„Barbarossa” – rocznica z 1941 roku

foto: Wikimedia Commons
foto: Wikimedia Commons

Upływająca niedawno rocznica napaści Hitlera na ZSSR jest we współczesnej Rosji „wypychana” poza budowany przez Putina mit mocarstwowej Rosji. Historyczne fakty pokazują jednak, na czym polega wielkość i zarazem zawstydzająca słabość Rosji.

Krwawy „Barbarossa”

Tuż przed świtem 22 czerwca 1941 roku wojska niemieckie, na całej granicy rozciągniętej od złotych plaż Bałtyku aż po porty Morza Czarnego, runęły na Związek Sowiecki siłami przeszło czterech milionów żołnierzy. Rozpoczęły się największe i najkrwawsze militarne zmagania w historii świata. Na przeciw siebie stanęły dwa pokrewne sobie ideologicznie demony – hitlerowski i bolszewisko-stalinowski. Zwyciężcą okazał się ten, który z początku ponosił sromotne klęski.

Jeszcze niedawno państwowe Sowinformbiuro (ros. Советское информационное бюро – Radzieckie Biuro Informacyjne) cieszyło się ze zdobyczy Hitlera, który w 1940 roku błyskawicznie zajął Danię, Norwegię, miażdżąc także mimochodem kraje Beneluxu. Wkrótce położył pod swoim butem upokorzoną i skompromitowaną Francję. Zachwytom sowieckim nie było też końca w trakcie niemieckiej inwazji na Bałkany i zajęcia Grecji. Apogeum tej radości przypadało na przygotowania do desantu na Wyspy Brytyjskie. I cały czas, aż do czerwcowego świtu, ciągnęły do Niemiec sowieckie transporty z ropą naftową, zbożem i produktami spożywczymi.

Gorzką i chwilową radość przeżyli w tym czasie Polacy żyjący na Kresach. Wierzyli, że wkroczenie Niemców zmieni ich sytuację, wielu trzymało się nadziei i oczekiwanej poprawy losów. Wycofujące się w niebywałej panice oddziały sowieckie pozostawiały po sobie porzucone uzbrojenie i sprzęt. Ogromne i przygnębiające wrażenie na Polakach oraz na wkraczających oddziałach niemieckich wywarły ślady okrucieństw i zbrodni popełnionych przez uciekające oddziały NKWD. W więzieniu na Zamarstynowie i Brygidkach we Lwowie oraz w Łucku znaleziono tysiące zmasakrowanych ciał Polaków, którzy zostali zamordowani przez sowieckich zbrodniarzy tuż przed wkroczeniem Niemców.

foto: Bundesarchiv, B 145 Bild-F016205-06 / CC-BY-SA, licencja CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons
foto: Bundesarchiv, B 145 Bild-F016205-06, licencja CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons

Niemcy i ich sojusznicy

Ramię przy ramieniu z wojskami hitlerowskimi w ataku na ZSSR towarzyszyli także żołnierze włoscy (ok. 250 tys.), Rumuni (300 tys.), Słowacy i Hiszpanie (m.in. Błękitna Dywizja). Po stronie Hitlera znaleźli się również czasowo Finowie i Węgrzy. W trakcie rozpędzania się machiny wojennej na Wschodzie, pośpieszyli także z „pomocą” wolontariusze z Francji, Legion Waloński, Chorwaci i Bułgarzy, owładnięci niemiecką propagandą walki z komunizmem. Po stronie Niemców walczyło również w różnych formacjach ponad pół miliona Rosjan (rekrutowanych spośród jeńców), Ukraińców (SS-Galizien), Łotyszy, Litwinów (Sauguma, formacje strażników obozów zagłady i policja) oraz mieszkańców Kaukazu czy azjatyckich republik ZSSR.

Rekordowym postępom terytorialnym, błyskawicznym ciosom zadawanym jednostkom sowieckim przez pancerne zagony gen. Heinza Guderiana i gen. Hermanna Hotha towarzyszyło także poczucie przerażenia. W 1941 roku do niemieckiej niewoli trafiło od 3,2 do 3,8 miliona jeńców. Spośród nich, do końca 1941 zmarło lub zostało zamordowanych 1,4 – 2 milionów Rosjan.

„Humanitarni” zwycięzcy

Wg opinii niektórych historyków, Niemcy nie wyobrażali sobie, że w ich rękach znajdzie się tak monstrualna ilość jeńców. Tym sposobem tłumaczyli brak niezbędnych środków do tego, aby zapewnić pomoc medyczną i humanitarną. Padały również głosy, iż nieludzkie traktowanie jeńców sowieckich było odwetem za brutalny stosunek sowietów do żołnierzy Wehrmachtu branych do niewoli w pierwszych miesiącach kampanii (i faktycznie zazwyczaj okrutnie mordowanych).

Niemcy byli także świadkami masakr więziennych dokonywane przez wycofujące się na wschód formacje NKWD.

foto: Bundesarchiv, B 145 Bild-F016198-0032 / CC-BY-SA, licencja CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons
foto: Bundesarchiv, B 145 Bild-F016198-0032, licencja CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons

Tragedia jeńców sowieckich była jednak kumulacją poglądów kierownictwa politycznego III Rzeszy na wojnę prowadzoną przeciw ZSSR. Wskazują na to rozkazy dowództwa Wehrmachtu wydane na kilka miesięcy przed rozpoczęciem operacji „Barbarossa”.

Okrucieństwa Niemców w stosunku do wziętych do niewoli jeńców sowieckich nie da się uzasadnić jedynie kłopotami organizacyjnymi czy aprowizacyjnymi. Hitlerowcy celowo i systematycznie prowadzili eksterminację całych grup jeńców (Żydzi, politrucy – tzw. Kommissarbefehl). Ponadto ściśle był przestrzegany zakaz udzielania pomocy jeńcom przez ludność cywilną, strażników obozów jenieckich zachęcano wręcz do zachowań sadystycznych. W konkluzjach Procesu norymberskiego znalazło się stwierdzenie: „traktowanie radzieckich jeńców wojennych charakteryzowało się szczególną nieludzkością. Śmierć tak wielkiej liczby nie była jedynie skutkiem akcji poszczególnych strażników lub krytycznych warunków życia w obozach. To był rezultat systematycznych planów zmierzających do mordu”.

Nieludzkie traktowanie jeńców było z całą pewnością ogromną zbrodnią wojenną, ale także ogromnym błędem polityczno-militarnym. W pierwszych tygodniach walk Niemcy zostali przekonani, że przeciętny żołnierz, szeregowiec, obywatel ZSSR, niechętnie stawał do walki w imię obrony „ojczyzny światowego proletariatu”. Wyrażał często aż nazbyt dobitnie swoją nienawiść do reżimu stalinowskiego. Czerwonoarmiści masowo poddawali się nawet niewielkim oddziałom Wehrmachtu, dezerterowali i przechodzili z bronią w ręku na niemiecką stronę.

Jednak okrucieństwa Wehrmachtu wkrótce stały się powodem do zmiany korzystnych dla Niemców tendencji. Wykorzystywała to od razu stalinowska propaganda. Sowiecki opór tężał i rosło morale Armii Czerwonej (swoją drogą – Stalin wydał słynny rozkaz „ni szaga nazad, za nami Moskwa”. Na cofające się oddziały czekały wojska zaporowe NKWD). Ponadto hitlerowcy masowo mordując jeńców, pozbawiali się ogromnej masy sił roboczych, których potrzebowała słabnąca z każdym rokiem wojny niemiecka gospodarka.

O krok od zwycięstwa

Stalin, mimo ostrzeżeń, ignorował sygnały o zamiarze uderzenia ze strony „sojusznika”. I sam szykował się do ataku. Widząc łatwość, z jaką Hitler rozprawiał się z kolejnymi przeciwnikami wiedział, że w którymś momencie impet osłabnie. Wtedy nadejdzie właściwy czas, aby zarzewie światowej rewolucji zanieść aż ku wybrzeżom Atlantyku.

Natomiast Hitler stawiał na wojnę błyskawiczną. Niemieckie zwycięstwa z lata 1941 okazały się dla Związku Sowieckiego druzgocące. Nie były jednak śmiertelne.

Nie docenił Hitler ogromnego potencjału, drzemiącego w tłamszonym przez krwawą dyktaturę społeczeństwie. Armia sowiecka liczyła w czerwcu 1941 ponad 5,3 mln żołnierzy,  z czego znakomita większość stacjonowała w zachodnich okręgach wojskowych – na naszych Kresach, zajętych we wrześniu 1939. Jednak armia, po wielkich czystkach końcówki lat 30., pozbawiona została najzdolniejszych dowódców, oficerów liniowych i sztabowych. Borykała się również brakiem nowoczesnych systemów łączności.

Jako że była armią uderzeniową, ofensywną, trzonem jej były jednostki pancerne i wojska zmechanizowane. ZSSR dysponował łącznie około 20 tys. czołgów, z czego tuż przy granicy z Niemcami znalazło się około 11 tys. czołgów. Na dodatek ówczesna sowiecka broń pancerna przewyższała parametrami technicznymi rozwiązania niemieckie. Niemcy nie posiadali czołgów ciężkich, stąd pojawienie się na placu boju czołgów KW-1 czy KW-2, uzbrojonych w nowoczesne armaty kalibrów 76 i 152 mm, wywoływało panikę.

Miarą zaskoczenia było zachowanie Stalina. Na wieść o niemieckim ataku stał się więźniem własnego gabinetu na Kremlu. Podobno bał się aresztowania – zapewne przypuszczał, jaki los mogą mu zgotować „najwierniejsi” towarzysze. Pojawił się dopiero 3 lipca 1941, łamiącym głosem wzywając „braci i siostry” do nieustępliwej walki z Niemcami.

Bilans pierwszego roku wojny

Operacja „Barbarossa” zakończyła się fiaskiem wynikającym przede wszystkim z mylnych niemieckich założeń dotyczących zdolności odtworzeniowych i niedocenienia potencjału przemysłu wojennego ZSSR. Czynnikiem wspomagającym były również dostawy uzbrojenia docierające z Anglii i USA w ramach planu Lend-Lease.

Niemcy na wszystkich kierunkach osiągnęli strategiczną przewagę. Działania ich armii opierały się na dwóch zasadniczych wektorach uderzeń. Na północy najważniejszym celem stał się naturalnie Leningrad. Otoczony ze wszystkich stron, przetrwał jednak blokadę, która trwała łącznie 2,5 roku – od września 1941 do stycznia 1944 roku, płacąc za to cenę około 1,5 miliona ofiar po stronie obrońców i cywilnych mieszkańców miasta.

Drugi kierunek wyznaczała teoretycznie Moskwa. Punktem kulminacyjnym „Barbarossy” był moment, gdy lewe skrzydło Grupy Armii „Środek” zbliżyło się do przedmieść Moskwy na tyle, by móc skutecznie zagłuszać audycje Radia Moskwa. Oddziały rozpoznawcze znalazły się wtedy na przedmieściach, skąd w szkłach lornetek mogły oglądać baszty Kremla. Generalicja hitlerowska epatowała Hitlera wizją łatwego opanowania miasta i wydźwiękiem propagandowym zwycięstwa, wmawiając mu, że droga do Moskwy stoi już otworem. Hitler jednak zaskakująco zmienił priorytety i nakazał marsz na Ukrainę i opanowanie Zagłębia Donieckiego. Nie udało się już później zrealizować pierwotnego zamiaru i zdobycia stolicy bolszewickiego imperium.

Sukcesy niemieckie w 1941 roku wynikały m.in. z szybkich i głębokich przełamań frontowych, dokonywanych poprzez zmasowane użycie oddziałów pancernych i lotnictwa szturmowego. Było to możliwe w równiej mierze także dzięki chaotycznym i nieskutecznym działaniom ofensywnym, rozpaczliwie podejmowanym przez siły sowieckie. Punktem zwrotnym kampanii stał się moment, gdy zaopatrzeniowe arterie niemieckich armii zaczęły się rwać. Jednostkom szturmowym zaczęło brakować amunicji i paliwa. Poważnym problemem stała się również rosyjska surowa zima, żołnierzom brakowało również odpowiedniej odzieży. Wcześniej, jesienne opady praktycznie uniemożliwiały korzystanie z dróg, zaś śnieg i zamiecie paraliżowały dostawy na front przez długie tygodnie.

W takich warunkach ograniczonej mobilności, nie mogło być już mowy o czynniku zaskoczenia przeciwnika. Wehrmacht mógł efektywnie kontynuować działania dopiero, gdy mróz utwardził bezdroża. Czas ten dobrze jednak wykorzystała Armia sowiecka, przeprowadzając przegrupowania sił i rzucając do walki świeże siły. Pozwoliło to na szereg skutecznych posunięć taktycznych i serii kontrofensyw z początkiem 1942 roku.

źródło: Robert Forczyk, Howard Gerrard – Moskwa 1941. Pierwsza porażka Hitlera. Wyd. Egis, Kraków 2008

Przekaż wieści dalej!

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Więcej artykułów autora

Grzegorz Mucha

Z urodzenia Warszawiak, z zamiłowania historyk, z wykształcenia administratywista i politolog, z potrzeby serca publicysta, z przekonania prawicowiec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.