Prawo o broni – wczoraj, dziś i jutro

By zrozumieć czemu nasze prawo o broni wygląda tak jak wygląda, należy poznać jak ono powstaje. By nie cofać się do XVI wieku (gdy w Polsce pojawiły się pierwsze restrykcje wobec chłopów, zabraniające im noszenia broni, ale nie zakazujące jej posiadania), przyjrzyjmy się ewolucji aktualnej wersji Ustawy o Broni i Amunicji.

Wczoraj

UOBiA, zwana popularnie „ubojką” została uchwalona w roku 1999 przez rząd Jerzego Buzka i była to ustawa wyjątkowo restrykcyjna. Przede wszystkim określała, kiedy pozwolenie może być wydane. Nie oznaczało to jednak, że policja była w jakikolwiek sposób zobowiązana by je komukolwiek wydać. Wszystko zależało od dobrego humoru naczelnika odpowiedniego Wydziału Komendy Wojewódzkiej Policji (najczęściej jest to Wydział Postępowań Administracyjnych). Bez pozwolenia wolno było posiadać wyłącznie broń zabytkową (powstałą przed 1850 r), broń hukową (kaliber do 6 mm), ręczne miotacze gazu oraz słabsze paralizatory elektryczne. Ustawa pod jednym względem była przełomowa – by ułatwić życie fanom raczkującego paintballa, zalegalizowała wiatrówki gładkolufowe.

Przez kolejne lata każda kolejna nowelizacja „ubojki” stanowiła swoiste pole bitwy pomiędzy miłośnikami strzelectwa sportowego a Komendą Główną Policji. Szczególne zasługi należy tu przypisać Fundacji Rozwoju Strzelectwa w RP, której działacze po prostu przekonywali stopniowo posłów do swoich racji, delikatnie ograniczając zakres policyjnej wszechwładzy. I tak od 2004 roku legalne stały się wszystkie wiatrówki o energii pocisku poniżej 17 J, oraz (co było prawdziwym przełomem) w pełni funkcjonalne repliki broni powstałej przed 1850. Od tego czasu każdy pełnoletni Polak może po prostu kupić sobie replikę zabytkowego rewolweru i spokojnie użytkować go na strzelnicy. Ale prawdziwy przełom dopiero miał nadejść.

Dzisiaj

W 2011 roku „ubojkę” znowelizowano po raz kolejny. Tym razem ku przerażeniu policji zmiany okazały się wyjątkowo brzemienne w skutkach. Po prostu zniesiono policyjną uznaniowość. Przed rokiem 2011 nawet mistrzowie olimpijscy w strzelectwie musieli liczyć się z faktem, że zły humor naczelnika WPA zaowocuje wydaniem decyzji odmownej „bo wystarczy im broń klubowa”. Tym razem jednak wprowadzono obligatoryjne „ważne przyczyny posiadania broni” których policja nie może kwestionować. A jeżeli ktoś wykaże taką ważną przyczynę i nie wystąpią kryteria negatywne (kryminalna przeszłość, choroba psychiczna itp.), to pozwolenie na broń mu się zwyczajnie należy.

I tak przeciętny praworządny Kowalski może przystąpić do klubu strzeleckiego zrzeszonego w Polskim Związku Strzelectwa Sportowego, po trzech miesiącach zdać „patent strzelecki” i wykupić licencję zawodnika, by mieć 100% pewności, że pozwolenie na broń zostanie mu wydane. A pozwolenie na broń do celów sportowych zezwala na praktycznie każdy rodzaj broni, poza maszynową i wielkokalibrową (popularny „kałach”, pozbawiony możliwości strzelania ogniem ciągłym, jest jak najbardziej bronią sportową). Są również inne rodzaje pozwoleń, na przykład: do celów łowieckich (należy się, gdy wnioskodawca ma uprawnienia do prowadzenia polowania) czy kolekcjonerskich (należy się, gdy wnioskodawca jest członkiem stowarzyszenia o charakterze kolekcjonerskim). Jeżeli zechcę podarować mojej żonie na urodziny jeden z moich pistoletów, to policja jest zobowiązana wydać jej pozwolenie na broń do celów pamiątkowych. Oczywiście każdy rodzaj pozwolenia uprawnia do zakupu nieco innego wachlarza broni, jednak na tle innych krajów europejskich nie mamy się czego pod tym względem wstydzić.

Dodatkowo dzięki nowelizacji z 2011 r. każdy może kupić bez pozwolenia replikę broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania powstałej przed 1885 roku. Wiatrówki o mocy powyżej 17 J nie podlegają pozwoleniu a jedynie rejestracji, a każdy posiadacz broni ma prawo ją zabrać na strzelnicę by tam miło spędzić czas, na dziurawieniu papierowych tarcz.

By jednak nie było za dobrze, wciąż nie ma jednoznacznej ważnej przyczyny posiadania broni do ochrony osobistej (osób i mienia). Są też problemy z udostępnianiem broni innym. Co prawda myśliwi i sportowcy mogą na określonych w ustawie zasadach udostępniać sobie broń, niemniej jednak, jeśli faktycznie podaruję mojej żonie pistolet, to będzie ona musiała mieć własny sejf na niego, a ja stanę się osoba niepowołaną do tego, by bez jej obecności w ogóle go dotykać. Co więcej, posiadacze pozwoleń do celów kolekcjonerskich i pamiątkowych nie mają prawa nosić broni załadowanej. Na dodatek policja co rusz próbuje przywrócić sobie choć odrobinę dawnej wszechwładzy lub chociaż uprzykrzyć życie posiadaczom legalnej broni, skoro to łatwiejsze niż uprzykrzanie go posiadaczom broni nielegalnej. Nie wahają się przy tym użyć „reguły spinacza”. Przykładowo opracowany w KGP projekt zmian w „ubojce” mający dostosować ją do prawa UE, zaledwie w 8% swej zawartości faktycznie odnosił się do wytycznych UE. Resztę projektu zajmowały propozycję typu „zakaz używania broni do celu innego niż wydano pozwolenie”, czyli de facto zakaz brania udziału w zawodach sportowych z użyciem broni posiadanej do celów łowieckich (choć de facto wycelowane było to w kolekcjonerów, którzy, o zgrozo, chętnie używają swoich zabawek na strzelnicach). Jednakże póki co Fundacji Rozwoju Strzelectwa RP i Ruchowi Obywatelskiemu Miłośników Broni udaje się torpedować większość takich prób.

Jutro

Propozycja wprowadzenia nowej kategorii pozwolenia na broń „do obrony miru domowego”, poniekąd wywindowała ROMB do mediów. Oczywiście jednak koncepcja by samo posiadanie prawa do mieszkania lub domu uprawniało nas do pozwolenia na broń, którą moglibyśmy użyć w obronie domu i rodziny, jest dla wielu osób nie do przyjęcia. Na argumenty ROMB, że wprowadzenie tego typu pozwolenia może znacznie zwiększyć zdolności obronne kraju (więcej ludzi obeznanych z bronią, perspektywa znacznie lepiej rozwiniętej partyzantki w przypadku okupacji), Biuro Bezpieczeństwa Narodowego odpowiedziało jedynie, że to sprzeczne z aktualnie stosowaną filozofią wydawania pozwoleń i powinno być tematem znacznie szerszej dyskusji. Pozostaje zatem taką dyskusję przeprowadzić. Pytanie brzmi: czy dalej łatać starą i pełną sprzeczności „ubojkę”, czy może wprowadzić nową?

Istnieje projekt nowej ustawy autorstwa Fundacji Rozwoju Strzelectwa w RP, który całkowicie stawia na głowie filozofię wydawania pozwoleń na broń. Do unijnego podziału broni na kategorie wprowadza adekwatne kategorie pozwoleń. Najniższą kategorią byłaby „Obywatelska Karta Broni”, upoważniająca głównie do posiadania broni typowo sportowej i strzelb. Później „Pozwolenie Podstawowe” a najwyższą „Pozwolenie Rozszerzone”, pozwalające na noszenie przy sobie m. in. załadowanego Glocka. Uzyskanie ich polegałoby na zgłoszeniu chęci posiadania, pozytywnym przejściu procedury weryfikacji i ewentualnym zdaniu egzaminu.

Dlatego pytanie brzmi: czy przedmiotem szerokiej dyskusji powinny być kolejne próby łagodzenia i łatania pękającej od sprzeczności „ubojki”, czy może postawienie na całkiem nową jakość?

A co Państwo na to? Na wasze opinie oczekuję pod adresem: rafal.kawalec@romb.org.pl.

Przekaż wieści dalej!

Rafał Kawalec

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Więcej artykułów autora

Rafał Kawalec

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".