Zanim przeprosicie, upewnijcie się, że jest za co

Pixabay
Pixabay

Tydzień temu poszła informacja o wielkim „schylaniu głowy ze wstydu” przez australijskich duchownych. Powód? Raport federalnej komisji, według którego 7 proc. księży w Australii zarzucono (sic!) popełnienie czynów pedofilskich. Tymczasem arcybiskup Anthony Fisher od razu zakłada, że wszystkie zarzuty muszą być prawdziwe. A to bujda.

Czytając wiadomości w głównych mediach można odnieść wrażenie, że księża to organizacja pedofilska. Co i raz informacja o „księdzu-pedofilu”. Najczęściej pod koniec takiego newsa jest krótka wzmianka, że albo jest to sprawa sprzed dziesiątek lat, albo że „księdzem” jest protestancki pastor lub – też się zdarzało – że udowodniono, że zarzut jest fałszywy.

Warto zwrócić uwagę na statystyki w Polsce. Mimo wielu zarzutów i generalnie niekatolickich władz, w listopadzie 2013 roku w więzieniach za pedofilię siedziało 1454 osoby. Wśród nich był jeden ksiądz. Jak ta grupa wypada na tle innych zawodów? Mizernie.

Spośród skazanych 900 osób nie miało zawodu, 70 było murarzami, po 30 rolnikami i ślusarzami, 25 to mechanicy samochodowi. Zarzutów oczywiście było mnóstwo. Ale zarzut nie oznacza, że coś rzeczywiście miało miejsce.

W jednej ze studenckich audycji „Tak było” (TUTAJ podcast) przypomniałem, że mit księdza-pedofila ukuto w III Rzeszy. Była to reakcja Goebbelsa na antynazistowskie wypowiedzi Kościoła.

Ciekawe, że środowiska walczące z pedofilią nie wskazują na inny fakt. Powodem jest zapewne panująca politpoprawność. Otóż zgodnie z „Self-Reported Sex Crimes of Nonincarcerated Paraphiliacs. >>Journal of Interpersonal Violence<<” z 1987 roku, homoseksualni pedofile popełniali ponad 12-krotnie więcej przestępstw na dzieciach, niż heteroseksualni. Ci pierwsi popełniali 281,7 czynów na 150,2 dzieciach, zaś heteroseksualni 23,2 przestępstwa na 19,8 dzieciach.

Szkoda, że hierarchowie kościelni są coraz bardziej leniwi w walce o prawdę. Jasne, pedofilia wśród duchowieństwa się zdarza i – jeśli rzeczywiście występuje w danym przypadku – należy to surowo karać. Jednak nic dobrego z samobiczowania się za niepopełnione zło nie przyjdzie. Jeśli 100 proc. zarzutów w australijskim Kościele miałoby miejsce, oznaczałoby to gigantyczne odejście od „normy” w stosunku do reszty świata. Czy rzeczywiście tak jest? Czy tylko się to zarzuca, a nikt nie podjął się wysiłku weryfikacji zarzutów?

Przekaż wieści dalej!

Dominik Cwikła

Dominik Cwikła

Jestem założycielem i redaktorem naczelnym portalu Kontrrewolucja.net. Dotychczas pisałem na kilku portalach i w kilku gazetach. Aktywny obrońca życia, monarchista, bezpartyjny. Wydałem też Gazetę "Rycerstwo", prowadzę audycję historyczno-rozrywkową "Tak było" oraz w Radiu Strefa Chwały audycję historyczną "Christian Story"

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet