15 czerwca 2024
Kultura i recenzje

Na tropie zbrodniarza

M. Ogórek, „Lista Wachtera”, Wydawnictwo Fronda

O tym, że zaborcy z Zachodu jak i ze Wschodu okradali bez skrupułów polskie muzea, wiedzą wszyscy. Katalog zaginionych podczas II wojny światowej dzieł sztuki nadal jest obfity. Wśród zaginionych obrazów znajduje się m.in. dzieło Breugela „Walka postu z karnawałem”. Powojenne losy tego obrazu postanowiła zbadać Magdalena Ogórek, co opisała w „Liście Wächtera” opublikowanej przez wyd. Fronda.

Poszukując zaginionego Breugela autorka trafia na austriacką rodzinę Wächterów, która w rabunku bezcennych dzieł sztuki brała czynny udział. Mąż, Otto von Wächter, był nazistowskim gubernatorem na ziemiach polskich, oskarżonym o zbrodnie wojenne.

Prym w wybieraniu obrazów i innych cennych artefaktów do skonfiskowania wiodła jednak jego żona, Charlotte. Adeptka uczelni artystycznej doskonale znała się na sztuce i potrafiła rozpoznać najcenniejsze przedmioty.

Magdalena Ogórek trafia do syna Wächterów, Horsta, z którym zaczyna prowadzić korespondencję, by ustalić, gdzie znajduje się obecnie obraz Breugela. Postać Wächtera zaczyna fascynować autorkę na tyle, że postanawia ona dowiedzieć się więcej o jego losach, również tych powojennych.

Kim jesteś, Ottonie?

Magdalena Ogórek włożyła ogrom pracy w rozszyfrowanie Wächtera. Nie tylko starała się wydobyć informacje od jego syna, uparcie broniącego czci ojca, ale i dotarła do wielu trudno dostępnych archiwów, w tym watykańskich. Odnośnie tych ostatnich trzeba przyznać, że starała się zachować równowagę w przedstawieniu czarnych kart historii Kościoła. Nie rozmywała losów sprzyjającego III Rzeszy biskupa Hudala, ale jednocześnie zwracała uwagę, że jego działania były negatywnym precedensem, nie – jak chcieliby twierdzić niektórzy – normą.

Szkoda jednak, że Ogórek próbowała stworzyć wokół archiwów watykańskich iście sensacyjną aurę rodem z powieści Dana Browna.

Wikimedia Commons

Życie w rozdwojeniu

Analizując życie opisywanych przez siebie postaci autorka unika czarno-białych klisz. Poznajemy Wächtera-zbrodniarza, okrutnika i prześladowcę; Wächtera, który organizował oddziały SS Galizien – ale także Wächtera-ojca i męża. Dokumenty, wspomnienia i listy wyraźnie wskazują, że austriacki nazista nie wahał się realizować hitlerowskiego planu eksterminacji ludności.

Jednocześnie zdarzało mu się pomagać dawnym przyjaciołom, nawet jeśli byli przeciwni III Rzeszy. Najbardziej szokujące w tym dwugłosie są chyba listy żony Wächtera, Charlotte, brzmiące momentami jak czcza paplanina zakochanej nastolatki. Nie ma tam mowy o okrucieństwach ani kradzieżach, są za to przyjęcia i rozczulające do mdłości wyznania miłosne.

Wikimedia Commons

Zastanawiamy się jak to możliwe, by ktoś miał tak dwoistą naturę i łączył tak wielkie sprzeczności. Warto pamiętać jednak, że mimo całej swojej otwartości na opowieści Horsta, autorka zachowuje proporcje i próbuje mimo wszystko uświadomić synowi, jakich okrucieństw dopuścił się jego ojciec. I odwrotnie – negatywne postacie w historii Kościoła nie powinny stanowić o ocenie wszystkich katolickich duchownych.

Tort Sachera z zieloną herbatą

Tworząc „Listę Wächtera” Magdalena Ogórek porzuciła klasyczną konwencję pracy historycznej (nawet popularnonaukowej). Zamiast tego zdecydowała się na wprowadzenie elementów beletrystycznych w formie dziennika-pamiętnika. Moim zdaniem nie była to zbyt dobra decyzja.

Ogórek jest bystrym, upartym historykiem, wytrwałym w badaniach i poszukiwaniach, nie jest jednak pisarką. Chcąc pokazać swój tok myślenia podczas badania sprawy popada niestety zbyt często w egzaltację. Rozliczne dygresje odnośnie jej uczuć i wspomnień, sceny zastygania w bezruchu i zimna bądź gorąca w newralgicznych momentach, pojawiające się znienacka fragmenty znanych wierszy – to wszystko „Liście Wächtera” nie pomogło. W książce pani Ogórek jest troszkę za dużo pani Ogórek, jej zdjęć na tle budynków, opisów życia codziennego.

Wyjątkowo irytowała mnie swoista obsesja autorki na punkcie relacjonowania swoich posiłków – czy naprawdę jest aż tak istotne, że pani Magdalena pije herbatę z cytryną i je ciasto czekoladowe? Rażąco brzmi także w ustach osoby z tak wysokim wykształceniem zwrot „ubrałam sukienkę”, przeoczony przez korektora.

Czy warto przeczytać „Listę Wächtera”? Osobiście uważam, że tak. Mimo wspomnianych niedociągnięć literackich jest to cenna lektura obfitująca w wiele źródeł historycznych, do których dotarcie wiązało się z wielkim zaangażowaniem. W obliczu pojawiających się ostatnio prób wybielenia zbrodniarzy z III Rzeszy warto poznać historię Wächtera i jego rodziny, by zrozumieć, skąd biorą się owe próby i z czego wynika usilne dążenie kolejnych pokoleń do stworzenia wizerunku „dobrego nazisty”.

Książka jest dostępna do zamówienia na stronie Wydawnictwa Fronda

szkic zastrzeżony przez wydawcę kontrrewolucja.net

Przekaż wieści dalej!

Magdalena Gotowicka

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania pożeraczka filmów. Pasjonatka twórczości Tolkiena.

Więcej artykułów autora

Magdalena Gotowicka

Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego. Z wykształcenia polonistka, z zamiłowania pożeraczka filmów. Pasjonatka twórczości Tolkiena.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Kontrrewolucja.net