Karin Struck – odrzucona za mówienie prawdy

YouTube

Historia Karin Struck jest dowodem na to, iż deklarowana przez środowiska neofeministyczne „siostrzana miłość wobec wszystkich kobiet” to fikcja. Ta niemiecka pisarka stała się w swoim otoczeniu persona non grata tylko dlatego, że ośmieliła się powiedzieć prawdę o syndromie postaborcyjnym.

Mało kto pamięta dziś „na salonach” o Karin Struck. Trudno nawet znaleźć jej zdjęcie w sieci. Nie stała się tak sławna jak choćby inna niemieckojęzyczna pisarka, Elfriede Jelinek, mimo że ich biografie miały wiele punktów stycznych. Obie kobiety przyszły na świat w drugiej połowie lat 40. Obie zaczęły publikować powieści w latach 70. Obie miały zapatrywania lewicowe i należały do partii komunistycznych. Obie były swoistymi ikonami literatury neofeministycznej. Jelinek przyznano Nagrodę Nobla, Struck została wyklęta przez liberalne salony. Zmarła w 2006 r. Niemka odważyła się zrobić coś, co dosłownie zabiło jej karierę: opowiedziała światu, jakim koszmarem dla kobiety jest zamordowanie nienarodzonego dziecka.

Wychowana w NRD-owskim Skiszowie Karin Struck już jako młoda dziewczyna identyfikowała się ze środowiskami neofeministycznymi i neomarksistowskimi. Podczas studiów należała do Socjalistycznego Związku Studentów, potem wstąpiła do partii. Zadebiutowała w latach 70. autobiograficzną książką „Klassenliebe”, potem przyszedł czas na kolejne powieści. Wkrótce Struck zaczęto doceniać na salonach. Otrzymała wiele prestiżowych nagród, stawiano ją w jednym rzędzie z Gunterem Grassem i Christą Wolf. Wszystko wskazywało na to, że dalsze życie Struck będzie pasmem sukcesów artystycznych.

W 1975 r. pisarka zdecydowała się na coś, co na zawsze ją zmieniło. Postanowiła pozbawić życia swoje nienarodzone dziecko. W NRD od trzech lat obowiązywało wówczas prawo zezwalające na zamordowanie nienarodzonego dziecka na żądanie, a ówczesna propaganda przedstawiała ów morderczy czyn jako rodzaj nieszkodliwego zabiegu medycznego. – W mediach królowały wówczas eufemizmy określające aborcję mianem „przerwania ciąży”. Ale w tym biznesie nigdy nie brakowało i nie będzie brakować eufemistycznych określeń, mających na celu wprowadzenie ludzi w błąd. Próbowano sprzedać kobietom aborcję pod przykrywką wolności i samostanowienia – będącymi najważniejszymi fundamentami emancypacji kobiet – przyznała Struck w swojej książce z lat późniejszych. Jak wspominała, popierała nie tylko tzw. aborcję chirurgiczną, ale także farmakologiczną, ukrytą pod eleganckim eufemizmem „pigułki po”. – Akceptacja takiego rozwiązania ujawniła się w moim przypadku, kiedy na krótko po pierwszej aborcji zadałam sobie pytanie, co zrobiłabym gdybym wkrótce znowu zaszła w ciąże? Wtedy pierwsza myślą, która wówczas zakiełkowała w mojej głowie była myśl o pigułce – czytamy w książce „Widzę moje dziecko we śnie”.

Karin Struck, „Widzę moje dziecko we śnie”, wyd. Rafael

To właśnie ta publikacja, wydana w 1992 r., stała się gwoździem do trumny kariery Struck. „Postępowa feministka” z lat 70. i 80. oświadczyła wszem i wobec, że tzw. aborcja jest de facto morderstwem i że pozostawia straszliwą traumę w psychice kobiety. Autorka skupiła się tam właśnie na kobiecie, która również staje się ofiarą. – Niewielu ludzi ma tyle odwagi cywilnej, aby zadedykować kobietom, które usunęły ciążę, maksymę poetki austriackiej Ingeborg Bachmann: „Człowiek boi się prawdy”. Ludzie boją się powiedzieć kobietom prostą prawdę, że ich zabite dziecko jest dzieckiem – pisała Struck. Z dnia na dzień pisarka została poddana ostracyzmowi przez tych, którzy uprzednio ją wychwalali. Wydawcy, recenzenci, dziennikarze – wszyscy stopniowo odsunęli się od Struck.

– (…) w środowisku artystycznym do dobrego tonu należy wypowiadanie się jednym tchem na temat aborcji i samostanowienia kobiet. Kto tak jak ja, będąc artystką, jest jednocześnie przeciwnikiem aborcji, a kiedy jest to konieczne także antyaborcyjnym aktywistą, ten staje się ofiarą ataków, musi usprawiedliwiać swoje przekonania, a na poparcie ze strony kolegów z branży czy społeczeństwa nawet nie ma co liczyć – przyznała Niemka. – „Artyści przeciwko eksperymentom na zwierzętach”, „Artyści dla Green Peace” – inicjatywy tego typu są obecnie modne na salonach. „Artyści przeciwko aborcji” – do takiej inicjatywy jeszcze nie doszło. Artyści musieliby się bowiem wówczas poważnie obawiać o swoją reputację, sprzedaż książek, utworów i dzieł sztuki – stwierdziła Struck. Niestety, od lat 90. niewiele się w tej materii zmieniło na Zachodzie.

Źródła: Wiki, doscmilczenia.blogspot.com, niedziela.pl

Przekaż wieści dalej!

Magdalena Gotowicka

Magdalena Gotowicka

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania pożeraczka filmów. Pasjonatka twórczości Tolkiena.

Więcej artykułów autora

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet

Nawet nie wiemy, że u nas byłeś :(

Wyłącz proszę swojego adblocka i dodaj nas do zaufanych stron. Nie wyświetlimy Ci żadnego wyskakującego okienka poza tym, które widzisz