Nie bójmy się być radykalni

Wikimedia Commons

Współcześnie wiele osób ulega złudnemu przekonaniu, że zamiast konsekwentnie i nieugięcie trwać przy swoich poglądach, lepiej iść na kompromisy, byleby w krótkotrwałej perspektywie utrzymać się na szczycie. Historia Kościoła, ale też m.in. polskiej opozycji antykomunistycznej, pokazała, że nie jest to prawdą.

Współcześnie trudno sobie wyobrazić Europę bez chrześcijaństwa. Nie będę w tym tekście rozważał, jak długo taki stan będzie trwał (i czy w ogóle ma się zmienić) – natomiast obecnie tak jest. Jednak w pierwszych wiekach Kościoła, był on na pozycji outsidera, a wielu męczenników przelało krew w Europie. Pierwsi chrześcijanie nie kierowali się „opinią społeczną”, ale prawdą i dobrem. Wybrali twarde obstawanie przy obiektywnej prawdzie i zasadach, choć mogli „pójść na kompromis” i wmieszać się w jakieś popularne środowisko, jak czyni wielu współczesnych chrześcijan, dołączając do PiS, PO, czy nawet .Nowoczesnej. Katoliccy posłowie z największych partii owszem, mają zapewniony byt swój i swojej rodziny na najbliższe kilka lat, ale nie zawsze realizują to,  do czego są jako katolicy powołani. Choćby w przypadku prawnej ochrony życia – zawsze jest „nieodpowiedni czas” na jej wprowadzenie.

Bardzo często spotykam się z opiniami, że działając w „kanapowej” partii Marka Jurka tracę czas i „rozbijam jedność prawicy”, że powinienem zrezygnować z części głoszonych postulatów, poddając się zdaniu „opinii społecznej”, a najlepiej dołączyć do którejś z największych partii. Ponoć trwając uparcie przy prawdzie, dobru, zasadach, odbieram sobie szanse na sukces. Jednak czy Kościół dostosowywał swoją naukę i postulaty do ich aktualnej popularności w społeczeństwie? Czy kierował się zasadą, aby za wszelką cenę powiększać wpływy, nie myśląc o realizacji konkretnych założeń? Wręcz przeciwnie. Twardo trwał przy tej samej nauce i, choć wiele wieków nie miał szans na wcielenie jej w życie na szerszą skalę, to jednak w ostatecznym rozrachunku był skuteczny.

Nie twierdzę, że polityczna reprezentacja katolików w Polsce będzie musiała przez kilka wieków działać w cieniu, zanim dostanie szansę na większy wpływ na politykę w naszym kraju. Natomiast, jeżeli będziemy z góry zakładać, że coś się nie uda, to nie zwiększymy szans na sukces. Jest czas ciężkiej pracy i jest czas korzystania z efektów tej ciężkiej pracy. Nie bójmy się tego, że będziemy oskarżani o radykalizm, nie bójmy się tego, że przez pewien czas będziemy oskarżani o „kanapowość”. Kościół katolicki w Polsce przetrwał komunizm nie dlatego, że przestraszył się wyrugowania z przestrzeni publicznej i ułożył się z komunistami, współtworzył ówczesną klasę polityczną, ale dlatego, że uparcie się tamtej władzy przeciwstawiał i konsekwentnie robił swoje.

Jeżeli nieskazitelny górski strumyk połączy się z płynami odpływającymi z rury kanalizacyjnej, te dobre elementy rozmyją się wśród zanieczyszczeń. Podobnie jest, gdy jakiś katolik chce realizować dobro wspólne w PO czy PiS, które kierują się kryterium popularności, a nie dobrem wspólnym. Uważam, że nawet kilkunastoosobowa suwerenna reprezentacja katolicka w Sejmie zrobiłaby więcej dobrego, niż to, co jest efektem działań obecnie działających w Sejmie posłów katolików z PiS, PO, PSL czy .Nowoczesnej.

Przekaż wieści dalej!

Paweł Kubala

Paweł Kubala

Z wykształcenia politolog. Należę do Narodowej Rady Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego oraz Rady Naczelnej Prawicy Rzeczypospolitej.

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Paweł Kubala

Paweł Kubala

Z wykształcenia politolog. Należę do Narodowej Rady Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego oraz Rady Naczelnej Prawicy Rzeczypospolitej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.