Wolność wyboru

foto: Pixabay.com
foto: Pixabay.com

Tego dnia wstałem bardzo wcześnie. Była sobota, dzień chłodny, wietrzny. Jeden z tych, w których to zdecydowanie lepiej jest zostać w łóżku. Niestety, ja byłem zmuszony do porannych zakupów. Oczywiście żaden autobus nie jechał, trzeba było iść pieszo. I właśnie podczas tego przymusowego spaceru zadałem sobie pytanie – dlaczego muszę się słuchać czerwonych świateł na pasach?!

Nie zrozumcie mnie źle, sygnalizacja świetlna jest ważna. Ale nie podoba mi się w niej jedna rzecz – przymusowość. Dlaczego jeśli nie jedzie kompletnie nic, ja muszę jak dureń stać blisko pół minuty i czekać, aż zapali się „zielone”? Albo dlaczego jeśli widzę, że na spokojnie zdążę przejść, bo auta są naprawdę daleko, to nie mogę przemknąć szybko na czerwonym świetle? Nie, lepiej czekać aż zapali się zielone i zatamować samochody z ludźmi, którzy być może spieszą się do pracy.

Problem wydaje się błahy – „co ci szkodzi poczekać?”; „tak przecież jest, dostosuj się”; „zawsze musi coś ci nie pasować”; „to dla twojego dobra”. Zrozumcie, zmuszono nas do życia w państwie opiekuńczym. Czysty przypadek zdecydował o tym, że egzystujemy właśnie w tym kraju a nie innym. I wiecie, co? Ja nie chcę mieć opiekuna. Nie chcę, by ktoś uważał, że wie lepiej, co jest dla mnie dobre i mnie do tego zmuszał. Chcę mieć wybór.

Bądźmy szczerzy, nikt normalny nie chce się dać przejechać. Tak naprawdę światła powinny nas tylko informować o tym, jakie istnieje ryzyko. I nic poza tym. Powinny one istnieć, w końcu niektóre drogi są naprawdę ruchliwe przez niemalże cały czas. A czasem starsze osoby lub matki z dziećmi wolą poczekać aż zapali się zielone światło. I bardzo dobrze, to jest ich prawo, ich przywilej. Ich wolność wyboru.

A nie, przepraszam, żadna wolność – w końcu nie mamy prawa wyboru. W dodatku wzięcie za siebie odpowiedzialności… karane jest u nas mandatem! Czy to normalne? Otóż… nie! Wcale nie. W takich krajach jak Anglia, Włochy czy Francja można swobodnie przechodzić na czerwonym świetle. Wyjątkiem są autostrady, ale to już inna rozmowa, prawda?

Tu nie chodzi tylko o te głupie światła. Tu chodzi o coś znacznie więcej. Chcę być traktowany jak człowiek wolny, jak osoba odpowiedzialna. Nie na zasadzie „państwo wie lepiej”. Nie, nie wie. Każdy jest inny, każdy ma indywidualne podejście do życia. I jeśli nie szkodzi ono drugiemu człowiekowi… co w tym złego?

Dlaczego traktuje się mnie jak bezmózgiego niewolnika? Czy naprawdę wychodzimy z założenia, że ktoś musi nami nieustannie sterować? Przepisy muszą istnieć, ale muszą mieć umiar. Obecnie państwo z butami wchodzi nam w życie prywatne w tak dużym stopniu, że jest to w zasadzie inwigilowanie. I to w imię czego? Naszego dobra? Ja w przypadku świateł na pasach widzę raczej uśmiechniętego policjanta wypisującego mi mandat. 25 lat wolności? Akurat.

Przekaż wieści dalej!

Maciej Pawłowski

Maciej Pawłowski

Urodzony w roku 1995 w Pile. Od małego zadający sobie pytania odnośnie znaczenia wolności, państwa a także roli Boga w życiu człowieka. Były bloger, piszący po prawej, tej co bardziej liberalnej stronie barykady. Ponadto uważny obserwator świata polityki, zwłaszcza wtedy, gdy mowa jest o ekonomii. Na portalu pisze pod hasłem "Wolny obywatel".

Więcej artykułów autora

Maciej Pawłowski

Maciej Pawłowski

Urodzony w roku 1995 w Pile. Od małego zadający sobie pytania odnośnie znaczenia wolności, państwa a także roli Boga w życiu człowieka. Były bloger, piszący po prawej, tej co bardziej liberalnej stronie barykady. Ponadto uważny obserwator świata polityki, zwłaszcza wtedy, gdy mowa jest o ekonomii. Na portalu pisze pod hasłem "Wolny obywatel".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.