Czy broń tak naprawdę zabija?

Wczoraj ustawiłem moją strzelbę na ganku. Załadowałem 6 naboi i pojąwszy, że nie ma ona nóg, położyłem ją na wózku inwalidzkim, by pomóc jej się poruszać. Gdy mnie nie było, listonosz dostarczył pocztę, chłopak z naprzeciwka posprzątał mój ogródek, dziewczyna z psem spacerowała po ulicy, a kilka samochodów zatrzymało się przed znakiem STOP obok mojego domu.

Po dziesięciu godzinach sprawdziłem strzelbę. Okazało się, że nie wyjechała przed dom i nie zabiła nikogo, pomimo tak wielu okazji. Możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie, biorąc pod uwagę ten cały szum o tym, jak to broń zabija? Albo zabijają ludzie nadużywający broni, albo mam najleniwszą strzelbę świata. 

Teraz będę sprawdzał łyżki – słyszałem, że przez nie ludzie robią się grubi.

Powyższym tekstem niejaki Donald K. Martin wyśmiał hasła pod tytułem „broń zabija”. Popularnym hasłem jest też: „jak broń zabija, to długopisy robią błędy” (w moim przypadku: klawiatura zapomina o przecinkach). Przeciwnicy broni odpowiadają na to: „broń nie zabija, ale czyni zabijanie śmiesznie łatwym”. Na poparcie tej tezy podają wyniki badań wskazujące, że gdy więcej broni, to więcej ofiar śmiertelnych postrzeleń. Brady Campaign wręcz triumfalnie ogłasza, że te stany, gdzie przepisy są bardziej restrykcyjne, to w większości te same stany, które mają najmniej ofiar śmiertelnych postrzeleń. Argument ten jest powtarzany z fanatycznym wręcz zacięciem. I jest to przepiękny przykład na to, jak przedstawić liczby tak, by odbiorca odczytał inne ich znaczenie niż faktyczne.

Zacznijmy jednak od stwierdzenia, że zabijanie z bronią jest śmiesznie łatwe. Cóż, w mojej opinii ludzie którzy tak twierdzą, nie powinni mieć broni. Bo technicznie rzecz biorąc, zabijanie nie jest trudne. Problem zaczyna się w głowie. Nie miałbym żadnych problemów, by używając jednego z moich karabinów, „zastrzelić” arbuza z odległości 100 metrów. Natomiast nie wiem, czy potrafiłbym zastrzelić człowieka, nawet mając świadomość, że to wróg. Jak wykazały badania przeprowadzone po pierwszej wojnie światowej, większość „poborowych” zwyczajnie strzelała na ślepo. Gdy stara wojskowa piosenka podaje: „żołnierze strzelają – Pan Bóg kule nosi”, to nie jest to szukanie rymu, tylko stwierdzenie faktu. Co więcej, na polach bitew gdzie używano broni czarnoprochowej ładowanej odprzodowo, często znajdują się karabiny z załadowanymi kilkoma kulami. Żołnierze nie byli w stanie strzelać do ludzi i po prostu udawali strzały, licząc (poniekąd słusznie), że w ogólnym huku i dymie ich manewry pozostaną niezauważone.

Powiedzmy to wprost: normalny człowiek nie jest w stanie ot tak zabić drugiego. Znaczna część szkolenia wojskowego (przynajmniej w USA) polega na wyuczeniu odruchów sprawiających, że żołnierz będzie strzelał do wroga, nie myśląc nad tym, co robi. A w przypadku strzelców wyborowych przyzwyczajanie do myśli, że zabijają ludzi, jest nieodzowną częścią szkolenia. Owszem, są ludzie, którym zabijanie innych nie sprawia problemów. Ale żaden z nich nie stał się takim od samego posiadania broni. Co więcej, tacy nie potrzebują broni – może być nóż, śrubokręt, pałka…

Skąd zatem te liczby, którymi nas straszy Brady Campaign?

To proste. Przeciwnicy broni, by cokolwiek pokazać, muszą odpowiednio wybrać kryterium, którym się posługują. Przede wszystkim nie każda ofiara śmiertelnego postrzału została zamordowana. Prawdę mówiąc, większość z nich to samobójcy. Technicznie rzecz biorąc, jeżeli ktoś ma broń i się zastrzeli, to Brady Campaign ogłasza, że to wina zbyt łatwego dostępu do broni. Jeżeli natomiast, z braku innych narzędzi, taki nieszczęśnik się powiesi, to Brady Campaign ogłasza sukces – mamy mniej broni, to i mniej ofiar śmiertelnych postrzeleń.

A czemu nie badają morderstw? Bo wtedy wyniki badań byłyby dalekie od oczekiwań przeciwników broni. Gdy weźmiemy 10 stanów USA z najostrzejszymi kryteriami dostępu do broni i porównamy z listą 10 stanów o najmniejszej liczbie śmiertelnych postrzeleń, to okaże się, że aż siedem stanów znajduje się na obydwu listach. Jeżeli jednak ową wzorcową dziesiątkę Brady Campaign porównamy z listą stanów o najmniejszej liczbie morderstw, okaże się, że powtórzą się tylko dwa stany. Za to przy okazji wyjdzie, że aż cztery „najbezpieczniejsze” stany w USA otrzymały od Brady Campaig najgorszą możliwą ocenę: F. Natomiast takie stany jak New Jersey (A), California (A-), Illinois (B) i Maryland (A) są miejscami, gdzie łatwiej zostać zamordowanym, niż w cieszącym się złą sławą Teksasie (F).

Cóż, gdy ktoś jest uważny, to zauważy, że Brady Campaign nie walczy z przemocą (violence), tylko z przemocą z użyciem broni (gun violence). Z samobójstwami nie walczy, tylko wykorzystuje je dla własnych celów. Prawdziwe stanowisko Brady Campaign brzmi: „mogą cię zamordować, byle nie pistoletem”. Szkoda tylko, że umieją je zapakować i sprzedać tak, że ludziom się wydaje, że to dla ich dobra.

Przekaż wieści dalej!

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Więcej artykułów autora

Rafał Kawalec

Urodzony w 1980 r. w Tarnowie, wychowany pod Kielcami. Absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obecnie mieszkam na Śląsku. Z wykształcenia inżynier budowlany, zaś z zamiłowania strzelec i kolekcjoner broni. Członek zarządu Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni, ruchu Firearms United oraz współzałożyciel Śląskiego Stowarzyszenia Miłośników Broni. Szczęśliwie żonaty. Na portalu piszę pod hasłem "Prawo do broni".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.