Wciąż można być rycerzem

foto: Eugeniusz Romer/Rycerstwo ©
foto: Eugeniusz Romer/Rycerstwo ©

Nie chodzi o hobby i walkę na miecze. Wciąż istnieją ludzie, którzy noszą na piersi krzyż ośmiu błogosławieństw. Władzę otrzymują z góry, a nie w wyniku wyboru podwładnych. Władza ta oznacza jednak służbę. Kto jest najwyżej, staje się sługą wszystkich.

Na początku XX wieku lord Baden Powell przechadzał się po ulicach Londynu. Z pewnością podziwiał dorobek i piękno ówczesnej stolicy najpotężniejszego imperium na świecie. Dostrzegał również jednak smutne obrazy epoki przemysłowej – dzieci wałęsające się po ulicach bez celu, których rodzice spędzali kilkanaście godzin dziennie w fabrykach, aby zarobić na chleb.

Wnikliwy generał zaobserwował, że młodzi chłopcy mają skłonność do gromadzenia się w grupki, małe gangi czy szajki, którym najczęściej przewodzą starsi nastolatkowie. Ci młodociani liderzy niewątpliwie dawali swoim „podopiecznym” zły przykład, ucząc ich przekleństw, palenia papierosów czy kradzieży. Zapewne byli obiektem narzekań zmęczonych nauczycieli czy pobożnych pań wracających z kościoła. „Z nich to już nic nie będzie” – pomyślał niejeden dorosły. Baden Powell potrafił jednak wyjść poza schemat. Dokonał niezwykle trafnej obserwacji. Otóż stwierdził, co pewnie nie mieściło się w głowie wielu wybitnych pedagogów, że taka jest po prostu chłopięca natura. W pewnym wieku w młodych wzrasta skłonność do psot, rywalizacji, spada autorytet rodziców, a przykład biorą ze starszych o kilka lat kolegów. Przede wszystkim zaś serce chłopca rwie się ku przygodzie, której w szkolnych ławach nie zazna.

Skoro to zjawisko istnieje i może sprowadzać chłopców na złą drogę, to czemu nie spróbować wykorzystać go do dobrych celów? I tak, wykorzystując swoje doświadczenie z wojska, Baden Powell stworzył młodzieżowy ruch zwany skautingiem. Ideą przewodnią był tzw. system zastępowy, mający na celu wychowywanie młodych przez młodych.

foto: Eugeniusz Romer/Rycerstwo ©
foto: Eugeniusz Romer/Rycerstwo ©

Młodzi młodym

Zastęp to grupa chłopców licząca około 6-8 członków. Szefem jest zastępowy,  który ponosi odpowiedzialność za młodszych. Sam prowadzi zbiórki, bez obecności dorosłego. Dzięki temu podopieczni, gdy wchodzili w okres dojrzewania i buntu przeciw rodzicom, znajdowali autorytet w starszych kolegach, którzy rozwijali w nich ducha obywatelskiego. Starsi natomiast, czując, że tylko i wyłącznie od nich zależy, czy ich wychowankowie pójdą w złą czy dobrą stronę, starali się jak najlepiej wywiązać z powierzonej im misji. Zajęcia były realizacją sedna chłopięcej natury – budowanie domków na drzewie, nocne podchody, ogniska, rywalizacja. Sam Baden Powell ograniczał się jedynie do formowania zastępowych, dając im maksimum odpowiedzialności i samodzielności w działaniu. Metoda okazała się genialna – dzięki niej powstał ruch, który wykształcił wielu wybitnych obywateli i mężów stanu na całym świecie. Czegoś jednak brakowało.

O ile Baden Powell był geniuszem jeśli chodzi o metodę skautową, to jednak cel jaki sobie postawił, dla części osób wydawał się zbyt płytki. Lord był wszakże wojskowym, kochającym swoją ojczyznę. Jego pragnieniem było kształcenie odpowiedzialnych obywateli, zaradnych i gotowych do poświęceń dla kraju i narodu, szczególnie w przypadku wojny. Metodzie skautowej z ciekawością przyglądał się francuski jezuita, o. Jakub Sevin. Postanowił wykorzystać ją w innym celu, bez pomijania tego pierwszego – chciał, aby przez skauting formować przede wszystkim dobrych chrześcijan, a postawa obywatelska przyjdzie sama, będzie niejako wynikiem postawy duchowej. W takim wydaniu, za zgodą biskupów, przeniósł skauting na grunt francuski.

Skauci dla Europy

W latach 50-tych w Europie nastąpił kryzys w skautingu. We Francji, kolebce katolickiego harcerstwa, odchodzono od dziedzictwa o. Sevin’a w myśl laicyzacji życia publicznego. W Polsce harcerstwo zostało zreorganizowane na modłę nowego reżimu, przez co zupełnie zatraciło swój sens. Po okropieństwach wojny, wynikającej w znacznym stopniu z odrzucenia chrześcijańskiego dziedzictwa Europy, powstał ruch Przewodniczek i Skautów Europy, czyli Federacja Skautingu Europejskiego. Jego celem było wychowanie nowych elit, które będą dążyć do odnowienia braterstwa narodów pod egidą chrześcijaństwa. Zostało to zapisane jako oficjalny cel w statucie, stworzonym przez francuskie małżeństwo Perig i Lizig Géraud-Keraod.

Stowarzyszenie pierwotnie rozpoczęło działalność w Niemczech, jednak szybko rozprzestrzeniło się na całą Europę – Francję, Włochy, Belgię, Hiszpanię, a po roku 1990 również na Polskę. Bardzo dobrze przyjęło się na gruncie francuskim, gdzie wielu katolickich rodziców chciało posłać dzieci do harcerstwa, a często jedyną opcją było lewicujące stowarzyszenie Skautów Francji. Obecnie jest tam około 30 tys. Skautów Europy. Mówi się też, że obecnie około połowy wszystkich alumnów pierwszego roku we francuskich seminariach duchownych stanowią ludzie, którzy przeszli formację w tej organizacji.

W Polsce ruch działa od roku 1995, kiedy to polskie Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” przyłączyło się do Federacji Skautingu Europejskiego. Obecnie liczy około 4 tys. członków, stanowiąc trzecią co do wielkości organizację harcerską w Polsce. Dodać należy, że jest jedynym związkiem na podium, który co roku odnotowuje wzrost, a nie spadek liczby członków.

Rycerze w krótkich spodenkach

Wszystko pięknie, pomyśli pewnie Czytelnik, ale miało być o rycerzach, a nie o chłopcach, którzy biegają w krótkich spodenkach po lesie. Zatem do sedna. Widok dwudziestoparolatka w mundurze harcerskim może wzbudzić zażenowanie, lub przynajmniej delikatny uśmiech politowania. Chłopak powinien do pracy pójść, dzieci płodzić, a nie grać w podchody. Podstawówka już się skończyła. Warto jednak przypomnieć, że założyciel skautingu miał 45 lat, gdy zaczął swoją przygodę z ruchem. W tym wieku można być harcerzem, ale pod jednym warunkiem – że nie chodzi nam o to, żeby się dobrze bawić, ale o to, żeby służyć.

Tym zajmują się wędrownicy, czyli najstarsza gałąź Skautów Europy. Tak nazywani są instruktorzy, którzy, tak jak niegdyś lord Baden Powell, pracują z zastępowymi, organizują obozy lub podejmują inne zadania w ruchu za zgodą przełożonych. Oprócz pełnienia swojej służby, dobrowolnego poświęcania wolnego czasu bliźnim, dbają o swój własny rozwój chrześcijański, aby móc dawać z siebie więcej.

Jednym z głównych sposobów są regularne wędrówki, odbywane pieszo i z plecakami. Kiedy żyjemy w wygodnych warunkach, mamy ciepłą wodę w kranie i zimne piwo w lodówce i wygodne łóżko, nie znamy siebie. Łatwo jest nam być ofiarnymi, życzliwymi i opanowanymi. Inaczej wygląda sytuacja, gdy cały dzień wędrujesz w palącym słońcu, niosąc w plecaku śpiwór, namiot, jedzenie i inne przybory. Wtedy dopiero wychodzi na jaw, czy jesteś na tyle ofiarny, żeby wziąć dodatkowy balast od zmęczonego kolegi, czy jesteś na tyle opanowany, aby nie złościć się, gdy ktoś przypali na ogniu obiad, na który czekałeś od rana. Czy jesteś w stanie oddać bratu część swojej porcji jedzenia, jeśli jest go mało. Czy umiesz dziękować Bogu za to, co przynosi kolejny dzień, jeśli już od tygodnia pada i od dawna nie ubrałeś na siebie nic suchego. Po co jednak się tak trudzić?

Szkoła liderów

Dla mocno ugruntowanych religijnie wystarczy świadomość, że w ten sposób przygotowujemy się do służby i odpowiadamy na ewangeliczne wezwanie Pana Jezusa. Są jednak inne korzyści. Gdy odbędziemy kilka wędrówek, zdajemy sobie sprawę, że nasza zaradność, wytrzymałość i charakter są silniejsze. Gdy zorganizujemy kilka obozów, orientujemy się, że łatwiej przychodzi nam planowanie czasu, wywiązywanie się z obowiązków i osiąganie celów. Kiedyś jeden z moich kolegów powiedział: „Dzięki formacji skautowej, w jakimkolwiek środowisku bym się nie pojawił, wszyscy od razu naturalnie chcą mnie mianować szefem”. Bo skauting uczy odpowiedzialności.

Skauci nie ubierają się w zbroje i nie uczą się walki na miecze. Nie urządzają turniejów i rekonstrukcji. Zwieńczeniem formacji skautowej, co niekoniecznie oznacza rezygnację ze służby, jest obrzęd Wymarszu Wędrownika. Odbywa się przy blasku pochodni, przeważnie na Łysej Górze, gdzie w jednym z najstarszych sanktuariów Polski znajdują się relikwie Krzyża Świętego. Jest on deklaracją, że w dorosłym życiu chcemy iść drogą ośmiu błogosławieństw. Że chcemy, aby nasze życie było służbą Bogu i bliźnim. Dlatego na piersi każdego skauta widnieje krzyż ośmiu błogosławieństw. Czy może być bardziej wyraźna deklaracja chęci życia ideałami rycerskimi?

foto: Eugeniusz Romer/Rycerstwo ©
foto: Eugeniusz Romer/Rycerstwo ©

__________________________________________________________________________________

Tekst ukazał się w pierwszym numerze czasopisma „Rycerstwo” (maj 2016). Cały magazyn można odnaleźć TUTAJ.

Przekaż wieści dalej!

Eugeniusz Romer

Eugeniusz Romer

Służę piórem na miarę swoich możliwości. Lubię podróże, grę na gitarze i dobrą kawę

Więcej artykułów autora

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.