Brzydka gra Franciszkiem

Ostatnim przebojem Internetu w gronie zwolenników imigracji stało się zdjęcie papieża Franciszka obmywającego stopy uchodźcom. Pomijając wieloznaczność papieskiego gestu, warto zastanowić się, czemu dla osób, które na co dzień gardzą religią i wartościami chrześcijańskimi nagle Franciszek stał się „autorytetem”? I czemu próbują rozgrywać swoją partię szachów przy pomocy papieża, którego za chwilę potępią, bo strzeże nauczania Kościoła?

foto: YouTube (Video Art), "Pope Francis & refugees 24 03 2016"
foto: YouTube (Video Art), „Pope Francis & refugees 24 03 2016”

Obmycie stóp nie jest żadną nowością. Co roku papież dokonuje tego w Watykanie, jednak dla niektórych ów gest stał się swoistym odkryciem, a jednocześnie rzekomym dowodem na to, iż Kościół nakazuje katolikom przyjmowanie imigrantów oraz że wszyscy, którzy się temu sprzeciwiają, to hipokryci.

Nie będę zajmować się samym papieskim gestem, który jest bardzo trudny i wieloznaczny. Przez swoją wieloznaczność właśnie pociąga za sobą mnogość interpretacji, co wykorzystują skwapliwie przeciwnicy Kościoła. Jednocześnie uderzając w katolików fotografiami Franciszka obmywającego stopy islamistom, dokonują kilku poważnych nadużyć, o których warto wspomnieć, zanim damy się złapać na „lep” manipulacji.

Kto był w Wielki Czwartek w Watykanie?

Po pierwsze, nie bardzo zdają się wiedzieć, komu tak naprawdę Papież obmył stopy. Nagłówki krzyczą o uchodźcach muzułmańskich. Wystarczy tymczasem kilka minut spędzonych przy Google, by ustalić, że wśród uchodźców w Watykanie znaleźli się przedstawiciele wielu religii. Owszem, było tam trzech muzułmanów, lecz największą grupę stanowili chrześcijanie z Nigerii. Prócz tego w grupie był również hinduski poganin oraz Włoszka opiekująca się koptyjskimi uchodźcami.

Nigeryjscy chrześcijanie są grupą wybitnie prześladowaną przez dżihadystów. Nie ma dnia, by Boko Haram nie dokonywało mordów czy gwałtów na chrześcijańskich kobietach w tym afrykańskim kraju. Jednak fakt, iż to nigeryjskim wyznawcom Chrystusa Franciszek obmył stopy, zostało w tajemniczy sposób pominięte przez zwolenników błędnie rozumianej tolerancji. O Nigerii nie słychać w mediach, nie widać jej w nagłówkach gazet. Masakra chrześcijan w tym kraju nie prowokuje do malowania kredą na ulicach ani do „Stop Hejtów”. Sami zaś Nigeryjczycy masowo nie szturmują granic Europy i nie domagają się azylu w Niemczech. Nieco więcej medialnej uwagi przypadło może kiedyś Koptom, na których – przez obecność wspomnianej Włoszki – uwagę również próbował zwrócić uwagę Franciszek. Niestety, temat koptyjski nie jest już popularny ani „trendy”, więc szerujący fotografię papieża również o nim zapomnieli.

Muzułmanin muzułmaninowi nierówny

Co do muzułmanów, którzy pojawili się w Watykanie – żaden z nich nie był zwolennikiem ISIS ani prawa szariatu. To Malijczyk, Syryjczyk i Pakistańczyk. Syryjscy, malijscy i pakistańscy muzułmanie padli w przeciągu ostatniego roku ofiarą dżihadystów. O wojnie w Syrii wiadomo. Dodajmy do tego zamach w hotelu w Mali oraz prześladowania tych pakistańskich muzułmanów, którzy ośmielają się proponować, by nie karano śmiercią za bluźnierstwo. Warto pamiętać, że dla ISIS również muzułmanie mogą być „niewiernymi”. Wystarczy, że nie będą zgadzać się z sunnicką interpretacją islamu, np. będą szyitami bądź alawitami. To te dwie grupy wśród muzułmanów ISIS tępi w Syrii najmocniej, nierzadko bardziej, niż chrześcijan.

Nie znaleźli się za to w Watykanie imigranci, którzy deklarują plany wprowadzenia szariatu. Nie było tam gwałcicieli z Kolonii ani tych, którzy zabili Asada Shaha za złożenie świątecznych życzeń chrześcijanom. Obecni w Rzymie muzułmanie zachowywali się godnie, nie mieli na sobie flag ISIS, nie obrażali papieża, okazywali wręcz wzruszenie i  w ogóle w niczym nie przypominali agresywnych osobników szturmujących granice czy wszczynających burdy na ulicach niemieckich miast.

„Wierni nie słuchają papieża”

Po drugie, co jest powszechnym błędem wśród niekatolików piszących o Kościele, gest papieski nie jest nauczaniem KK. Papież niczego nie „każe” w ten sposób katolikom, nie wydaje im poleceń – stara się zwrócić uwagę na pewne kwestie, które niestety przepadają w natłoku nadinterpretacji poprawnych politycznie. Zasada nieomylności papieża dotyczy zresztą jedynie spraw wiary wygłaszanych ex cathedra, co w tym przypadku zastosowania nie ma.

Trzecim nadużyciem jest nadinterpretacja również reakcji na tegoroczny Wielki Czwartek w Watykanie i stworzenie wrażenia, że papież próbuje nas wzruszyć, lecz katolicy są po prostu uparci i „niereformowalni”. Przypomina to nieco stary dowcip o radiu Erewań i o tym, jak w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają rowery. „Wierni: Zbezcześcił Wielki Czwartek, odchodzę od Kościoła” – krzyczy Gazeta Wyborcza. Po przeczytaniu artykułu dowiadujemy się, że – niespodzianka – to nie wszyscy wierni, jak sugeruje autor, lecz jedynie grupa ludzi komentujących tekst na innym portalu. Co więcej, nie wiadomo wcale, czy byli katolikami – jak bowiem sprawdzić wyznanie przez Internet?

Wyrwany z kontekstu komentarz o odchodzeniu od Kościoła nie oznacza, że każdy krytykujący papieża to katolik. Wielu Polaków reagowało żywiołowo na trudny interpretacyjnie papieski gest, podkreślając jednocześnie w odpowiedzi na oskarżenia o „katolicką hipokryzję”, że wcale nie są katolikami, a nawet w ogóle są niewierzący. Oczywiście najłatwiej jest upchnąć ich wszystkich do szufladki z napisem „wierni”, by przekonać, że „katolicy w Polsce są świętsi od papieża”.

Papieskie nauczanie to nie sałatka

Po czwarte zaś, co chyba najbardziej drażni w całej sprawie z Wielkim Czwartkiem, zwolennicy (rzekomo) papieskiego przekazu rekrutują się w większości spośród osób, które na co dzień Franciszka po prostu odrzucają, a nawet potępiają. Nauka Kościoła nie jest przepisem na sałatkę. Nie można z niej usunąć tego, co nam się nie podoba, żeby dorzucić to, co nam akurat odpowiada. Na tym polega właśnie hipokryzja, o którą próbuje się oskarżać katolików. W poprzednich latach swojego pontyfikatu papież obmywał stopy więźniom – czemu to wydarzenie nie robiło tak wielkiej furory w sieci?

W sytuacji, gdy ojciec święty mówił o nierozerwalności małżeństwa między mężczyzną a kobietą, obronie życia od poczęcia czy moralnym złu eutanazji, pouczający nas teraz w sprawie imigrantów, nie garnęli się wybitnie do udostępniania słów Franciszka. No – chyba, że miało to na celu krytykowanie Kościoła, samego papieża i katolików, oraz naszego „zacofania” i „nietolerancji”. Teraz, gdy przeminęła euforia spowodowana Wielkim Czwartkiem, a Franciszek przypomniał o niezmiennym od 2 tys. lat nauczaniu Jezusa, postępowcy znów zadziwią się, że papież jest katolikiem.

Drodzy państwo, nie macie prawa – zostawcie w spokoju Franciszka. Nie oskarżajcie nas o hipokryzję, podczas gdy sami zachowujecie się jak hipokryci.

Przekaż wieści dalej!

Magdalena Gotowicka

Magdalena Gotowicka

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania pożeraczka filmów. Pasjonatka twórczości Tolkiena.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet

Nawet nie wiemy, że u nas byłeś :(

Wyłącz proszę swojego adblocka i dodaj nas do zaufanych stron. Nie wyświetlimy Ci żadnego wyskakującego okienka poza tym, które widzisz