Katyń wciąż odkrywany

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Badania historyków nad zbrodnią katyńską mają już za sobą kilkadziesiąt lat. Sama „sprawa Katynia” doczekała się niebagatelnej historiografii. A jednak, wciąż istnieją wątki, które czekają na pełne wyjaśnienie.

Nowe ustalenia, nowe wątki

O ile dobrze znany jest mechanizm samej zbrodni i udział osób odpowiedzialnych (dzięki rozpadowi ZSSR i zmianom politycznym możliwy było dostęp do sowieckich tajnych archiwów), o tyle w ciągu ostatnich lat odpowiednio zostały zaakcentowane i naświetlone wątki milczenia i zaprzaństwa Zachodu.

Znaczącą pozycją jest praca niemieckiego historyka, dra Franza Kadella. Szczegółowo na ten temat pisała także polska autorka z emigracji, Eugenia Meresch. Książka pokazuje reakcję kół rządowych Wielkiej Brytanii oraz innych państw alianckich na informację o odkryciu masowych grobów polskich oficerów. Autorka, analizując zachowawcze postępowanie Zachodu, ujawnia cały arsenał środków, zastosowany jedynie po to, by uniknąć dochodzenia prawdy o zbrodni katyńskiej. Opisuje również plany osądzenia zbrodni na procesie norymberskim, które dzięki kategorycznemu sprzeciwowi Stalina i zakulisowym działaniom jego tajnych służb oraz agentów wpływu, nie doszły do skutku.

Mamy natomiast ciągle niewystarczającą wiedzę dotyczącą stosunku „Polski lubelskiej” i później PRL do „sprawy katyńskiej”. Mocnym akcentem była praca prof. Mirosława Golona, która jednak nie wyczerpuje tematu.

Dynamika i zakres kolejnych badań daje gwarancję, że wkrótce nowe dokumenty tego interesującego wątku ujrzą światło dzienne. Niedawno opublikowane zostały wyniki m.in. kwerendy w aktach Ministerstwa Sprawiedliwości przechowywanych w Archiwum Akt Nowych. Autorem jest dr Paweł Libera, pracownik naukowy AAN w Warszawie.

Moderatorzy kłamstwa w akcji

Z odnalezionych dokumentów wynika, że w latach 1947-51 Ministerstwo Sprawiedliwości PRL oraz prokuratorzy Najwyższego Trybunału Narodowego byli żywotnie zainteresowani, aby temat Katynia – inspiracja pochodziła oczywiście z zagranicy – został na trwałe przypisany zbrodniarzom hitlerowskim. W tym celu – wykorzystując międzynarodową konferencję prawników karnistów we włoskim San Remo w 1947 roku – wydelegowany prokurator ówczesnego Trybunału Narodowego spotkał się z jednym z uczestników ekshumacji  katyńskich,  ekspertem medycyny sądowej Uniwersytetu w Genewie, prof. Francois Naville’em.

Szwajcarski naukowiec czuł się speszony informacją o swojej „popularności” w rządzonej przez komunistów Polsce. Tym bardziej, że rok wcześniej stał się ofiarą wściekłej nagonki ze strony rodzimych komunistów. Ich boss, niejaki Jean Vincent twierdził, że zbrodnia katyńska została dokonana przez Niemców i zażądał od władz kantonu genewskiego wyjaśnienia roli, jaką prof. Naville odegrał w Międzynarodowej Komisji w Katyniu. Zażądał także jego dymisji. Sprawa była bardzo nieprzyjemna, ponieważ ważna postać szwajcarskiego świata naukowego została wplątana w zakulisowe i agenturalne intrygi. Zaraz odezwały się oczywiście „nożyce” w postaci poselstwa sowieckiego w Bernie. W końcu jednak władze szwajcarskie wyszły „z twarzą”, dementując rzekomą współpracę prof. Naville’a z hitlerowcami.

Natomiast nasi „specjaliści” byli nieustępliwi i głowili się nad sposobami, które mogłyby wpłynąć na zmianę stanowiska prof. Naville’a. Z pewnością gotowi byli posunąć się daleko, ponieważ planowali zbieranie szczegółowych informacji o naukowcu. Mocno interesowała ich podatność na „pobudki materialne”, ponieważ w prywatnej szczerej rozmowie profesor skarżył się na niskie apanaże. To wszystko zostało wychwycone i poddane analizie w pierwszym z odnalezionych dokumentów.

Nie znaleziono innych źródeł świadczących, że miała miejsce próba przekupstwa szwajcarskiego profesora. Jednak miały miejsce prowokacje wobec innych świadków ekshumacji. Inspiratorami byli pracownicy ambasady PRL w Rzymie. Pisze o tym obszernie dr Franz Kadell.

Sumienie naukowca, sumienie ministra

foto: „2007.10.16. Zdzislaw Peszkowski's funeral by Kubik 02” autorstwa Mariusz Kubik, http://www.mariuszkubik.pl - praca własna, licencja CC BY 3.0 via Wikimedia Commons
foto: „2007.10.16. Zdzislaw Peszkowski’s funeral by Kubik 02” autorstwa Mariusz Kubik, http://www.mariuszkubik.pl – praca własna, licencja CC BY 3.0 via Wikimedia Commons

Szwajcarski uczony zachował się godnie i wbrew zaleceniom swych władz, które wyraźnie obawiały się gniewnej reakcji ZSSR, w 1952 roku złożył szczegółowe wyjaśnienia przed Komisją Kongresu USA i podtrzymał dotychczasowe ustalenia.

Wcześniej, 18 września 1951 roku została powołana przez Izbę Reprezentantów USA specjalna Komisja, mająca na celu ustalenie wszystkich okoliczności i przebieg zdarzeń związanych ze zbrodnią katyńską. Pierwsze przesłuchania przed Komisją odbyły się już na początku października 1951 roku. Reakcja władz PRL była natychmiastowa. Sporządzona została obszerna notatka stanowiąca również instruktaż w sprawie. Autorem był Henryk Świątkowski, ówczesny minister sprawiedliwości, który zaproponował skupienie uwagi na niemieckiej książce o Katyniu („Amtliches Material zum Massenmord von Katyn”, Berlin 1943) i obalenie prezentowanych w niej tez, które postawili pracujący w Katyniu eksperci i przedstawiciele świata naukowego. Zamierzał posłużyć się opiniami lekarzy, którzy odwołali swe zeznania (np. Czech prof. František Hajek), lub  byli krytyczni wobec ustaleń międzynarodowej komisji z 1943 roku (prof. medycyny sądowej Jan Olbrycht, znany przed wojną z ekspertyz w tzw. sprawie Gorgonowej).

Prof. Olbrycht otwarcie nie negował ustaleń dotyczących sprawstwa ludobójstwa, niemniej jednak ogłosił w 1953 roku zdanie odrębne w odniesieniu do zasad.

Piętno strachu

Wyjaśniając sprawę, należy odnieść się do okupacyjnych przeżyć profesora. W wyniku słynnej hitlerowskiej akcji likwidacji polskiej inteligencji w Krakowie (Sonderaktion Krakau) Olbrycht został aresztowany i osadzony w Oświęcimiu. Po jakimś czasie został zwolniony. Jako wybitnemu specjaliście, powierzono Zakład Medycyny Sądowej oraz stanowisko biegłego sądowego. Wkrótce jednak został odsunięty, gdy przybył z Rzeszy dr Werner Beck.

Beck był fanatycznym nazistą i funkcjonariuszem gestapo. Dał się poznać jako alkoholik i psychopata, który ochoczo uczestniczył w pseudomedycznych eksperymentach. Prof. Olbrycht pracując w Katyniu, musiał znosić obecność hitlerowskiego szubrawca. Wkrótce potem, prawdopodobnie na skutek donosu samego Becka, gestapo ponownie aresztowało profesora i wtrąciło do obozów w Oświęcimiu, a potem w Mauthausen. Szczęśliwie przeżył wojnę i dał później świadectwo ogromnej troski i ludzkich odruchów, których doznawał od innych współwięźniów. Doznania wojenne i komunistyczny terror po wojnie musiały jednak pozostawić trwały ślad na psychice tego wybitnego naukowca.

Nieco odmiennie wygląda przypadek prof. Hajka, który publicznie wyrzekł się swoich poglądów i podjął współpracę z reżimem.

Instrukcja zwana notatką

Wspomniana notatka wpłynęła na biurko tow. Jakuba Bermana, członka Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. Bezpieczeństwa Publicznego. Najpewniej Berman – po konsultacji z towarzyszami radzieckimi – samodzielnie podjął ostateczną decyzję w sprawie.

Kolejnym, późniejszym dokumentem jest notatka sporządzona w ramach narady roboczej w szerszym gronie decydentów. Dyskusja toczyła się miedzy ministrem sprawiedliwości, ministrem spraw zagranicznych i ich najbliższymi współpracownikami. Dokument określał konkretne kierunki działania i precyzował sposoby realizacji wcześniej rozwiniętych tez.

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

W ogólnym zarysie chodziło o kompromitację ustaleń niemieckich z 1943 roku oraz próbę pozyskania naukowców, biorących udział w ekshumacjach katyńskich, dla swoich celów. Wszystkie „chwyty” były dozwolone: od zastraszenia (naukowcy, którzy znaleźli się po 1945 roku w sowieckiej strefie wpływów, byli „pod ręką”), poprzez presję psychiczną (napaści i agresja propagandowa), aż do ewentualności szantażu lub przekupstwa (np. prof.  Naville). Poza tym istniała bardzo aktywna i hałaśliwa „agentura wpływu” (m. in. Denis Nowell Pritt, członek brytyjskiej Labour Party – wyrzucony w 1940 roku za popieranie sowieckiej agresji na Finlandię – obrońca komunistów w głośnych procesach politycznych, wymieniany z błędem w pisowni nazwiska w jednym z dokumentów) i rozmaici „pożyteczni idioci” (w notatkach mówi się o „postępowych medykach” z Zachodu i Skandynawii). Cel nadrzędny: urobienie i przekonanie opinii publicznej na Zachodzie i w USA, że zbrodni dokonali Niemcy, a oskarżenia w kierunku Związku Sowieckiego są prowokacją i imperialistycznym spiskiem.

Jednym z oryginalnych trików sowieckiej propagandy była sprawa Chatynia. Wioska Chatyń w obwodzie mińskim na Białorusi została spacyfikowana w 1943 roku przez oddziały SS w odwecie za pomoc udzielaną przez ludność komunistycznej partyzantce. Oficjalnie podawane są dane ok. 150 osób, które zginęły z rąk esesmanów. Takich miejsc naznaczonych piętnem hitlerowskich zbrodni wojennych było na obszarach ogarniętych wojną bez liku. Jednak celowo tuż po wojnie miejscowość stała się „pokazowym” miejscem martyrologii i nagłaśnianych przez sowiecką propagandę uroczystości. Dla przeciętnego i na ogół słabo wyedukowanego zachodniego turysty – takich tu najchętniej zwożono – różnica między słowem „Katyń” a „Chatyń” była praktycznie niemożliwa do wychwycenia. Wyjeżdżali więc z mocnym przekonaniem, że zbrodni dokonali Niemcy, skoro naocznie miejsce widzieli i basta. A że nie chodziło w tym przypadku o Polaków – czy miało to jakieś znaczenie?

Księga pogardy dla prawdy

W lutym 1952 roku w „Trybunie Ludu” ukazało się oświadczenie rządu PRL, dotyczące działalności Komisji Kongresu USA w sprawie zbrodni katyńskiej. Hasło do propagandowego szturmu – niczym wystrzał z „Aurory” – padło. Materialne potwierdzenie realizacji pomysłów zawartych w dokumentach znaleźć można na kartach książki „Prawda o Katyniu”, którą na przełomie lat 1951-52 napisał czołowy propagandzista i funkcjonariusz „Trybuny” Bolesław Wójcicki.

Analiza książki potwierdza, iż powstała z wykorzystaniem scenariusza zawartego w odnalezionych dokumentach. Wójcicki, tak jak mu zasugerowano, sięgnął do protokołów procesu norymberskiego i dzienników Goebbelsa oraz Franka. Książka jednak w niewielkim stopniu dotyczyła samego Katynia i ludobójstwa na polskich oficerach. Krytycznie odnosiła się do „propagandy niemieckiej”, „zbrodni amerykańskich” w Azji i reakcji polskiej emigracji po nagłośnieniu przez Komisję Kongresu USA sprawy katyńskiej.

Jako jeden z pierwszych zrecenzował ją Józef Mackiewicz, który w maju 1943 roku po odkryciu przez Niemców katyńskich dołów śmierci, na zaproszenie niemieckie i za zgodą polskich władz podziemnych, udał się tam w charakterze obserwatora. „Dzieło” Wójcickiego ocenił bardzo dosadnie. „Straszna, oczywiście, bzdura” – pisał do Mieczysława Grydzewskiego, redaktora londyńskich „Wiadomości”. „Wprawdzie książka o fizyczny mord w Katyniu oskarża Niemców,  ale zdaje się z niej wynikać, że duchowymi inspiratorami tego mordu byli w rzeczywistości Amerykanie” – sarkastycznie podsumował całą rzecz Mackiewicz.

Pamięć Katynia

Mój osobisty rys sprawy Katynia odniosę do okresu późniejszego. Miałem 14 lat, chodziłem do jednej z warszawskich podstawówek. Któregoś dnia na lekcję wychowania obywatelskiego przyszedł kierownik szkoły. Wychowawczyni wyszła z klasy, pewnie wiedziała, w czym rzecz. Pan ze swadą rozpoczął pogadankę. Był to czas głębokiej gomułkowskiej komuny, nic dziwnego, że prelekcja dotyczyła w głównej mierze Związku Radzieckiego. Nazwę państwa wymieniał we wszystkich możliwych przypadkach, z wołaczem włącznie. Mnie jakoś specjalnie nie przekonywały osiągnięcia światowej ojczyzny proletariatu ani na ziemi, ani w kosmosie. Tym bardziej, że pogardzani oficjalnie „imperialiści” jakoś wylądowali niedawno na Księżycu.

foto: Daniel Doman, licencja CC BY-NC-ND 2.0 via Flickr.com
foto: Daniel Doman, licencja CC BY-NC-ND 2.0 via Flickr.com

Wtedy usłyszałem po raz pierwszy o Katyniu. Kolega, klasowy „herszt” i rozrabiaka, w pewnym momencie przerwał monolog i spytał, co to jest Katyń. Klasa zastygła w milczeniu. Pan zrobił minę, jakby naraz rozbolały go wszystkie zęby. Po dłuższej chwili zaczął niepewnie – jak to Niemcy w okrutny sposób zamordowali bezbronnych polskich jeńców. Było też o niemieckich próbach zrzucenia winy na Sowietów i o nikczemnej intrydze Goebbelsa, oczerniającej kraj rad („Rok 1984” Orwella czytałem znacznie później). Niemcy zabili polskich oficerów – i tyle. Prelekcja dobiegła końca, innych pytań już nie było. Pan kierownik jak się pojawił, równie szybko zniknął. Zdążył jednak rzucić w stronę chłopaka, by jutro był u niego w gabinecie z ojcem.

Nauczyciel znał prawdę, był w końcu historykiem. Poza tym jako dziecko przeżył niemiecką okupację i pewnie doświadczył też słodyczy „wyzwolenia”.

Myślę, że większość klasy też na swój sposób znała prawdę. I nie było sensu się spierać: my chcieliśmy skończyć szkołę, bez uświadamiających lekcji wychowania „obywatelskiego” i denerwowania rodziców, a pan kierownik, pnąc się po szczeblach partyjnej drabiny, marzył, by zajść wysoko. Jak mawiał Stefan Kisielewski, trzeba było jakoś przeczekać dyktaturę ciemniaków.

Mimo upływu lat, pozostało mi w pamięci poczucie wstydu za tego człowieka, który musiał (?) przed nami wygłaszać sowieckie brednie. A może jemu nie było głupio? Może posługując się kłamstwem, ratował nie tylko swój stołek, ale także jeden z mitów założycielskich PRL-u? Mimo ogromu wysiłku machiny załgania, mimo perfidii i bezczelnej hipokryzji, prawda o Katyniu ujawniła się w całej swojej zbrodniczej potworności. Jak czuł się wtedy pan prelegent i wszyscy, którzy żyli tym kłamstwem przez całe dekady PRL?

Los sprawił, że czasem widzę tego człowieka na niedzielnej Mszy Św. Postarzał się, posiwiał, ale nadal trzyma się prosto. Pewnie przeżył boleśnie upadek ideałów, w które niegdyś mocno wierzył. Mijamy się z daleka, pewnie mnie nie pamięta. Nie chcę wdawać się w rozmowę, czy – Boże broń – występować w roli sędziego. Sam też wiem, że w latach jego młodości słowa prawdy mogły słono kosztować: wyrwane paznokcie, odbite nerki, kula w tył głowy i nieoznakowany grób. Ale byli tacy, którzy się nie zlękli.

Historia nie zna litości. Mówi się przecież o śmietniku historii. Książki, z których prelegent czerpał wiedzę, dawno trafiły na makulaturę. Nazwiska autorów i funkcjonariuszy kłamstwa są dziś z zażenowaniem pomijane.

I tylko prawda – jak zawsze – jest najciekawsza.

Źródła: Eugenia Meresch – „Katyn 1940. The Documentary Evidence of the West’s Betrayal” wyd. Spellmount, 2010 (wyd. polskie „Katyń 1940″, wyd. Świat Książki, 2014),

Franz Kadell – „Kłamstwo katyńskie : historia pewnej manipulacji: fakty, dokumenty, świadkowie”, Wyd. Dolnośląskie Wrocław-Poznań 2008,

Mirosław Golon – „Zbrodnia katyńska w propagandzie PRL (1944–1989). 45 lat fałszowania historii”, [w:] „Charków-Katyń-Twer. W sześćdziesiątą rocznicę zbrodni”, Toruń 2001,

Paweł Libera – „Polska Ludowa wobec sprawy Katynia: nieznane dokumenty Ministerstwa Sprawiedliwości (1947-1951)”, [w:] „Komunizm: system – ludzie – dokumentacja”. Rocznik naukowy AAN 2012, nr 1

Przekaż wieści dalej!

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Więcej artykułów autora

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Kontrrewolucja.net