Dom na fundamentach strachu

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Był koniec lat 20. Wraz ze śmiercią Lenina skończył się NEP, marzenia o liberalizacji i nadzieja na „uczłowieczenie” bolszewizmu. Wystartowała pierwsza sowiecka 5-latka, komsomolcy rwali się do budowy socjalizmu. Wielką budowę rozpoczęto także w Moskwie, prawie na wprost murów Kremla.

Budujemy nowy dom

W tym roku mijają 84 lata od otwarcia kompleksu budynków, którym stale towarzyszy klimat grozy i fantastycznych legend.

Późnym latem 1928 roku przy ówczesnej ulicy Wszystkich Świętych (obecnie ul. Serafimowicza 2) na porośniętym chaszczami nabrzeżu rzeki Moskwy podciągnięto wielki nasyp i rozpoczęto osuszanie terenu, ponieważ zapadła decyzja o budowie w tym miejscu „Domu dla kierownictwa” (Дом правительства), przeznaczonego dla liderów kom-partii i rządu ZSSR. Nikt nie przypuszczał, że wkrótce w języku potocznym funkcjonować będzie bardziej dosadne określenie budynku – DOPR (дом общественно-принудительных работ), czyli sowiecki spec-poprawczak. Nie upłynie 5 lat, jak wielu jego mieszkańców zostanie aresztowanych, objętych represjami, wielu zginie w masowych egzekucjach, a ponura sława Domu jeszcze długo potem będzie synonimem stalinowskich zbrodni.

Wyspa śmierci

Wszyscy moskiewscy przewodnicy prowadzą turystów na wyspę między rzeką Moskwą a Kanałem Obwodowym, gdzie stoi słynny Dom na nabrzeżu (Дом на набережной). Mówią, że miejsce od dawna miało złą reputację.

„Bagno” – tak nazywano w przeszłości ten kawałek ziemi, który wynurzył się z nurtów rzeki na wysokości kremlowskich baszt. Już od XV wieku było cmentarzem i miejscem publicznych kaźni. Tu grzebano w masowych mogiłach ofiary epidemii, powodzi, rozruchów czy nieszczęść spadających na miasto. Jak wspominali uczestnicy budowy, podczas kopania fundamentów pod kino „Udarnik”, który jest częścią kompleksu budynków, wywieziono stamtąd kilkanaście ciężarówek ludzkich kości i czaszek. Za panowania cara Iwana Groźnego (u nas za króla Stefana Batorego miał przydomek „tchórzliwy”) mieszkał tu słynny kat Maluta Skuratow. Nie dziwne, że starzy czekiści bajali, iż widywali złowrogą postać Maluty, co zawsze zapowiadało nieszczęścia.

Tak więc – świadomie, czy nie – na niezliczonych grobach i na polu krwi, w 1931 roku komuniści wznieśli rządowy kompleks mieszkalny.

Kryzys mieszkaniowy w Moskwie

Porewolucyjna Moskwa działała jak magnes na sowieckich partyjniaków i zagranicznych komunistów-pomagierów, po tym, jak 5 marca 1918 roku Lenin podpisał dekret o przeniesieniu stolicy Rosji Sowieckiej z Piotrogrodu do Moskwy. Bolszewicka wierchuszka rozsiadła się w domach byłych bankierów i kapitalistów, zajmowała pokoje w najlepszych moskiewskich hotelach, korzystając bez skrępowania z oficjalnie wyklętych „burżujskich” wygód.

Nie dla wszystkich jednak starczało luksusowych mieszkań czy hotelowych salonów. W ówczesnej Moskwie panował „głód mieszkaniowy” i niższe szczeble cisnęły się w klitkach na peryferiach albo w proletariackich „komunałkach” (znany bard rewolucyjny Demian Biedny mieszkał w łazience byłego właściciela domu).

Być może dlatego w 1926 roku Trocki wpadł na pomysł, aby zbudować specjalny kompleks mieszkalny przeznaczony dla członków rządu, dowódców armii, wyższych urzędników państwowych i wybitnych postaci sowieckiej kultury.

Stalinowski Manhattan

Autorem projektu domu dla kierownictwa partyjnego był architekt Borys Jofan. Studiował we Włoszech i Francji, znał najnowsze technologie i trendy w budownictwie. Wrócił do ZSSR skuszony możliwością realizacji swoich projektów. Uległ przy tym bolszewickiej gigantomanii, tworząc np. wizję wysokiego na przeszło 400 m. Pałacu Rad, ze stumetrową statuą Lenina na szczycie.

Najtrudniejszym etapem budowy była stabilizacja fundamentów. Grząski, błotnisty grunt trzeba było uzbroić, do tego celu użyto przeszło 35 tys. bloków żelazobetonu, które mozolnie wkopywano na kilkumetrową głębokość. Pierwotnie kosztorys przewidywał wydatki na poziomie 14 mln rubli. Sporą część kosztów pochłonęły zakupy za granicą niedostępnych w ZSSR maszyn i urządzeń. Wkrótce okazało się, że wstępne założenia finansowe są nierealistyczne. Ponieważ trzykrotnie przesuwano miejsce budowy i tyleż samo razy zmieniano gruntownie cały projekt, suma niezbędnych nakładów została podwojona i w końcu przekroczyła kwotę 28 mln rubli.

Całością budowy kierował szef policji politycznej OGPU Gienrych Jagoda (większość robotników stanowili więźniowie). Dopiero po latach przyznano, że brakiem kompetencji i przy okazji zwykłym złodziejstwem doprowadził do ogromnych strat finansowych. Pewnie dlatego popadł w niełaskę i rychło potem dokonał żywota w kazamatach Łubianki.

Po trzech latach budowy, naprzeciw kremlowskich baszt stanął szary kompleks rządowego drapacza chmur. Aby zaznaczyć szczególną więź z Kremlem, planowano obłożenie ścian budynków płytami z czerwono-różowego granitu. Zaraz podniósł się jednak szum, więc zrezygnowano z połyskliwej elewacji, tłumacząc to względami ekonomii. Dominującym kolorem pozostał więc szary.

Ale to głupstwo, bo na całej reszcie architekt i budowniczowie nie oszczędzali. Schody wielkich, przeszklonych klatek schodowych wyścielone były dywanami. Na każdym piętrze znajdowały się jedynie dwa mieszkania (zazwyczaj pięciopokojowe, łącznie blisko 200 m2 powierzchni). Kuchenki na gaz, w łazienkach ciepła woda – w tamtych latach w Moskwie rzeczy niesłychane. Telefony, odbiorniki radiowe, gramofony, solidne dębowe meble (z numerami ewidencyjnymi Kremla) – takimi atrybutami luksusu obdarowała robotniczo-chłopska partia stalinowską gwardię.

Nowoczesność w kuchni i łazience

Panie domu czy obsługa nie musiały stać „przy garach” – w jednym z trzech korpusów mieszkalnych znajdowała się specjalna kuchnia i stołówka, wystarczyło pójść z „trojakami” i otrzymywało się bezpłatny gorący obiad dla całej rodziny. Na terenie obiektu znajdowała się także pralnia, specjalny dom towarowy, biblioteka, sala gimnastyczna oraz przedszkole z ogrodem, szkoła, poczta i bank, słowem wszystko, co potrzebne do życia. Cały teren był ogrodzony i strzeżony – po co kłóć oczy zwykłych mieszkańców Moskwy?

Przy okazji pojawiła się też kwestia socjalna. Większość pań domu zatrudniała – rzecz jasna w tajemnicy – gosposie domowe. Ze strachem, bo oficjalnie było to surowo zabronione, „walka z wyzyskiem” była przecież ideą fix komunistów. Ale wybrnęli z ideologicznej zagwozdki tworząc przy tej okazji oficjalnie profesję gosposi, której za pracę płaciło od tej pory państwo. Większość tych kobiet, z racji znajomości trybu życia domowników i szczegółów spraw osobistych, dorabiała sobie jeszcze na drugim etacie – informatorów NKWD.

U wejścia na klatki schodowe dyżurowali stale enkawudziści, którzy wpuszczali do środka delikwenta po wylegitymowaniu i uzyskaniu zgody właściciela mieszkania na wizytę. Wychodząc musiał się także odmeldować. Jeśli gość zostawał na noc musiał wiedzieć, że wzbudzało to automatycznie zainteresowanie odpowiednich czynników. Poza właścicielami, kompletem kluczy do każdego mieszkania dysponowało miejscowe biuro NKWD. Enkawudziści mogli więc pod nieobecność lokatorów prowadzić dyskretnie swoją „robotę”.

Kto dał się zamknąć w złotej klatce ?

W 1931 roku do wszystkich 505 mieszkań wprowadzili się lokatorzy. Spośród nich 140 zajmowało najwyższe stanowiska rządowe, w tym ministrów lub wiceministrów. Zamieszkanie w Domu oznaczało awans do najwyższej kasty wybrańców.

I tak wielki apartament z widokiem na Kreml otrzymał marszałek Michaił Tuchaczewski. Słynny wódz był jednym z inteligentniejszych mieszkańców Domu, z jego mieszkania często dochodziły dźwięki muzyki klasycznej. Przyjaźnił się z Dymitrem Szostakowiczem. W jednym z pokojów urządził salon muzyczny, gdzie muzykował, spędzając w ten sposób wolny czas. Obok niego zamieszkał Gieorgij Żukow, późniejszy marszałek i sowiecki bohater wojenny. Nie przejawiał jednak takich zamiłowań, jak Tuchaczewski.

Lokatorami Domu byli w pierwszym rzędzie członkowie najwyższych władz partyjnych. Między innymi: Nikołaj Bucharin, członek Politbiura, przewodniczący Prezydium Komitetu Wykonawczego Kominternu, Gieorgij Malenkow, jeden z najbliższych współpracowników Stalina, faktycznie premier ZSSR, Aleksander Poskriobyszew, osobisty sekretarz Stalina, Nikita Chruszczow, ówcześnie członek ścisłego kierownictwa KC WKP(b), Salomon Milsztejn, prawa ręka Berii na Ukrainie i organizator „wielkiego głodu”, Bogdan Kobułow, zastępca i jeden z najwierniejszych zauszników Berii, zbrodniarz odpowiedzialny za ludobójstwo w Katyniu, Włas Czubar, przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych Ukraińskiej SSR, Aleksander Kosariew, szef aktywu komsomolskiego, Trofim Łysenko, sowiecki „Darwin” i naukowy dyletant, komunistyczni karierowicze – bracia Anastas i Artiom Mikojanowie, Piotr Woroszyłow, adoptowany syn marszałka ZSSR Klimenta Woroszyłowa, pisarz Aleksander Serafimowicz (jego imieniem nazwano w 1932 roku dotychczasową ulicę Wszystkich Świętych, na której stanął kompleks). Mieszkał tu także w latach dzieciństwa pisarz Jurij Trifonow, który w latach 70. opublikował słynną powieść “Dom nad rzeką Moskwą” (oryg. „Дом на набережной”), stanowiącą najżywsze epickie świadectwo sowieckiego życia w dobie stalinizmu.

Mieszkania mieli tu także „starzy” bolszewicy – Lidia Fotiewa, osobista sekretarka Lenina, bułgarski komunistyczny prowodyr Georgi Dymitrow, Rozalia Ziemlaczka rod. Zalkind, ps. „Bestia”, przyjaciółka Lenina, która brała osobisty udział w masowych egzekucjach na Krymie (zamordowano kilkanaście tysięcy cywilów i oficerów armii gen. Wrangla), Jelena Stasowa, międzynarodowa terrorystka i działaczka rewolucyjna.

Bolszewicka „stara gwardia” miała swoje kaprysy. Zgodnie z jej oczekiwaniem, w kuchniach zainstalowano żeliwne piece węglowe (u nas popularnie zwane „kozami”) oraz specjalne wyciągi, odprowadzające na zewnątrz dym i parę z samowarów. Walczyli oficjalnie ze „starym porządkiem”, a sami nie chcieli rezygnować z drobnomieszczańskich nawyków.

W uznaniu zasług zamieszkali też „gieroje” wojny domowej w Hiszpanii – generał lotnictwa Jakow Smuszkiewicz oraz Michaił Kolcow (właśc. Mojsiej Fridland), korespondent wojenny. U Smuszkiewiczów odbywały się często „wieczorki tańcujące”, ponieważ gospodarz przywiózł z zagranicy radiolę (połączenie radia z gramofonem), zupełną nowość w ZSSR.

Osiedliły się tutaj również dzieci „ojca narodów”- Wasilij Stalin i Swietłana Alliłujewa. Przede wszystkim żeby dobrze żyć, ale również być pod troskliwą ręką taty – czytaj: pod dyskretną pieczą NKWD. W Domu mieszkał również słynny „udarnik” i ikona sowieckiego świata pracy, Aleksiej Stachanow. Wyrzucono go wkrótce w atmosferze grubego skandalu. Bohater nie poradził sobie ze sławą i utonął w alkoholu.

Na Nabierieżnoj często bywał następca Jagody, Nikołaj Jeżow – obaj byli architektami stalinowskiego bezprawia.

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Zaglądali wszechwładny Ławrientij Beria i Andriej Wyszynski, dyspozycyjny prokurator i stylista pokazowych procesów sądowych. Sam Stalin odwiedzał Dom niechętnie i rzadko.

Istniały również tajne i zakonspirowane lokale („kukułki”), w których mieszkali zagraniczni współpracownicy sowieckich służb lub osoby z nimi powiązane, jak np. para książęca z Laosu.

Sowieckie dolce vita

Cudowny Dom („чудо-дом”) stał się synonimem ówczesnego komunistycznego luksusu. Lata 30. były w Związku Sowieckim czasem głodu i biedy (sztucznie wywołany głód na Ukrainie jest osobnym przypadkiem). A w Moskwie po prostu brakowało wszystkiego.

Ale lokatorki Domu nawet w tym czasie paradowały w futrach i nosiły cenną biżuterię. Panowie także błyszczeli w restauracjach i dancingach, śmigali po Moskwie zachodnimi autami (rządowe Packardy). W mieszkaniach znajdowały się drogie antyki i zbiory dzieł sztuki (domyślmy się, skąd). Wieczorami, gdy szara mgła wisiała nad rzeką, zapalano kryształowe żyrandole, z okien dobiegały śmiech i dźwięki muzyki – tu na głośnych imprezach gromadziła się moskiewska „złota młodzież”. Idylla skończyła się w drugiej połowie lat 30-tych. Stalin coraz bardziej popadał w paranoję i patologiczną podejrzliwość.

Ruszyło miażdżące koło wielkiego terroru, zaczęły się aresztowania i represje. Sąsiedzi aresztowanych omijali w panice dotychczasowych przyjaciół i znajomych. Zamilkła muzyka, ludzie mówili ze sobą szeptem, bali się telefonów, nie wychodzili z mieszkań. Niektórzy spali w ubraniach, a gdy nocą waliło do drzwi NKWD, czekali już spakowani i gotowi do drogi, najczęściej ostatniej.

Wielcy ludzie – wielki strach

W roku 1938 na pięćset mieszkań kompleksu, więcej niż 280 było opieczętowanych i zamkniętych. W tym czasie lokatorzy znajdowali się w kazamatach Łubianki. Rozstrzelano już najpopularniejszego spośród 5 sowieckich marszałków, Tuchaczewskiego. Taki sam los spotka niedługo jego żonę. Aresztowało także jego matkę, dwóch braci, cztery siostry, szwagierki oraz szwagrów. Zrozumiałe, że i Swietłanę, córkę Tuchaczewskich wydalono z Moskwy z wyrokiem. Kiedy po wojnie wróciła do stolicy, oskarżano ją o członkostwo w wyimaginowanej organizacji „Zemsta za ojca”, którą rzekomo stworzyły dzieci ofiar terroru. Dzieci, o ile nie miały krewnych (któż pojmie lęk rodzin przed przyjęciem pod swój dach dziecka wroga ludu? Pisał o tym Sołżenicyn w „Archipelagu Gułag”), trafiały do specjalnych ośrodków wychowawczych, w których panował więzienny reżim. Już jako osoby dorosłe, wspominały nocną jazdę w upiornych czarnych autobusach z zamalowanymi szybami („czarne wrony”).

Nikołaj Bucharin rozstał się ze stalinowskim wieżowcem, ponieważ z dnia na dzień okazał się być wrogiem ludu. Okrutnie torturowany i poniżany w czasie śledztwa, nie mógł pojąć dlaczego nagle i bez powodu utracił swoją pozycję. Wiedział, że jest niewinny, zarzuty udziału w spisku i szpiegostwa były kompletną bzdurą. Oprawcy także doskonale o tym wiedzieli, ale posłusznie wykonywali polecenia z góry. Bucharin miał prawo nie pamiętać, że lata temu, w trakcie któregoś z ciągnących się godzinami posiedzeń ścisłego grona bolszewików, nudząc się narysował karykatury uczestników. Wszyscy ze śmiechem podziwiali rysunki i talent autora, jeden tylko Stalin zachował chmurne milczenie. Teraz Bucharin i jeszcze wielu innych, mogło się osobiście przekonać, jaką pamięcią dysponuje wódz. Był uosobieniem okrucieństwa i mściwości, która nie puszcza płazem zadawnionych urazów.

Wystarczyło być na liście lokatorów

Tragedie przeżywali dorośli mieszkańcy Domu, mieli je także ludzie młodzi. Osiem lat łagru wlepiono pięknej aktorce Jewgienii Szirszowej, żonie narkoma (ministra) floty handlowej, ponieważ „nieroztropnie” nie reagowała na zaloty gen. Abakumowa, jednego z „chłopców z ferajny” Berii. Zesłana do łagru koło Magadanu, popełniła samobójstwo.

Wołodia Szachrin, syn ludowego komisarza przemysłu lotniczego, zastrzelił ze służbowego pistoletu ojca Ninę Umanską, córkę chargé d’affaires ZSSR w Waszyngtonie. Dziewczyna rozstała się z nim z powodu wyjazdu z rodzicami na placówkę do Meksyku. Egzaltowany siedemnastolatek po zabójstwie ukochanej także sobie wypalił w skroń.

Nad rodzicam Niny ciążyło fatum. Zginęli w 1945 roku w katastrofie lotniczej, lecąc do Kostaryki. Ponoć Konstantin Umanskij był zamieszany w sprawę zabójstwa Trockiego, a niewygodni świadkowie mają z reguły krótkie życiorysy. Stalin przy tym nie darzył zaufaniem Żydów (casus Litwinowa, którego pozbył się na korzyść Mołotowa). Śmierć Umanskiego otworzyła w tym przypadku drzwi do kariery wschodzącej gwieździe sowieckiej dyplomacji, Andriejowi Gromyce.

Wg ogólnych szacunków, mówi się o 800 mieszkańcach Domu, którzy padli ofiarą stalinowskiego terroru. Nie są to pełne dane, nadal trudno jest ustalić losy poszczególnych osób. Gdyby więc przyjąć, że na jedną represjonowaną osobę przypadałyby jeszcze 3-4 z najbliższej rodziny, ilość ofiar powiększy się kilkukrotnie.

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Nowe rozdanie

Po śmierci Stalina kompleks rządowy stracił na znaczeniu. Dziś o czasach świetności przypominają tylko ogromne apartamenty, szerokie fasady i bramy wjazdowe, podwórka i nazwiska sławnych byłych mieszkańców, wyryte na tablicach pamiątkowych na ścianach Domu. A przedsiębiorczy biznesmeni uruchomili  w dawnej niedostępnej dla zwykłego śmiertelnika stołówce restaurację, kusząc klientów menu podobnym do tego, które miała do dyspozycji stalinowska nomenklatura.

Dziś, razem z niewielu jeszcze żyjącymi potomkami pierwszych lokatorów Domu, zamieszkali „nowi Rosjanie” oraz bogaci cudzoziemcy. Pierwsi cenią sobie powierzchnię i wartość rynkową mieszkań, lokalizację, widoki na Kreml i odbudowaną cerkiew Chrystusa Zbawiciela. Drudzy kupili apartamenty także ze względu na ich wartość historyczną. Nowobogaccy Rosjanie adaptują wnętrza do własnych potrzeb i fantazji. Burzą ściany działowe, żeby zrobić np. ogród zimowy albo basen. W trakcie remontów w ścianach znajdowano liczne instalacje lub urządzenia służące do podsłuchu i inwigilacji. Nie było mieszkania, w którym nie znajdywano by takich „wynalazków”.

Jeden z nowych właścicieli na balkonie-tarasie (pow. 50 m2) urządza zimą lodowisko i zaprasza znajomych na łyżwy. Inny lokator, wydał majątek na wyposażenie mieszkania w meble noszące kremlowskie numery inwentarzowe. Brakujące elementy zamawiał u rzemieślników i odtworzył wnętrze mieszkania w duchu wczesnych lat 30-tych. Kilka lat temu na dachu wyższej części kompleksu znalazła się wielka, widoczna z daleka reklama jednego z zachodnich koncernów motoryzacyjnych. Po objęciu steru rządów przez Putina, reklamę zdjęto. Zapewne chodziło o przywrócenie odpowiedniej rangi symbolowi mocarstwowej potęgi stalinowskiej Rosji.

Obecnie na terenie Domu działa muzeum, którego dyrektorką jest wdowa po pisarzu Juriju Trifonowie. Olga Trifonowa gromadzi materiały archiwalne, zdjęcia, zdobywa relacje i ustne przekazy, ponieważ dawnych mieszkańców stale ubywa. Muzeum prowadzi działalność edytorską i organizuje popularne zajęcia historyczne dla młodzieży.

Nie słabnie też zainteresowanie Domem ze strony rozmaitych błędnych rycerzy i poszukiwaczy przygód. Uporczywie starają się znaleźć podziemny chodnik łączący piwnice Domu z Kremlem. Legenda jest trwalsza od spiżu, mimo że dotychczas nikt jeszcze nie natrafił na przekonujące dowody jego istnienia. Nowi mieszkańcy podchodzą do tych fantazji i bajek z obojętnością. Jednak kiedy w maju 1984 roku służby bezpieczeństwa przygotowywały wizytę północnokoreańskiego lidera w Kremlu, Koreańczycy w głębokiej trosce o swojego ukochanego przywódcę pytali, czy nadal funkcjonuje przejście podziemne, prowadzące z Kremla do domu na drugim brzegu rzeki Moskwy, zbudowanego w czasach Stalina.

Mówi się, że gdy ktoś tu na stałe zamieszka, zaprasza dyskretnie do mieszkania osobę duchowną. Tak na wszelki wypadek, żeby cienie z przeszłości, tej dawnej i tej nowszej, nie przeszkadzały w życiu.

źródła: Simon S. Montefiore – „Stalin, dwór czerwonego cara”, wyd. Magnum, Warszawa 2004, Tatjana I. Szmidt „Dom na nabierieżnoj. Ljudi i sud’by”, wyd. Wozwraszczenije, Моskwa 2009, gazeta.aif.ru, www.bards.ru, www.bfrz.ru, museumdom.narod.ru, niezlomni.com

Przekaż wieści dalej!

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Więcej artykułów autora

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.