Atomowe znalezisko sprzed półwiecza

Para kanadyjskich turystów dokonała szokującego odkrycia podczas nurkowania w zatoce Wassaw Sound (stan Georgia). Zeszli pod wodę, żeby podziwiać podmorską przyrodę, a znaleźli bombę wodorową, która wcześniej „zawieruszyła się” US Air Force.

Amatorzy na tropie tajemnicy

Jason Sutter i Christina Murray, para płetwonurków z London w prowincji Ontario (Kanada) wybrała się na dwutygodniowy urlop na wybrzeże Georgii i Florydę. Akwen zatoki Wassaw Sound, leżącej na południe od Savannah (nb. miejsce śmierci gen. Kazimierza Pułaskiego), jest prawdziwym eldorado dla płetwonurków. Cały obszar morski i lądowy w pobliżu zatoki jest chroniony ze względu na wyjątkowe walory przyrodnicze i występującą tu florę i faunę. Okolica znana jest także z bardzo często nawiedzających ją tajfunów i tornad.

Po kilkudniowym pobycie, zaplanowali nurkowanie w innej okolicy. Wybór padł na pobliską wyspę Tybee. Badali dno i oddawali się swojemu hobby – podwodnej fotografii. W pewnej chwili Jason Sutter spostrzegł duży walcowaty przedmiot, który częściowo wystawał z dna.

Ni pies, ni wydra, coś na kształt cylindra

– Zauważyłem coś, co wyglądało na duży zbiornik paliwa albo jak beczka ropy – opowiadał Sutter. – Kiedy odgarnąłem trochę więcej piasku, dostrzegłem napis na boku – dodał. Litery „Mk 15” od razu skojarzył z uzbrojeniem. W następnej chwili przypomniał sobie, że ostrzegano nurków przez znaleziskami, które mogą być groźne dla ludzi. Tym razem przerażenie było całkowicie uzasadnione. Okazało się, że natrafili na prawdziwą bombę wodorową z czasów zimnej wojny.  – Złapałem Christinę za ramię i wykonaliśmy najszybsze w naszym życiu wynurzenie awaryjne. Po powrocie na brzeg zawiadomiliśmy wszystkie możliwe służby ratownicze – opowiadał Sutter. Płetwonurkowie zachowali się bardzo przytomnie, ustalając współrzędne przy pomocy GPS. Dane te bezzwłocznie przekazali władzom. Para będąca cały czas w szoku, zrezygnowała z dalszego nurkowania i skróciła swój wymarzony urlop.

W trybie alarmowym powiadomiono US Coast Guard, wojsko i wszystkie odpowiednie służby. Na wody wokół Tybee skierowano całą flotyllę i wysłano samoloty. Łącznie w akcji zaangażowano 1,5 tys. ludzi.

Ruszają poszukiwania

Ekipy ratunkowe pracowały w ekspresowym tempie. Eksplozja 3,8 megatonowej bomby wodorowej mogła wywołać nieobliczalne skutki. Promieniowanie radioaktywne i fala uderzeniowa zmiotłaby wszystko z powierzchni ziemi w promieniu 150 km.

Wpierw na miejsce skierowano bezzałogowy okręt podwodny, który przeprowadził wstępny rekonesans. Potem pod wodę zeszła ekipa nurków-saperów z Navy Seals. Okazało się na szczęście, że wyprodukowana w 1955 roku bomba „trzyma się” nieźle. Po dwóch dobach morderczego wyścigu z czasem, udało się odłączyć detonator od rdzenia uranowego w głowicy, dzięki czemu już teraz bezpiecznie można było znalezisko przetransportować na ląd i poddać neutralizacji. Służby rozpoznania radiologicznego badały równocześnie ewentualny wpływ bomby na zagrożenie ekologiczne i zdrowotne, na które w ciągu 50 lat  narażona była okolica.

Winowajca ma głos

Przy całej spawie wyszedł na jaw szereg faktów, które stawiały władze stanowe i wojsko w kłopotliwej sytuacji. Rząd i władze lokalne miały pełną świadomość, że bomba wodorowa zaginęła w tej okolicy w latach 50. i nigdy nie została odnaleziona. Owszem, podejmowane były działania, które z braku efektów po cichu zakończono. Czyli – w iście polskim stylu – sprawa znalazła się pod dywanem.

Do katastrofy, w wyniku której utracono bombę, doszło w nocy z 5 na 6 lutego 1958 roku. Wracający z patrolu bombowiec strategiczny Boeing B-47 Stratojet zderzył się w powietrzu z myśliwskim odrzutowcem F-86 Sabre. W wyniku kolizji zginął pilot myśliwca, natomiast bombowiec miał poważnie uszkodzone skrzydło i jeden z silników. Musiał awaryjnie lądować. Pilot bombowca otrzymał z wieży kontrolnej rozkaz, aby pozbyć się ładunku przed lądowaniem. Zdążył zrzucić bombę w płytkich wodach Wassaw Sound, w pobliżu ujścia rzeki Savannah. Jak sądził – będzie ją można szybko zlokalizować. Załoga szczęśliwie wylądowała w bazie i zameldowała, że nie zaobserwowała eksplozji po zrzuceniu bomby do morza. „Szczęście” było połowiczne.

Pentagon oficjalnie milczał, natomiast przez następnych sześć tygodni Air Force intensywnie „czesała” teren. Bez powodzenia. Nurkowie penetrowali dno, wojska lądowe pobliskie słone bagna. Do akcji włączono także sterowiec, obserwatorzy szukali krateru na plaży lub w bagnach. W połowie kwietnia poszukiwania zostały ostatecznie przerwane. A bomba leżała sobie spokojnie na dnie przez ponad pół wieku.

Taniec na wulkanie

W czasie igrzysk olimpijskich w Atlancie w 1996 roku, na pobliskich akwenach odbywały się konkurencje żeglarskie i windsurfingowe. Przebywało tam wówczas mnóstwo ludzi. Organizatorom olimpiady i władzom stanowym oczywiście nie zależało, by wracać do wstydliwego epizodu sprzed lat. Jakoś nikt wówczas nie pamiętał incydentu z Wassaw Sound. Jednak „alarmy bombowe” elektryzowały opinię publiczną kilkakrotnie. Ostatnio w latach 2001 i 2004. Poszukiwacze „skarbów” ogłaszali w mediach odnalezienie przedmiotów przypominających bombę. Okazało się, że chodziło jedynie o tanią sensację.

Przy okazji pojawiło się szereg niewygodnych kwestii – dokąd i skąd leciał samolot mający na pokładzie śmiercionośną broń? Dlaczego niebezpieczne loty odbywały się nad gęsto zaludnionymi terenami? I co by było, gdyby jednak nastąpiła detonacja? Czy władze były przygotowane na taką okoliczność?

Broń masowego rażenia stała się kłopotliwym memento z czasów zimnej wojny i wyścigu zbrojeń lat 50. i 60. Składowanie i późniejsza utylizacja arsenałów atomowych nadal pochłania niewyobrażalne kwoty. Jedynie ZSSR nie robił sobie z tego powodu kłopotu. Do dziś wokół Nowej Ziemi i w Morzu Karskim znajduje się istne atomowe cmentarzysko paliwa nuklearnego i wraków atomowych okrętów podwodnych.

 worldnewsdailyreport.com, wikipedia.com

Przekaż wieści dalej!

Grzegorz Mucha

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Więcej artykułów autora

Grzegorz Mucha

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.