Reżimowa telewizja publiczna

foto: Pixabay.com
foto: Pixabay.com

Od dłuższego czasu przyglądam się „misji Telewizji Publicznej”. Telewizji, która powinna uchodzić za wzór do naśladowania i nie powinno być mowy o bylejakości dziennikarstwa. Niestety, odkąd władzę w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji przejęli ludzie związani z Platformą Obywatelską na czele z Janem Dworakiem oraz ich koledzy z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest coraz gorzej.

Donald Tusk podczas kampanii parlamentarnej, próbując podlizać się przyszłym wyborcom, obiecywał, że zniesie abonament, który jest swego rodzaju haraczem dla podatników na Telewizję Polską oraz Polskie Radio. Tak się jednak nie stało. Zamiast tego, rok rocznie słyszymy o akcji Telewizji Polskiej i Poczty Polskiej, która ma na celu sprawdzanie, czy Polacy regularnie płacą abonament. Oprócz tego, pojawia się w tym czasie masa spotów mających ośmieszyć niepłacących Polaków.

Prawicowe czystki w TVP

Po tragedii Smoleńskiej większość prawicowych dziennikarzy musiała się pożegnać z pracą w TVP. Powodem miała być słaba oglądalność głównych serwisów informacyjnych. Prace stracili m.in. Jacek Karnowski, który był wtedy szefem Wiadomości, obecny redaktor naczelny tygodnika W Sieci, Marek Pyza, Bartek Wróblewski, Joanna Lichocka, która prowadziła w TVP1 programy Z refleksem i Kwadrans po ósmej. Obecnie jest dziennikarką Telewizji Republika. Anita Gargas, która w TVP pełniła stanowisko kierownika Redakcji Publicystycznej TVP1, prowadziła również program Misja Specjalna, który pokazywał śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Pracę stracili również Tomasz Terlikowski oraz Rafał Ziemkiewicz.

Wyjątkiem jest program Jana Pospieszalskiego. Jednak i on wisi na włosku. Dziennikarz od 2004 do 2011 roku prowadził w TVP1 program publicystyczny Warto Rozmawiać. Pomimo dobrej oglądalności i ciekawej formy, program ten w 2011 roku przestał się ukazywać. Protest opinii publicznej spowodował, że pogram Jana Pospieszalskiego wrócił na antenę pod zmienioną nazwą: Jan Pospieszalski Bliżej. Pora programu nie zachwyca. O ile konkurencyjny program Tomasza Lisa może liczyć na godzinę 21:40 w TVP2, o tyle Pospieszalski jest puszczany o 22:30. Sami widzicie, że Telewizji Polskiej nie po drodze z prawicowymi dziennikarzami.

Do tego wszystkiego można dodać wielomiesięczną walkę Telewizji Trwam na multipleksie. Po ponad 170 marszach, tysiącach listów wysłanych do KRRiT, która odpowiada za kształt Telewizji Polskiej oraz Polskiego Radia, oraz po ponad 2,5 miliona podpisów, w lutym zeszłego roku Telewizja Trwam dostała wreszcie zasłużone miejsce na multipleksie. Wszystko jest o tyle dziwne, że kanały takie jak Polo TV, nie mające żadnego zabezpieczenia finansowego oraz doświadczenia, bez problemu dostały zgodę wejścia na nowy multipleks.

Stronniczość dziennikarska

TVP jak tylko może wspiera kandydaturę prezydenta III RP Bronisława Komorowskiego. W zeszłym tygodniu na znak protestu ze studia TVP wyszedł rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Marcin Mastalerek, który miał dość jednostronności telewizji publicznej. Za przykład podał, że Bronisław Komorowski był sześciokrotnie pokazywany w ostatni weekend kampanii przed pierwszą turą, a jego kontrkandydat Andrzej Duda nie był pokazywany, ani razu, pomimo ważnych wystąpień.

Telewizja Publiczna nie ogranicza się oczywiście jedynie do kandydata na prezydenta Prawa i Sprawiedliwości, ale podobne zachowanie stosuje również w stosunku do innych kandydatów na prezydencki urząd. Nie tak dawno w programie Polityka przy kawie gościł Grzegorz Braun. Nie obyło się oczywiście bez tematów zastępczych, które od samego początku próbowała narzucić kandydatowi prowadząca program Małgorzata Serafin. Kandydat nie dał się jednak wciągnąć w gierki prowadzącej i sam przejął inicjatywę. Po wyciągnięciu książki Wojciecha Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”, które ukazują m.in. powiązania Komorowskiego z Wojskową Służbą Informacyjną i opisujące różne tajne spotkaniach prezydenta, dziennikarka postanowiła zrobić wszystko, aby tylko kandydat schował tą niewygodną dla obecnego prezydenta pozycje. Kiedy ten powiedział, że należy ona do jego programu wyborczego i kontynuował rozmowę o Komorowskim, rozbawiona dziennikarka pytała, czy kandydat lubi procesy. Scena ta pokazuje, że w tych mediach nie ma obiektywności i jeśli ktoś powie prawdę o jakimś polityku Platformy Obywatelskiej, to od razu jest wyśmiewany czy zastraszany.

Podobna sytuacja miała również miejsce z kandydatem Ruchu Narodowego, Marianem Kowalskim. Dziennikarka Beata Tadla pytała go o tematy zastępcze jak strzelanie na strzelnicy, bycie przeciwko wszystkim czy głosowaniu na siebie, a nie o jego program. Nie świadczy to najlepiej o byłej dziennikarce TVN.

Tylko w marcu w TVP Info prezydent III RP Bronisław Komorowski był na antenie 6 godzin i 27 minut. 3 godziny i 13 minut jako prezydent i 3 godziny i 16 minut jako kandydat. Notabene kandydat Prawa i Sprawiedliwości otrzymał jedynie 22 minuty czasu antenowego, a Paweł Kukiz tylko 19 minut. Sami więc widzicie, że telewizja publiczna nie spełnia standardów obiektywności dziennikarskiej i propaguje jak tylko może Komorowskiego.

Wszystkie te sytuacje ukazują wyraźnie, że Telewizja Polska nie spełnia swojego celu, a co za tym idzie zwiększa się ilość Polaków, którzy nie chcą płacić za telewizję, która robi propagandę zamiast skupić się na rzetelnym dziennikarstwie. 

Przekaż wieści dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.