„Naprotechnologia jest tańsza i skuteczniejsza od in vitro”

foto: wojciechkowalski.pl
foto: wojciechkowalski.pl

Z Panem Wojciechem Lechem Kowalskim, założycielem Obywatelskiego Ruchu Promocji Naprotechnologii oraz kandydatem Prawicy Rzeczypospolitej w wyborach do Sejmu z listy PiS rozmawia Dominik Cwikła.

W prostych słowach, tak, aby prosty Czytelnik mógł to zrozumieć: czym jest naprotechnologia?

Jest to bardzo skuteczna metoda leczenia niepłodności. Opiera się ona na drobiazgowej diagnozie pary, która ma problem z doczekaniem się potomstwa. W razie potrzeby w kolejnych etapach leczenia wprowadzane są leki i zabiegi chirurgiczne. Doradza się też odpowiednią dietę oraz tryb życia. W polskim tłumaczeniu słowa „naprotechnology” mówi się o „wsparciu naturalnej prokreacji”. Przy czym to wsparcie właśnie jest słowem kluczowym dla całej metody. W skrócie mówiąc: należy parę doprowadzić do takiego stanu zdrowia, aby w naturalny sposób doczekała się dziecka.

Dlaczego w mediach mętnego nurtu nic się o niej nie mówi, albo przedstawia się ją jako „wadliwy kalendarzyk”?

Ponieważ jest to na rękę władzy. A media mętnego nurtu przeważnie wpierają obecny rząd. Dzięki temu, że rozmawiamy w czasie, kiedy koalicja rządowa wraz z patologicznie myślącymi o społeczeństwie osobami zdążyła przegłosować całą serię haniebnych, sprzecznych z naturą ustaw, możemy wyraźniej zauważyć, dlaczego media mainstreamowe oraz przedstawiciele organów rządowych celowo ośmieszali naprotechnologię. Doszło nawet do tego, że wiceminister zdrowia, Igor Radziewicz-Winnicki, powiedział, że „nie ma czegoś takiego jak naprotechnologia”.

Czy istnieje w Polsce, pana zdaniem, grupa lobbystów na rzecz In vitro?

Takie ustawy są po to, aby przygotować odpowiednio rynek dla barbarzyńskich przedsięwzięć. Sejm, dzięki koalicji zwolenników in vitro, celowo nazwał dokument, który ma regulować sprawy związane z tą procedurą, „Ustawą o leczeniu niepłodności” aby wprowadzić opinię publiczną w błąd. Koncentruje się bardziej na selekcji dzieci poczętych niż na leczeniu potencjalnych rodziców. Musimy też uświadomić sobie straszny fakt: są na świecie ludzie, dla których człowiek jest kolejnym produktem na którym można zbijać fortunę. A takie sprawy jak: prawa naturalne, wartości, sumienie czy religia stoją na drodze do realizacji tego celu. Sukcesy naprotechnologii mogą podważać sens korzystania z metody in vitro. Sądzę również, że upolitycznienie naprotechnologii jako metody leczenia niepłodności jest na rękę lobby in vitro, co w konsekwencji wyrządza ogromną krzywdę całemu społeczeństwu, niezależnie od wyznawanych przez daną jednostkę wartości.

Skąd pojawił się pomysł o Obywatelskim Ruchu Promocji Naprotechnologii?

Inspiracji było kilka, ale też praktycznie codziennie otoczenie dostarcza nam informacji potwierdzających celowość takiego działania. ORPN ma charakter otwarty. Każdy, kto poprze nasz apel, już się włącza w pracę Ruchu. Idea prawdziwego leczenia niepłodności metodami naturalnymi – naprotechnologią – przekazywana jest dalej, a to już jest pierwszy cel. Za tym muszą być realizowane kolejne, aż docelowo do wsparcia finansowego tego leczenia. W sytuacji ogromnego kryzysu demograficznego w Polsce władze państwowe i samorządowe powinny wspierać leczenie niepłodności. Niewłaściwym jest , aby znaczna część społeczeństwa nie była rzetelnie informowana o możliwości takiego leczenia. Należy też przypominać o skrajnie niesprawiedliwym podziale środków jakie polski rząd przeznacza na projekty in vitro i metody faktycznego leczenia niepłodności.

Przyznam się również, że do powstania ruchu przyczynił się list Konferencji Episkopatu Polski z marca tego roku, będący wezwaniem skierowanym do polskiego rządu „do opracowania i rozpoczęcia prawdziwego medycznie programu leczenia niepłodności ” (…).

Nasza inicjatywa ma się skupiać na stronie pozytywnej. Nie chcemy antagonizować czy stawać w opozycji. Problemy zdrowotne mogą dotykać każdego, niezależnie od preferencji politycznych, zawodu, czy zasobności portfela. Mamy nadzieję, że m.in. dzięki takim działaniom rozpocznie się w Polsce, jak to określił pan dr Krzysztof Kawęcki, wiceprzewodniczący Prawicy Rzeczypospolitej, „taka etyczna kontrrewolucja”.

Czy Ruch cieszy się dużym zainteresowaniem?

Ruch działa aktywnie. Spotykamy się z bardzo pozytywnymi reakcjami. Zbieramy podpisy w różnych miejscach Polski pod apelem do władz samorządowych wszystkich szczebli o wsparcie wszelkich inicjatyw związanych z leczeniem metodą naprotechnologii. Pojawiają się nowe pomysły. Prowadzimy także profil na Facebooku. Zainteresowanie naprotechnologią w mediach rośnie, dzięki czemu już zauważamy, że coraz większa część społeczeństwa spotkała się z tym określeniem. Można stwierdzić, że pierwszy cel jest skutecznie realizowany. Mogę powiedzieć z dumą, że apel Ruchu popierany jest przez takich wspaniałych ludzi, że zaszczytem jest być w takim towarzystwie.

Kogo konkretnie ma Pan na myśli?

Jest to wiele osób: kapłanów, przedstawicieli świata nauki czy najmłodszego pokolenia. Wśród nich warto wspomnieć: arcybiskupa Stanisława Gądeckiego – przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, o. dra Tadeusza Rydzyka, profesora Bogdana Chazana, dra inż. Antoniego Ziębę, panią red. Agnieszkę Niewińską czy – spośród tych najmłodszych – Ewę Rejman.

Jakie są koszty tej metody?

I tu właśnie dotykamy być może przyczyny, która blokuje upowszechnienie tej metody. Praktycznie żadne procedury naprotechnologiczne nie są refundowane. Pary są skazane na brak pomocy ze strony państwa. Chcąc się leczyć, muszą same za to zapłacić. Trudno określić koszt terapii, ponieważ zależy to od konkretnego przypadku. Właściwe leczenie metodą naprotechnologii jest znacznie tańsze i bardziej efektywne od in vitro. Mówi się o skuteczności na poziomie 60 proc. Chcielibyśmy, aby docelowo leczenie to było w znacznej części refundowane przez NFZ. Są rządowe programy in vitro, lecz programów wpierających leczące się pary metodą naprotechnologii brak. Miejmy jednak nadzieję, że niedługo to się zmieni.

Czy naprotechnologia jest dobrym wyjściem dla niekatolików?

Kierowanie się wartościami katolickimi znacznie ułatwia w tym przypadku podjęcie właściwej decyzji. Mówimy przecież o leczeniu, czyli o szeregu czynności medycznych z wykorzystaniem odpowiednich leków, aparatury, wiedzy, zmierzających do przywrócenia równowagi organizmowi dotkniętego chorobą.

Jeżeli więc zauważymy, że naprotechnologia daje małżonkom nadzieję na poczęcie swego dziecka drogą naturalną, nie narusza godności człowieka i szuka przyczyny niepłodności. A jeśli ją znajdzie, to wyleczenie jest trwałe. Nasuwa się więc jeden logiczny wniosek: metoda ta jest dobrym i racjonalnym rozwiązaniem dla każdej pary borykającej się z problemem niepłodności. I to niezależnie od światopoglądu.

Obecnie w medycynie zauważalny jest trend odchodzenia od poszukiwania przyczyn choroby i jej całkowitego wyleczenia. Nacisk kładzie się na leczenie objawowe, które wprawdzie poprawia komfort życia pacjenta, jednakże nie usuwa przyczyny i często uzależnia go od środków farmakologicznych na wiele lat.

Proszę sobie wyobrazić, że pewnego razu rząd jakiegoś kraju zacząłby promować sprzedaż nowoczesnych protez kończyn górnych lub dolnych, jednocześnie namawiając do zaniechania leczenia nawet najprostszych przypadków i korzystania z „dobrodziejstwa” amputacji. Oczywiście można wmówić społeczeństwu, że jest to dla niego dobre, nawet niektórzy w to uwierzą. Ale dla kogo byłoby to bardziej korzystne: dla producenta protez czy pacjenta?

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.