Wyklęta przez środowisko za książkę o oczekiwanym macierzyństwie

Facebook

Iwona Paulewicz, z wykształcenia artystka-malarka, wydała własnym nakładem książkę, w której wyraża radość z oczekiwania na narodziny swojego dziecka. Należy przy tym podkreślić, że książka nie porusza bezpośrednio problematyki związanej z aborcją, jest natomiast wyrazem radosnego oczekiwania na narodziny, afirmacją życia ludzkiego od samego jego poczęcia. Czy również i taka postawa może drażnić lewicowo-liberalne środowiska? Wygląda na to, że tak.

Książka „Ciiichooo… miłość się rodzi” jest pozycją o radości oczekiwania na narodziny dziecka. – Moja książka „Ciiichooo… miłość się rodzi” nie podejmuje bezpośrednio problemu związanego z aborcją. Jest natomiast dziewięciomiesięczną podróżą, ważną w każdym momencie jej trwania, na drodze niezwykłego i niecodziennego oczekiwania na spotkanie z dzieckiem. Przygoda, która nie skończyła się tuż po dotarciu do celu. Jej następstwem są chociażby spotkania z czytelnikami, które stają się pretekstem do rozmów na temat piękna i   niesamowitości życia od samego jego poczęcia – mówi Iwona Paulewicz. – „Ciiichooo… miłość się rodzi”, jednocześnie i z drugiej strony, otworzyła przede mną drzwi, za którymi rozgrywa się zawzięta walka, do świata, gdzie nagonka skierowana przeciwko darowi życia, oceniana jest jako postawa nowoczesna i postępowa. W samym środowisku artystycznym, które jest mi bliskie (jestem absolwentką malarstwa), w zastraszającej większości ludzie są za prawem do aborcji w majestacie prawa. „Ciiichooo… miłość się rodzi” stała się więc dla mnie  punktem wyjścia do podjęcia rozmów dotyczących świętości życia od samego jego poczęcia, również ze środowiskami artystycznymi, które nie są przyzwyczajone, aby ktoś z ich kręgu dosadnie wyrażał swoje antyaborcyjne poglądy- wyznaje artystka.

Iwona Paulewicz wysyłała książki na konkursy oraz do redakcji kobiecych, by zainteresować je pozycją dotyczącą stricte kobiecej sfery. – Po wydaniu książki zwróciłam się do różnych czasopism, między innymi, kobiecych, ale nie tylko, wierząc, że właśnie one z radością i ochotą będą chciały o tej bardzo potrzebnej, oryginalnej i kobiecej książce napisać. Spotkałam się niestety z wielkim murem obojętności, a nawet niechęci.„Ciiichooo… miłość się rodzi” wysłałam na różne konkursy, m.in.: Literacka Nagroda Miasta Gdyni, Silesius, Nike. Książka nie była nawet mianowana – mówi Iwona Paulewicz, autorka książki.

Książka została natomiast ciepło przyjęta przez osoby kojarzone z ruchami obrońców życia. – Swoje zainteresowanie książką wyraził bardzo szybko prof. B. Chazan. Ale jego obecność ochłodziła jednocześnie ewentualną chęć współpracy środowisk nowoczesnych i postępowych, które nie chciały być utożsamiane, kojarzone z osobą Profesora. Połączenie ich nazwiska na okładce .„Ciiichooo… miłość się rodzi” z recenzentami pro-life, mogło stanowić dla wyżej wymienionych środowisk pewnego rodzaju dyskomfort, nie tylko na gruncie zawodowym ale i prywatnym. Bycie podejrzanym, na przykład, o „zacofanie”. Zrozumiałam też, że, liberalno-lewicowe formacje mogą być równolegle bardzo hermetyczne, a nawet agresywne. A obecność, na przykład, p. Chazana na okładce często i teraz, po wydaniu książki, staje się dla wielu osób jakąś dziwną zaporą uniemożliwiającą zapoznanie się z tą lekturą. Ofiar propagandy i manipulacji mediów jest bowiem niemało. Na szczęście nie brakuje i ludzi odważnych, otwartych, którzy potrafią iść za głosem prawdy i trwać w tej prawdzie bez względu na konsekwencje.

Iwona Paulewicz zauważyła przy okazji działań promujących książkę, że również wiele osób nazywających się katolikami nie staje zdecydowanie po stronie życia, przyjmuje natomiast postawę konformistyczną, letnią. – Często wynika to z braku uświadomienia sobie czym jest i jakie skutki niesie za sobą aborcja – dodaje autorka.

Pani Iwona Paulewicz stwierdza też, że ludzie skupieni wokół ruchów pro-choice, czy organizacji feministycznych sprawnie wspierają się w swojej propagandowej aktywności. Ich działalność skierowana, między innymi, przeciwko życiu nienarodzonemu, nie jest jednak wymierzona tylko w dziecko, ale również w kobietę, mężczyznę i rodzinę, a tym samym w całe społeczeństwo. Wieloletnia manipulacja spowodowała, że ten kto jest za aborcją, antykoncepcją, seksualizacją, gender, staje się człowiekiem postępowym i działa w imię dobra. Często w szeregach pro-choice stają różnego rodzaju celebryci, a nawet artyści. Mianuje się ich wtedy współczesnymi bohaterami i zalicza do gatunku, tak zwanych, ludzi odważnych. A tak naprawdę, są tylko ofiarami, wykorzystywanymi w propagandowej walce, z czego chyba nawet do końca nie zdają sobie sprawy.

– Kobiety, które dotknęły siebie, własną kobiecość, weszły na trudną drogę oswajania się z prawdą o samej sobie, spycha się w kąt i ośmiesza. Nie jestem politykiem, ani nawet „zarejestrowaną” działaczką pro-life. Jestem kobietą tworzącą, feministką typu chrześcijańskiego, której sztuka ma służyć prawdzie. Ponieważ z wykształcenia jestem malarką, starałam się tą podróż namalować nie tylko słowem. „Ciiichooo… miłość się rodzi” jest zupełnie nową wartością na rynku wydawniczym również od strony plastycznej. Książki o życiu dzieci nienarodzonych, ale już poczętych, powinny być piękne. Patrząc natomiast na  poczęcie człowieka z duchowej perspektywy, to jest to coś więcej niż „jakiś tam zlepek komórek”. To tchnienie Boże i dusza…. „I ta dusza, maleńka dusza! Dusza, która tyle czekała”. – mówi Iwona Paulewicz, autorka książki „Ciiichooo… miłość się rodzi”.

Książka dostępna jest w księgarniach głównie katolickich. Można zamówić ją m.in. na stronie wydawnictwa Monumen (TUTAJ).

CWIK

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Pozostaw swój komentarz

kontrrewolucjanet

Nawet nie wiemy, że u nas byłeś :(

Wyłącz proszę swojego adblocka i dodaj nas do zaufanych stron. Nie wyświetlimy Ci żadnego wyskakującego okienka poza tym, które widzisz