Ofiary przestępstw nie mogą mieć broni

foto: Damian Foltyn
foto: Damian Foltyn

W Polsce trudno znaleźć przypadki, gdy ktoś się obronił przy użyciu broni. Głównie dlatego, że Policja robi co może, by nie wydawać pozwoleń do ochrony osobistej. Czy naprawdę nikt nie widzi, że w ten sposób mogą doprowadzić do prawdziwej tragedii?

Wiadomość brzmiała jak dowcip. Niejaki Mark Robinson napadł na sklep w New Jersey. Wycelował we właściciela, a ten, nie myśląc długo, wyciągnął własną broń i go zastrzelił. Niektóre serwisy podają, że ostatnie słowa pana Robinsona brzmiały: „Myślałem, że w New Jersey nie możesz mieć broni”.

Nawet gdyby ostatnie słowa okazały się tylko internetową plotką, warto zauważyć, że mamy po prostu kolejny przykład na to, że bandyci nie przejmują się ograniczeniami w dostępie do broni (New Jersey w rankingu Brady Campaign ma najwyższą możliwą ocenę – „A”), natomiast doceniają komfort pracy, jaki zapewnia im rozbrojenie uczciwych obywateli. Tym razem jednak sprzedawca pozwolenie miał.

W Polsce przypadki użycia broni do obrony są rzadkie. Głównie dlatego, że policja, wspomagana przez  sądy, robi wszystko, by nie wydać pozwoleń na broń, a już zwłaszcza do ochrony osobistej. Nie tak dawno na jednej strzelnicy szaleniec zabił instruktora i zaczął pakować broń do torby. Jak się okazało planował dokonać masakry w jednym ze śląskich centrów handlowych. To co nastąpiło, dalej należy traktować w kategorii cudu: w rozbrojonym kraju znalazł się uzbrojony obywatel (właściciel strzelnicy), który wdając się w wymianę ognia z szaleńcem, zmusił  go do pozostania na miejscu do czasu przyjazdu Policji (jak twierdzą świadkowie ok. 30 min!). Wydawałoby się, że wnioski z tej lekcji będą oczywiste. Jednak nie dla wszystkich. 6 marca Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podtrzymał odmowę wydania pozwolenia na broń do ochrony osobistej właścicielowi innej strzelnicy. Argumentował przy tym, że opisany wcześniej incydent zdarzył się, ale nie u niego (tylko 20 km obok). Co więcej, sąd uznał, że przewożenie broni i amunicji (choćby na zaopatrzenie strzelnicy), nie stanowi dla niego większego zagrożenia, niż np. przewożenie telewizorów. Cóż za zadziwiająca logika sądu: „tak, zdarza się, że zabijają takich jak ty, ale ciebie jeszcze nie zabili”.

Fani teorii spiskowych (a trudno do takich nie należeć w tym kraju) mogliby podejrzewać, że nasze władze wręcz prowokują do tego, by jakiś szaleniec w końcu dokonał masakry, co pozwoliłoby odwrócić niekorzystny trend wzrastającej liczby pozwoleń. Ja jednak jestem zwolennikiem nieco prostszego wyjaśnienia: Sędziowie Warszawskiego WSA są oderwani od rzeczywistości i zwyczajnie niekompetentni. I nie jest to tylko moje zdanie – pośrednio podzielił je Naczelny Sąd Administracyjny, gdy za jednym posiedzeniem uchylił 5 wyroków wydanych przez Warszawskie WSA. Można uznać, że sędzia też jest człowiekiem i może się pomylić. Od tego są apelacje i kasacje. Ale jeżeli 5 składów sędziowskich, w 5 podobnych sprawach, wydaje wyroki wyraźnie sprzeczne z brzmieniem ustawy (za to 100% zgodne ze stanowiskiem Komendy Głównej Policji), to znaczy, że jakaś choroba ogarnęła sąd w którym pracują.

Niestety, w przypadku broni do ochrony osobistej, trudno będzie ten wyrok odwrócić. Ustawa jasno precyzuje, że zagrożenie musi być stałe i ponadprzeciętne, by Policja była zobowiązana do wydania pozwolenia, bez względu na humory naczelników. W sytuacjach innych, np. gdy ktoś posiada strzelnicę, a przy niej magazyn zawierający 100 sztuk broni, i jeszcze dowozi hurtem amunicję do niej, Policja czy Sąd może uznać, że zagrożenie nie jest stałe albo wręcz (jak tutaj), że nie ma go w ogóle, bo jak dotychczas był tylko jeden incydent i to na innej strzelnicy. Dlatego, dopóki nie dojdzie do jeszcze większego nieszczęścia niż ostatnio, bandyci będą mogli działać spokojnie w uzasadnionym przekonaniu, że nikt im się nie przeciwstawi.

A co, gdy w końcu doczekamy się szaleńca, który nie spotka na swojej drodze odpowiednio wcześnie uzbrojonego obywatela? Cóż, to pozostawiam wyobraźni i sumieniom policjantów z KGP i sędziów z  Warszawskiego WSA. Choć zapewne w ich mniemaniu, zakaz posiadania broni zniechęca szaleńców do jej posiadania. I wcale nie można kupić nielegalnego automatu kałasznikowa z zapasem amunicji za 700 Euro.

Przekaż wieści dalej!

Rafał Kawalec

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Więcej artykułów autora

Rafał Kawalec

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.