W kontrze

Facebook

Są przynajmniej dwie drogi wejścia do wielkiej polityki. Pierwsza to podczepienie się pod którąś z wiodących sił politycznych. Tą drogę wybrał ostatnio m.in. poseł Mieczysław Baszko. Druga to mozolna budowa swojego środowiska. Tę drogę wybrali w latach 90. bracia Kaczyńscy i Donald Tusk.

Zdecydowanie łatwiej jest skusić się na tą pierwszą drogę. Efekty przychodzą niemal natychmiastowo. Nie ma gwarancji, że będą trwałe, bo taki „przyklejony” osobnik jest przez dotychczasowych członków danego środowiska często traktowany jako obcy i wcale nie musi się znaleźć na kolejnej liście wyborczej. Ale nie każdy myśli o przyszłości. Dla niektórych liczy się tu i teraz. Inni liczą, że jednak efekty tak szybko się nie skończą.

O wiele mniej popularną drogą jest ta druga. Jest długa i trudna, a nikt nie gwarantuje, że ostatecznie da jakiś efekt. To, że bracia Kaczyńscy po usamodzielnieniu się na początku lat 90. od głównego nurtu „Solidarności”, wielu latach działalności politycznej, w końcu w 2005 roku doszli do władzy, nie znaczy, że komuś innemu może to się udać i tak szybko.

Ta druga droga wiąże się również z nieustannym wyśmiewaniem przez przedstawicieli ówcześnie wiodących sił politycznych, określaniem mianem „planktonu”, krytyką za sam fakt istnienia, sugerowaniem, że wspieranie określonego niedużego środowiska to „zmarnowany” głos.

Wielu chciałoby być Jarosławem Kaczyńskim z 2006 czy 2016 roku. Trzeba sobie jednak zdać sprawę z tego, że najpierw trzeba cierpliwie przechodzić przez kolejne etapy wytężonej pracy. Pracy, która nie musi być pasmem sukcesów. To droga, podczas której najpierw musimy się stać Kaczyńskim z 1994, 1997, 2008 czy 2010 roku. Nie możemy patrzeć tylko na efekt końcowy, bo on na początku drogi jest bardzo daleko, poza horyzontem. Wytrwali zwyciężą.

Przekaż wieści dalej!

Paweł Kubala

Paweł Kubala

Członek Narodowej Rady Chrześcijańskiego Kongresu Społecznego. Student politologii w WSKSiM. Prawica Rzeczypospolitej

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet