw Państwu”. Jest to zaprzeczenie dorobku cywilizacji łacińskiej w kwestii prawa jaki i pojęcia państwa, o którym wspomniałem na wstępie. Stawia się dobro pewnej grupy, a dokładniej jej struktury władczej nad prawami jednostki. Nie trzeba chyba tłumaczyć, czym takie posunięcie grozi.

Jest to degradacja człowieka do poziomu rzeczy, która jest tylko trybikiem w rękach „oświeconych”. A  jeśli ktoś nie stosuje się do systemu, to eliminuje się go bez skrupułów. Tak skończyły ofiary komunizmu, faszyzmu, nazizmu i ich pochodnych.

Takie skojarzenie sprawy posuwa ją do niebezpiecznej sytuacji zbagatelizowania. Przykładowo, ktoś zaczyna mówić o cenzurowaniu jakiejś części życia publicznego, wtedy najczęściej spotka się z argumentem, że cenzura jest w Chinach czy w Korei Północnej, a nie w Europie. Te słowa to oczywiście po części prawda, ale to nie wyklucza, że w Europie także może dochodzić do zawężania swobody wypowiedzi. Takie uproszczenie usypia opinię publiczną. A  my musimy być cały czas na posterunku i pilnować naszej wolności!

Poprawność polityczna

Obecnie cenzura wprowadzana jest poprzez wypaczenie pojęć lub tworzenie nowych. Największym orężem „postępowców” jest poprawność polityczna. Wprowadza ona „indeks zakazanych zwrotów”, tworzy tematy tabu itd.

Doszło do takich absurdów, że w niektórych miejscach w USA zakazano prawnie (sic!), używania słowa „nigger” (ang. – czarnuch). Ciekawe czy w tych miejscach nielegalne są także filmy o życiu społeczności murzyńskiej w USA? Każdy, kto widział taki film, wie, że nagminnie zwracają się do siebie poprzez słowo „nigger”. Czy to nie rasizm wobec białych?

Tematem tabu są np. Żydzi. Nawet merytoryczna, konstruktywna krytyka tej nacji spotka się z nazwaniem autora „antysemitą”.

Jaki ma cel poprawność polityczna? Po pierwsze, kastruje ona z debaty publicznej niewygodne tematy dla lewicy obyczajowej. W krajach, gdzie poprawność polityczna rozwinęła skrzydła, skrytykowanie LGBT+  równa się byciem homofobem. W dodatku jest to ucieczka pewnych środowisk przed brakiem argumentów. Nawet jeśli ktoś widocznie przegrywa dyskusję, ale zacznie, rzucać oskarżeniami np. posądzi adwersarza o faszyzm, niezależnie jak bardzo byłoby to absurdalne, to w przekonaniu większości odbiorców ma szanse wygrać pojedynek.

Jeżeli dodamy do tego zdominowany rynek mediów przez postępowców, to cenzura ma widoczne skutki. Nie występują sankcja prawna, ale rozsiana (spontaniczna), która objawia się wykluczeniem, potępieniem jednostki w danej grupie. Osiągnęła ona dość sporą akceptację. Wielu ludzi nie zgadza się z jedyną słuszną narracją, ale po prostu boi się sprzeciwić machinie poprawności politycznej.

Samo zjawisko jest czysto polityczne. Nie chodzi o ujmowanie się za dyskryminowanymi, ale o zdobycie oręża w walce ideologicznej.

Nowe niebezpieczeństwo

Mowa nienawiści. Co to jest w ogóle? Ja nie wiem. Myślę, że tak do prawdy to nikt nie wie. Jest to nowe pojęcie w debacie publicznej. Wszystko wskazuje, że sprowadza się do takiej samej roli, jaką pełni poprawność polityczna.

Nie widzę sensu istnienia „mowy nienawiści”. Jeżeli ktoś nas w jakiś sposób obrazi, możemy to zgłosić do sądu i tam domagać się zadośćuczynienia. Cyrku medialnego, który wybuchł wokół zabójstwa śp. Pawła Adamowicza, którego rzekomo, pośrednio zabiła mowa nienawiści, może lepiej nie komentować. Jednak jest idealnym przykładem, do czego służy ta nowomowa.

Reakcja

Sytuacja wygląda teraz śmiesznie. Ale gdy posunie się naprzód, możemy stracić całkowicie humor. Lewica bardziej sobie ceni kolektyw niż jednostkę. Występuje mocna identyfikacja z grupą. To sprawia, że jest jej łatwiej pogodzić się z utratą podmiotowości obywatela względem państwa na rzecz „ideałów”. Więc w dłuższej perspektywie cenzura może z sankcji spontanicznej przekształcić się w prawną. A wtedy to naprawdę ludzie będą trafiać do więzienia za „homofobię”, jak sobie tego życzy Pan Śmieszek.

Mówiłem, żeby cenzury nie kojarzyć tylko z totalitaryzmami. Jednak nie możemy tracić czujności i zauważać ją na co dzień i się jej stawiać. Prędzej czy później cenzura prowadzi do totalitaryzmu, bo naturalnie do tego dąży. Zamykając coraz to większej grupie usta, pozostają tylko „oświeceni” (czy rewolucjoniści jak tam kto woli), którzy decydują, co wolno mówić, a czego nie. Tak – sugeruję, że takie postępowanie może przywrócić demony XX wieku.

Żeby nie dopuścić do takiej wizji przyszłości, trzeba po prostu mówić prawdę. Prawda nas wyzwoli, jak uczył Jezus. Trzeba posługiwać się pojęciami, bez wypaczeń. Odrzucać nowomowę. Nie przejmować się poprawnością polityczną czy mową nienawiści. Jak przyjmiemy kłamliwą narrację, to już stoimy na przegranej pozycji. Nie dajmy się cenzurze!

Przekaż wieści dalej!

Michał Bury

Michał Bury

Konserwatywny liberał. Interesuję się historią, naukami politycznymi i społecznymi. Zwolennik austriackiej szkoły ekonomicznej, poszanowania tradycji i pragmatyzmu w polityce zagranicznej.

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
Twitter

Michał Bury

Michał Bury

Konserwatywny liberał. Interesuję się historią, naukami politycznymi i społecznymi. Zwolennik austriackiej szkoły ekonomicznej, poszanowania tradycji i pragmatyzmu w polityce zagranicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.