Matrioszka z walizką tańczy tango w ambasadzie. Jak rosyjscy dyplomaci przemycali kokainę z Buenos Aires?

Pod koniec lutego 2018 roku rosyjską opinię publiczną zelektryzowała wypowiedź pewnego ministra spraw wewnętrznych. Nie chodzi jednak o Władimira Kołokolcewa, a o jego argentyńską odpowiedniczkę – Patricię Bullrich – która publicznie poinformowała o ujawnieniu 400 kilogramów kokainy na terenie należącym do rosyjskiej ambasady w Buenos Aires. Wówczas wydawać się mogło, że sprawa wstrząśnie rosyjską sceną polityczną. Tak się jednak nie stało. Dziś, po dwóch latach od ujawnienia sprawy, dochodzenie stanęło w martwym punkcie i żadnej ze stron nie zależy specjalnie na wyjaśnieniu sprawy.

Oficjalnie rosyjskie służby powzięły informację o dużej przesyłce kokainy już w listopadzie 2016 roku. To wtedy szef rosyjskiej misji dyplomatycznej – Igor Rogow – poinformował odpowiedzialnego za bezpieczeństwo placówki Olega Worobowa o 12 walizkach ukrytych w garażu szkoły działającej przy ambasadzie. Worobow otworzył walizki i znalazł w nich pakunki z kokainą. Natychmiast poinformowano o tym ambasadora Wiktora Koronellego, który przekazał informację dalej, do moskiewskiej centrali FSB.

Kilka tygodni później strona rosyjska zwróciła się do argentyńskich organów ścigania z prośbą o pomoc. Tak rozpoczęło się wspólne śledztwo, które trwało przez ponad rok i ostatecznie skończyło się szeregiem zatrzymań.

12 grudnia 2017 roku rosyjscy śledczy aresztowali Władimira Kałmykowa i Isztimira Chudżamowa, którzy mieli ukryć walizki z kokainą na terenie rosyjskiej placówki. Tego samego dnia zatrzymano Alego Abjanowa, który miał dostarczyć kokainę do ambasady.

W lutym 2018 roku w Argentynie zatrzymano Iwana Blizniuka i Aleksandra Czikało, głównych wspólników Andrieja Kowalczuka, który według ustaleń śledczych miał być mózgiem całej operacji. Kowalczuka zatrzymano w Niemczech w marcu 2018 roku, a kilka miesięcy później ekstradowano go do Rosji.

Czterech oskarżonych (Kowalczuk, Abjanow, Kałmykow i Chudżamow) wciąż przebywa w moskiewskich aresztach śledczych. Ich przesłuchania odbywają się „za zamkniętymi drzwami”.

Z kolei Aleksander Czikało i Iwan Blizniuk przebywają w argentyńskim więzieniu Marcos Paz.

Dla porządku przybliżmy sylwetki osób zamieszanych w sprawę.

Iwan Blizniuk – obywatel Rosji i Argentyny. Od 1998 roku przebywa w Ameryce Południowej. Pracował jako podinspektor policji w Buenos Aires, odpowiadając m.in. za współpracę z ambasadą Federacji Rosyjskiej. Prowadził również prywatną agencję ochrony „Polimar”, która miała odpowiadać za bezpieczeństwo szkoły działającej przy placówce. Według śledczych Blizniuk miał pomagać Kowalczukowi w organizowaniu transportu kokainy na lotnisko z pominięciem procedur kontroli.

Blizniuk jest podejrzewany o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi. Dwukrotnie odbył szkolenia prowadzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej: w 2014 roku w Moskwie i w 2017 roku w Petersburgu. Zarządzał także tajemniczą organizacją MORAL (skrót od: Mecenas Ortodoxos Rusos en Latinoamérica, w tłumaczeniu „Fundacja Prawosławnych Patronów w Ameryce Łacińskiej”).

Aleksander Czikało – podobnie jak Blizniuk, posiada podwójne obywatelstwo – rosyjskie i argentyńskie. Jest wiceprezesem organizacji MORAL. Miał pomagać w pakowaniu i przygotowywaniu kokainy do transportu.

Andriej Kowalczuk – oficjalnie bezpaństwowiec, organizator przemytu kokainy z Argentyny do Europy i Rosji. Według ustaleń rosyjskiej prokuratury przebywał w Niemczech na podstawie wizy pobytowej. Co ciekawe, procedurze ekstradycyjnej został poddany jako obywatel Federacji Rosyjskiej.

Według nieoficjalnych informacji Kowalczuk „zaopatrywał” rosyjską ambasadę w Berlinie w cygara, kawę, kawior i alkohol, nie będąc przy tym oficjalnym pracownikiem MSZ-u. W kontaktach z dyplomatami przedstawiał się jako pracownik służb specjalnych różnych państw. Oferował pośrednictwo i pomoc w załatwieniu „specjalnych” spraw.

Ali Abjanow obywatel Rosji. Do 2016 roku był szefem wydziału administracyjno-gospodarczego ambasady rosyjskiej w Buenos Aires. To właśnie Abjanow, na prośbę Kowalczuka, latem 2016 roku miał ukryć kokainę na terenie szkoły.

Z materiałów sprawy prowadzonej przez argentyńską prokuraturę wynika, że ​​już w 2011 roku Abjanow pomógł Kowalczukowi schować na terenie ambasady walizkę z nieznanym ładunkiem, a następnie przetransportowa

ją samolotem wojskowym z Montevideo (Urugwaj) do Moskwy. Za tę usługę miał otrzymać 1000 dolarów. W 2015 roku otrzymał od Kowalczuka 2000 dolarów za ukrycie dwóch kolejnych walizek.

Władymir Kałmykow – obywatel Rosji. Do 2018 roku był prezesem firmy Legal Services Center LLC. Był również powiązany z Jet Handling LTD – firmą udostępniającą Kowalczukowi prywatny odrzutowiec, który miał zostać wykorzystany do przerzutu kokainy. Na uwagę zasługuje fakt, że już w 2017 roku samolot odbył kilka lotów na trasie Palma de Mallorca – Teneryfa – Fortaleza – Buenos Aires – Agadir – Ryga. To właśnie Kałmykow opłacił koszty związane z wynajęciem samolotu (250 tys. euro, które przekazał właścicielom Jet Handling LTD z wykorzystaniem spółki Business Trading Company SRO).

Isztimir Chudżamow – obywatel Rosji. Wraz z Kałmykowem brał udział w operacjach transportowych z wykorzystaniem prywatnego odrzutowca.

Początków przedsięwzięć związanych z kokainą należ szukać co najmniej kilka lat wcześniej. W sierpniu 2011 roku na stanowisko szefa wydziału administracyjno-gospodarczego w rosyjskiej ambasadzie w Buenos Aires powołano Alego Abjanowa. Niespełna rok później odebrał on dziwne połączenie przychodzące na jeden z wewnętrznych numerów ambasady. Rozmówcą był Andriej Kowalczuk, który przedstawił się jako oficer odpowiedzialny za ochronę rosyjskiej ambasady w Niemczech.

Poinformował Abjanowa o swoim planowanym przylocie do Argentyny i poprosił o odebranie go z lotniska samochodem należącym do ambasadora. Abjanow zgodził się, a po odebraniu Kowalczuka z lotniska został poproszony o załatwienie pewnej ważnej dla bezpieczeństwa Rosji sprawy.

Kowalczuk wręczył wówczas Abjanowowi walizkę i 1000 dolarów, prosząc o przetransportowanie przesyłki do Urugwaju, a następnie do Moskwy – z wykorzystaniem regularnie kursujących, rosyjskich samolotów wojskowych, które zaopatrują placówki dyplomatyczne.

Kowalczuk pojawił się w Argentynie jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem pod inną legendą. Najczęściej przedstawiał się jako pracownik Gazpromu. Podczas jednego z pobytów Kowalczuk został przedstawiony przez Nikołaja Szelepowa (ówczesnego asystenta amabsadora ds. bezpieczeństwa) Iwanowi Blizniukowi.

Nikołaj Szelepow – obywatel Rosji, pracownik korpusu dyplomatycznego. Do 2015 roku pełnił funkcję asystenta ambasadora ds. bezpieczeństwa. W 2015 roku Szelepow za pośrednictwem Kowalczuka pomógł Blizniukowi zorganizować wyjazd do Petersburga dla delegacji policji z Buenos Aires na zaproszenie MSW Federacji Rosyjskiej.

Szelepow poinformował Blizniuka, że do ambasady przybyła nowa osoba (tym człowiekiem był Kowalczuk). Poręczył za Kowalczuka – zlegendował go jako pracownika Gazpromu, który przyjechał do Buenos Aires w poszukiwaniu budynku pod siedzibę rosyjskiego koncernu.

W tym czasie doszło do kilku spotkań Blizniuka i Kowalczuka. Blizniuk, kuszony perspektywą pracy dla Gazpromu, zgodził się pomóc Kowalczukowi w nabyciu nieruchomości. Przedstawił mu także swojego przyjaciela, Aleksandra Czikałę.

Do następnego spotkania Kowalczyka i Blizniuka doszło w Rosji w 2015 roku. Na zaproszenie MSW Federacji Rosyjskiej do Moskwy udała się delegacja policjantów z Buenos Aires. Wśród nich był Iwan Blizniuk. Po oficjalnych spotkaniach goście zostali przewiezieni do Petersburga, gdzie zorganizowano bankiet i wycieczkę po mieście. W 2015 roku Kowalczuk odwiedził Argentynę jeszcze dwukrotnie, ale cele tych podróży pozostają nieznane.

W międzyczasie doszło do zmiany na stanowisku asystenta ambasadora ds. bezpieczeństwa. Miejsce Nikołaja Szelepowa zajął Oleg Worobow.

Oleg Worobow – obywatel Rosji, pracownik korpusu dyplomatycznego. Worobow został przedstawiony Andriejowi Kowalczukowi przez Alego Abjanowa podczas przyjęcia w ambasadzie rosyjskiej w Argentynie. Worobow pozostawał w przyjaznych stosunkach z Kowalczukiem. Znał również Iwana Blizniuka. To właśnie Worobow ujawnił 12 walizek kokainy ukrytych na terenie należącym do ambasady.

Kowalczuk od początku utrzymywał dobre relacje z Worobowem. Do ich pierwszego kontaktu doszło podczas przyjęcia w ambasadzie w Buenos Aires, w związku z rewizytą rosyjskich policjantów. Tym razem Kowalczuk posługiwał się legendą pracownika departamentu bezpieczeństwa rosyjskiego MSZ-u. Nikt nie podjął próby zweryfikowania tych informacji.

Wiosną i latem 2016 roku Andriej Kowalczuk jeszcze kilkukrotnie poleciał do Argentyny. Za każdym razem korzystał z samochodu należącego do ambasadora. Kierowcą był Ali Abjanow. Kowalczyk ponownie przekazał mu walizki, tym razem z prośbą o ukrycie ich na terenie należącym do ambasady. Abjanow spełnił prośbę Kowalczuka, za co przyjął kolejne 2000 dolarów.

Należy zauważyć, że w toku późniejszego śledztwa ani rosyjskie, ani argentyńskie służby nawet nie próbowały dowiedzieć się, od kogo Kowalczuk kupił kokainę i skąd miał na to pieniądze. Kupno 400 kilogramów kokainy nie jest transakcją, którą może przeprowadzić każdy. Takie zakupy wymagają dużego zaufania i dobrych relacji z handlarzami. Nie można wykluczyć, że Kowalczuk sam był w przeszłości handlarzem kokainy lub należał do siatki producentów tego narkotyku.

19 lipca 2016 roku kontrakt Abjanowa z ambasadą wygasł, a jego miejsce zajął Igor Rogow. Abjanow przekazał swojemu następcy wszystkie informacje dotyczących spraw i obowiązków, a kilka dni przed powrotem do kraju poinformował go, że na terenie ambasady znajduje się 12 walizek należących do Kowalczuka. Zaznaczył, że nie wie, co się w nich znajduje. Co ciekawe, z początku fakt ten nie stanowił dla Rogowa problemu. Zadecydował o pozostawieniu walizek w oczekiwaniu na ponowny przyjazd Kowalczyka do Argentyny.

W październiku 2016 roku Kowalczuk zadzwonił Rogowa i – podobnie jak w przypadku jego poprzednika – poprosił o przesłanie swoich rzeczy osobistych (w tym walizek) specjalnym samolotem wojskowym, który miał przybyć na lotnisko w urugwajskim Montevideo. Rogow próbował spełnić tę prośbę, zwracając się do attaché wojskowego, a nawet do ambasadora Wiktora Koronellego. Żaden z nich nie mógł jednak udzielić żądanej pomocy, a ambasador Koronelli powiedział, że nie wie, kim naprawdę jest Kowalczuk i nie słyszał nic o jego rzeczach.

W tym samym miesiącu Federalna Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła śledztwo w sprawie działań „międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się organizacją przemytu narkotyków (kokainy) z Ameryki Łacińskiej do Federacji Rosyjskiej w celu ich dystrybucji w Rosji i krajach europejskich (Niemcy, Holandia)”.

Wobec braku pomocy ze strony Rogowa, Kowalczuk zdecydował się polecieć do Argentyny i osobiście odebrać walizki. 25 listopada 2016 roku przyleciał do Buenos Aires i spędził dzień w mieście, ale nie zdążył odebrać walizek. Ciekawy zbieg okoliczności sprawił, że akurat tego dnia w ambasadzie zapadła decyzja o otwarciu należącego do Kowalczuka bagażu.

Oleg Worobow poinformował ambasadora Koronellego o zawartości walizek. Informację przekazano do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Dwa tygodnie później funkcjonariusze FSB udali się do Argentyny, aby przeprowadzić czynności związane z ujawnieniem kokainy na terenie rosyjskiej ambasady.

Z materiałów ze śledztwa wynika, że ​​kokainę oficjalnie „odkryto” dopiero wieczorem 8 grudnia 2016 roku, kiedy na polecenie rosyjskiego MSZ-u pracownicy ambasady ponownie otworzyli walizki w obecności funkcjonariuszy FSB. Próbki pobrane przez funkcjonariuszy rosyjskich służb potwierdziły, że w walizkach znajdowała się kokaina.

Z prawnego punktu widzenia sytuacja była niejednoznaczna; jeżeli narkotyki znajdowały się na terenie ambasady, teoretycznie strona rosyjska mogła nie angażować Argentyńczyków w śledztwo, choć w rzeczywistości trudno byłoby ukryć ten fakt przed tamtejszymi organami ścigania. Źródła powiązane z niemieckimi służbami specjalnymi uważają, że Argentyńczycy wiedzieli o narkotykach nawet przed Rosjanami.

13 grudnia 2016 roku ambasador Koronelli zaprosił na spotkanie Patricię Bullrich – minister bezpieczeństwa Argentyny. Tego samego wieczoru zwołano pilne spotkanie rosyjsko-argentyńskie, podczas którego Oleg Worobow powiązał sprawę z działalnością Iwana Bliziuka. Trudno jednak powiedzieć, na czym opierał swoje podejrzenia.

Podczas spotkania zdecydowano, że rosyjskie i argentyńskie służby będą współpracować przy sprawie. 14 grudnia zamieniono kokainę na mąkę, a walizki wyposażono w lokalizatory GPS. Tego samego dnia bagaże wróciły do Worobowa, który ponownie „ukrył” je na terenie ambasady w oczekiwaniu na przybycie Kowalczuka.

Argentyńczycy zdecydowali o założeniu podsłuchów na telefonach Iwana Blizniuka i Aleksandra Czikały. Funkcjonariusze FSB zdecydowali się na ten krok również wobec Alego Abjanowa. Z podsłuchanych rozmów jasno wynikało, że Blizniuk i Czikało utrzymywali kontakty z Kowalczukiem. Liczyli na korzyści płynące ze spełniania jego próśb. Początkowo Blizniuk oczekiwał załatwienia pracy w Gazpromie. Kowalczuk proponował mu także sprzedaż mięsa i otwarcie argentyńskiego oddziału Fundacji Prawosławnych Patronów w Ameryce Łacińskiej. (MORAL). Zarówno Blizniuk, jak i Czikało w rozmowach prowadzonych między sobą nazywali Kowalczuka „typem z niejasnymi powiązaniami”, ale mimo to liczyli na korzyści płynące ze współpracy.

W śledztwie ujawniono, że wiosną 2017 roku Kowalczyk próbował zorganizować wyjazd podchorążych jednej z rosyjskich szkół wojskowych do Argentyny, licząc na załadowanie walizek w drodze powrotnej wraz z bagażami uczniów.

11 października 2017 roku Andriej Kowalczuk przyleciał do Argentyny, uprzedzając o swojej wizycie Olega Worobowa. W tym momencie rosyjskie śledztwo „nie było jeszcze gotowe do aresztowania przemytników na gorącym uczynku”, więc ambasada nakazała Worobowowi pilną podróż służbową do innego miasta, aby Kowalczuk (który uważał, że tylko Worobow ma klucze do pomieszczenia gospodarczego) nie mógł odebrać ładunku. W tym samym czasie lokalne organy ścigania monitorowały Kowalczuka i podsłuchiwały jego argentyński numer.

Kowalczuk zadzwonił do Iwana Blizniuka i powiedział mu, że w rosyjskiej ambasadzie znajdują się rzekomo „rzeczy osobiste różnych dyplomatów”, które należało pilnie odesłać z pominięciem kontroli celnej.

Następnego dnia Blizniuk zadzwonił do Worobowa i poinformował go, że ambasada zatrzymała „zawierający rzeczy osobiste” ładunek Kowalczuka. Przyznał się także, że Kowalczuk zaoferował mu pieniądze za transport tego ładunku. Worobow zastosował blef (o zawartości walizek wiedział od listopada ubiegłego roku) i udał, że nie wie, o czym mówi Blizniuk.

Kowalczuk zamierzał przywieźć walizki na lotnisko samochodem ambasadora, aby uniknąć przeszukania. Chciał poprosić o samochód pod pretekstem przewiezienia towarów luksusowych. Aby zrealizować ten plan, Kowalczuk potrzebował pomocy Worobowa. Chciał poprosić go o udostępnienie samochodu ambasadora, tak samo jak w przeszłości robił dla niego Abjanow.

Kolejną osobą, którą Kowalczuk próbował zaangażować w swój plan, był przewodniczący Rady Koordynacyjnej Mniejszości Rosyjskiej w Buenos Aires – Jorge Leonardo Gołowanow. Domyślając się, że nie da się uniknąć kontroli bezpieczeństwa na stołecznym lotnisku, Kowalczuk pomyślał o przekierowaniu samolotu na mniejsze lotnisko San Fernando. Gołowanow miał zadbać o przychylność obsługi lotniska.

Ostatecznie nie doszło do wywozu walizek z Argentyny. Kokaina została spalona przez argentyńskie władze, a osoby zamieszane w jej planowany przemyt zatrzymano.

Z materiałów sprawy wynika, że ​​głównym organizatorem procederu był Andriej Kowalczuk, który przez lata swobodnie odwiedzał rosyjską ambasadę w Argentynie, kontaktował się z jej pracownikami, wydawał im instrukcje, a oni bez pytania i weryfikacji realizowali wszystkie jego polecenia.

Kim naprawdę jest Andriej Kowalczuk? Niewiele wiadomo o jego prawdziwej biografii. Wiemy, że urodził się w 1968 roku w obwodzie czerniowieckim ówczesnej Ukraińskiej SRR. W 1986 roku został powołany do wojska w obwodzie kaliningradzkim, a w sierpniu 1988 roku ukończył szkołę spadochronową w Kijowie. Służbę wojskową zakończył w marcu 1989 roku. Następnie pojawia się 10-letnia wyrwa w jego życiorysie. W 1997 roku Kowalczuk trafił do „Domu Rosyjskiego” ambasady Federacji Rosyjskiej w Berlinie. Tutaj pojawia się kolejna biała plama w biografii. Do momentu ujawnienia sprawy przemytu kokainy w Argentynie nie wiadomo właściwie nic o jego dalszej działalności.

Po wszczęciu sprawy karnej Kowalczuk napisał list do mediów, w którym opowiedział swoją wersję wydarzeń. Przedstawił się jako agent rosyjskich i niemieckich służb specjalnych. Twierdził, że nad jego działalnością czuwali zastępca dyrektora departamentu konsularnego MSZ-u – Aleksander Nezimow – oraz główny doradca departamentu ds. Ameryki Łacińskiej – Piotr Polszczikow (którego nota bene znaleziono martwego w Moskwie w grudniu 2016 roku, trzy tygodnie po odkryciu kokainy w ambasadzie. Według oficjalnej wersji Polszcikow popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę. Z relacji jego sąsiadów wynika, że na krótko przed śmiercią zaczął się dziwnie zachowywać zerwał kontakty z przyjaciółmi).

Południowoamerykańskie źródło podają, że pracownicy ambasady rosyjskiej, w tym sam ambasador, wiedzieli o nielegalnych działaniach i byli powiązani z mafią narkotykową. Argentyńskie służby miały powziąć informacje o narkotykach, rozpracowując jedną z grup zajmującą się ich obrotem. Strona rosyjska uznała, że ​​bezpieczniej będzie „znaleźć” narkotyki i posłużyć się kozłem ofiarnym niż tłumaczyć się z faktu zaangażowania całej placówki w handel narkotykami.

Według innych, wschodnioeuropejskich źródeł co najmniej kilka rosyjskich placówek dyplomatycznych jest wciąż zaangażowanych w obrót narkotykami. Kokainę wykorzystuje się na potrzeby służb czy na użytek elit. Jest ona także sprzedawana, a środki pochodzące z nielegalnego obrotu mają zasilać niejawny budżet operacyjny.

Nie można wykluczyć, że służby specjalne oraz organy ścigania Rosji i Argentyny prowadziły niejawną współpracę, aby zmniejszyć polityczne znaczenie incydentu. Nie wiadomo, ile przysłowiowych trupów lub, w tym przypadku, podejrzanych walizek wypadłoby z szafy przy dogłębnym zbadaniu wszystkich wątków sprawy.

Dla kogo tak naprawdę pracował Andriej Kowalczuk? Tego najpewniej nigdy się nie dowiemy. Jeśli faktycznie był prowadzony przez rosyjskie służby, całą sprawę należy uznać za poważny błąd w sztuce – jeden z tych, na których popełnienie nie można sobie pozwolić dwukrotnie.

Łukasz Bugajski

Ekspert ds. Bezpieczeństwa. Obserwator przy misji ISAF w Afganistanie. Autor raportu o działalności Jonny’ego Danielsa. Właściciel Kancelarii Bezpieczeństwa Priva.

Fb autora

Tt autora

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Więcej artykułów autora

Śledź mnie na:
TwitterFacebook

Kontrrewolucja.net

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.