Rekonstrukcja sanacji

Kult naczelnika, Józefa Piłsudskiego dalej żywy, a ostatnio przybiera nawet na sile. Co za tym idzie, postrzeganie jego sanacji ulega wyidealizowaniu w opinii publicznej. Nikt nie pamięta już o represjach na opozycji, sprawie brzeskiej, Berezie Kartuskiej, nieudolnej polityce gospodarczej i dyplomatycznej itd.

Jarosław Kaczyński i Józef Piłsudski/fot. Twitter Polska Racja/
Zbigniew Dąbrowski, Flickr (kolaż)

Osoba Piłsudskiego promowana jest na ojca niepodległości przy równoczesnym pomniejszaniu roli takich person jak: Wincenty Witos, Jan Ignacy Paderewski, Wojciech Korfanty, Ignacy Daszyński, Roman Dmowski. Nie chodzi o pominięcie zasług naczelnika, ale o nadmierne eksponowanie jego wkładu w procesie odzyskiwania niepodległości, a nawet przypisywanie mu dokonań, do których nie mamy pewności, czy w ogóle był ich autorem, np. Cud nad Wisłą.

Jest to krzywdzące uproszczenie historii. Nie byłoby to tak szkodliwe, gdyby dotyczyło tylko przeszłości i rozgrywało się w ramach sporu historycznego. Niestety, jesteśmy świadkami rekonstrukcji sanacji, której dokonuje Prawo i Sprawiedliwość.

Prezes PiS, Jarosław Kaczyński nie ukrywa swojej inspiracji postacią Piłsudskiego. Jego partia niepokojąco upodabnia  się do obozu piłsudczyków i korzysta z tych samych rozwiązań. Zatem doktryna polityczna piłsudczyków dalej żyje i po raz drugi gnębi Polaków.

„Dobra zmiana” czy jednak „sanatio”?

Sanatio (łac. „uzdrowienie”) to termin określający obóz piłsudczyków, który został wymyślny przez Adama Skwarczyńskiego. Wydźwięk tego terminu jest jednoznaczny. Przed sanacją była sodoma i gomora, państwo ledwo funkcjonowało i dopiero „zbawienna” siła prowadzona przez naczelnika, wyzwoliła uciemiężony lud.

Podobna narracja funkcjonuje w obozie PiS. „Dobra zmiana” to ich sztandarowe hasło wyborcze. Również politycy partii rządzącej chętnie podkreślają, że przed ich rządami władza nic nie robiła, a nawet jak wykazywała jakąś aktywność, to tylko ze szkodą dla Polski. Samych siebie uważają za Prometeusza, który przyniósł ogień dla „ciemnego” ludu i pokazał, gdzie ma podążać.

Taka retoryka jest szkodliwa, ponieważ dzieli ludzi i wywołuje zjawisko elitaryzmu. „Panowie”, którzy przenieśli dobrą zmianę i „chłopi”, którzy muszą przyjąć prawdę objawioną, czy tego chcą czy nie. W dodatku chłopi dzielą się na entuzjastów takiego układu i przeciwników, którzy z automatu są wykluczeni. Przykładem mogą być „obywatele gorszego sortu”, abstrahując od ich działalności. Sam fakt, że powstało takie określenie, świadczy o negatywnym, a wręcz antagonizującym wpływie budowania mitu zbawienia narodu.

Prezes czy naczelnik?

Józef Piłsudski od 1926 r. sprawował realną władzę dyktatorską. Był dwukrotnie premierem, jednak tę funkcję piastował tylko 2 lata. Wolał sterować polityką kraju za pleców niż stać na czele rządu. Wysługiwał się innymi politykami np. Walerym Sławkiem czy Kazimierzem Bartlem, którzy kilkakrotnie obejmowali tekę premiera.

Symetryczną sytuację mamy obecnie. Tajemnicą poliszynela jest to, że Jarosław Kaczyński nie odgrywa żadnej roli w rządzie, ale ma decydujący głos co do kierunku polityki państwa. Trzyma mocno partię w ryzach i rozdaje karty.

Bez problemu zmienił Beatę Szydło na Mateusza Morawieckiego, gdy sytuacja wymagała ocieplenia stosunków z UE. Do tego nie pasowała mu pani Szydło, która kojarzona jest z twardej polityki wobec Brukseli, przynajmniej wizerunkowo.

Polska scena polityczna obecnie wygląda jak klocki, a Jarosław Kaczyński jest chłopcem, który w każdej chwili może coś przebudować, wymienić dany element na inny itd. Mając takie wpływy, wprowadza swoją wizję Polski, która jest zainspirowania dwudziestoleciem międzywojennym, a dokładaniem okresem 1926-39r.

Morawiecki czy Kwiatkowski?

Eugeniusz Kwiatkowski, minister przemysłu i handlu (1926–1930), minister skarbu (1935–1939) lub w niektórych środowiskach znany jako zwolennik interwencjonizmu państwowego i entuzjasta radzieckiego planowania gospodarczego. Wcielił w życie koncepcję braci Kosieradzkich, którzy byli autorami planu budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Budowany w latach 1937-39 r. COP z pożyczek francuskich miał być dumą państwa, a został laurką zapędów socjalistycznych i etatystycznych sanacji.

Mało kto zna prawdziwe oblicze piłsudczyków w kwestiach gospodarczych. Za rządów sanacji panowały ogromne podatki, o kilkadziesiąt procent większe niż na Zachodzie. W podatku dochodowym było 80 progów podatkowych. Kolejne rządy dążyły do coraz większego upaństwowienia przemysłu.

Następną patologią był dumping, czyli polityka sprzedaży krajowych produktów za granicą po cenach niższych niż w kraju. Wyliczać można godzinami. PiS też stara się rozszerzać socjalizm w Polsce, ale robi to subtelniej. Rządząca partia podobnie jak sanacja ma słabość do rzeczy „wielkich”, które mogą być  nawet nieopłacalne, ale taki COP czy Centralny Port Lotniczy pokazują potęgę państwa.

Potęga II RP została zweryfikowana z opłakanym skutkiem dla Polski. Miejmy nadzieję, że III RP nigdy nie będzie musiała przejść przez taką weryfikację.

Następną oznaką budowania socjalizmu jest program 500+ oraz wszelkie nowe podatki i podwyżki istniejących. A tak PiS zarzekał się, że oni nie będą podnosić podatków… Pan Kaczyński nawet narzekał, że za rządów PO benzyna jest droga przez zbyt duże opodatkowanie, więc co stoi na przeszkodzie, żeby teraz to zmienił, gdy PiS ma w pełni władzę? Gospodarcza droga sanacji Polskę doprowadzi donikąd, chyba że na kraniec bankructwa.

Dyplomacja?

Bolączką polskiej polityki zagranicznej z okresu II RP jak i III RP jest brak pragmatyzmu, który powinien być podstawą dyplomacji. Polscy dyplomaci podczas podejmowania decyzji na szczeblu międzynarodowym nie zadają sobie pytań: Co będzie miała z tego Polska? Co może jej z tego powodu grozić? Zamiast tego, kierują się sentymentami i poczuciem „słuszności”. „Za waszą i naszą wolność”.

Historia pokazuje, że na „waszej” się kończyło, bo nasi sojusznicy o naszą wolność niefatygowani się walczyć. Polska zawsze prędzej czy później dostawała za swoją dobroduszność. Nasz kraj musi stawiać własne dobro na pierwszym miejscu. To brzmi banalnie, ale o zgrozo nie jest praktykowane.

Polska, zamiast elastycznie manewrować na arenie międzynarodowej i sprytnie wyciągać z tego jak najwięcej, to woli kurczowo trzymać się swoich teorii i partnerów, nawet jeśli jest to ze szkodą dla Polski. Nasz kraj często zamienia się w lokaja, który zamiast zajmować się własnymi sprawami, to słucha „Pana” i wykonuje jego polecenia. Przez to często palimy za sobą mosty i potem okazuje się, że zostajemy sami i musimy stawiać czoło wszelkim problemom samotnie.

W czasie międzywojennym realnymi sojusznikami Polski byli: Łotysze, Węgrzy, Rumuni oraz Brytyjczycy i Francuzi, jeżeli po wydarzeniach z września 1939 r. można ich dalej nazywać sojusznikami. Stawiało to Polskę w trudnej sytuacji. Geopolityka nigdy nas nie oszczędzała, ale w tamtym okresie niebezpieczeństwo urosło do rozmiarów niepojętych. Pomiędzy dwoma mocarstwami, skłócona prawie z wszystkimi sąsiadami i państwami regionu.

Wspomniane palenie mostów za sobą uniemożliwiło wprowadzenie koncepcji międzymorza. Polityka balansowania między III Rzeszą, a Związkiem Radzieckim nic nie wniosła, a nawet zaszkodziła, bo uśpiła czujność Polaków. Brak stanowczych działań doprowadził II RP do katastrofy. Obecna władza też nie wykazuje geniuszu strategicznego. Stawia wszystko na jedną kartę i prowadzi politykę proamerykańską. Szkoda, że nie propolską. Nie utrzymuje w ogóle kontaktów ze Wschodem, do Niemiec dystansuje się, reszta partnerów z UE zachowuje się względem Polski z rezerwą, oprócz Węgier. PiS popełnia ten sam błąd, co sanacja i wybiera romantyczny sposób prowadzenia dyplomacji, kosztem pragmatycznego.

Oczywiście Prawo i Sprawiedliwość nie prześladuje opozycji, nie ogranicza wolności słowa, ani nie tępi przeciwników w żaden niedozwolony sposób. Jednak nie da się ukryć rażącego podobieństwa.

Z obawą spoglądam w przyszłość, ponieważ PiS prawdopodobnie wygra następne wybory i będzie dalej przywracało porządek polityczny naczelnika.

Tekst ukazał się na GazetaRycerstwo.pl

Przekaż wieści dalej!

Michał Bury

Michał Bury

Konserwatywny liberał. Interesuję się historią, naukami politycznymi i społecznymi. Zwolennik austriackiej szkoły ekonomicznej, poszanowania tradycji i pragmatyzmu w polityce zagranicznej.

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
Twitter

Michał Bury

Michał Bury

Konserwatywny liberał. Interesuję się historią, naukami politycznymi i społecznymi. Zwolennik austriackiej szkoły ekonomicznej, poszanowania tradycji i pragmatyzmu w polityce zagranicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.