2 kwietnia 2024
Gospodarka i prawoPublicystyka

Strzembosz: Jak wzmocnić polską przedsiębiorczość? (OPINIA)

Rolą instytucji państwa jest nie tylko ochrona granic i ściąganie podatków. Powinno być nią również dbanie o rodzime przedsiębiorstwa, rzemieślników, rolników, sadowników i można to robić bez krzywdzenia zagranicznych firm i inwestorów. W większości przypadków wystarczy zrównać szanse, które obecnie nie są korzystne dla polskich podmiotów gospodarczych, a można również stworzyć mechanizmy sprzyjające rozwojowi nowych polskich firm i wsparcia już istniejących.
Czy państwo powinno ingerować w gospodarkę?

Wybory parlamentarne za pasem, więc można się spodziewać licytacji populistycznych haseł i obietnic, również w sferze gospodarczej. Tymczasem powinna mieć miejsce spokojna, merytoryczna dyskusja dotycząca tego, czy polskie państwo powinno, a jeśli tak, to w jakim zakresie, ingerować w prywatną przedsiębiorczość i ogólnie w gospodarkę. Wbrew pozorom to ważny temat i podjęcie go powinno interesować nie tylko socjalistów i etatystów.

Moim zdaniem taka ingerencja jest niezbędna w trzech obszarach. Po pierwsze państwo, za pomocą regulacji prawnych, musi ustalić proste, czytelne, nie wymagające interpretacji zasady, które będą obowiązywały wszystkie podmioty gospodarcze – prywatne i państwowe, polskie i zagraniczne.

Po drugie państwo musi stać na straży przestrzegania tych zasad, z katalogiem sankcji za ich naruszenie. Wszystko to po to, by nie było „równych i równiejszych”.

Po trzecie – i to jest zagadnienie, któremu poświęcę teraz uwagę – stwarzać warunki do rozwoju rodzimych (polskich) podmiotów gospodarczych w sytuacji, gdy podmioty zagraniczne, często stosując nieuczciwe metody, osiągają nieuzasadnioną przewagę. Na przykład gdy zagraniczne sieci handlowe sztucznie zaniżają zysk poprzez opłaty za znak towarowy czy wykorzystują pozycję monopolistyczną do zmuszania dostawców do niekorzystnych dla nich warunków płatności. W takiej sytuacji jestem za etatyzmem i ręcznym sterowaniem, ale wyłącznie w tym wąskim zakresie i w celu – de facto – zrównania szans podmiotów polskich i zagranicznych.

Na drodze do zdrowej konkurencji

Wyobrażam sobie sytuację, że polski Sejm i rząd, w ramach obowiązującego w Polsce i Unii Europejskiej prawa, prowadzą szeroko zakrojone działania (nowelizacja ustaw, wspieranie finansowe i logistyczne) by nie wykonując jakichkolwiek wrogich gestów w kierunku zagranicznych podmiotów mających swoje interesy gospodarcze na terenie Polski, zainicjować budowę nowych cementowni, cukrowni, elektrowni wodnych, sieci handlowych, przez co struktura gospodarcza i handlowa by nie uległa zmianie, ale miliardy, jakie wydajemy na zakup prądu, proszku do prania czy mieszkań, w większym odsetku by pozostawały w kraju oraz by pojawiła się zdrowa konkurencja dla podmiotów zagranicznych działających na tym obszarze.

PROSIMY O WSPARCIE NASZYCH CZYTELNIKÓW I SYMPATYKÓW. KLIKNIJ, BY PRZEJŚĆ DO ZRZUTKI

W ten sposób za jednym zamachem osiągnięto by kilka korzyści. Do polskiego budżetu  trafiałoby więcej podatków bez konieczności zmiany ich wysokości (lub wręcz po znaczących obniżkach stawek podatkowych), w nowych przedsiębiorstwach byłoby ogromne zapotrzebowanie na średnią i wyższą kadrę techniczną, naukowców, inżynierów, informatyków. I w pierwszej kolejności zatrudnienie by tam znaleźli polscy specjaliści (francuskie czy niemieckie firmy nie zawsze były zainteresowane zatrudnianiem Polaków i sprowadzały specjalistów z zewnątrz).

Zwiększenie konkurencji niewątpliwie zmusiłoby zagraniczne firmy, będące dotąd quasi monopolami, do urealnienia (obniżenia) cen, zaprzestania praktyki oferowania na polskim rynku towarów niższej jakości, niż w krajach Zachodu, zyskaliby polscy producenci produktów rolnych i łatwego w produkcji sprzętu. Teraz kupujemy produkowane poza Polską nawet tak łatwe w wytworzeniu przedmioty codziennego użytku, jak deski do prasowania czy plastikowe kosze na śmieci, a pomidory czy truskawki z innych krajów oferowane są nam nie tylko poza sezonem, gdy polscy producenci, z powodów klimatycznych, ich nie wytwarzają.

Niemoc ta wynika często z braku siły przebicia, by wytworzony w polskiej firmie produkt znalazł się w ofercie zagranicznych sieci handlowych, a polski sklep czy sieć handlowa mogłyby w pierwszej kolejności sięgać po to, co oferuje zakład produkcyjny czy rzemieślniczy znajdujący się na terenie sąsiedniego powiatu czy województwa. To można zmienić za pomocą likwidacji przywilejów, jakie mają niektóre zagraniczne firmy oraz udzielając kredyty na rozwój rodzimych podmiotów gospodarczych (zakłady przemysłowe i rzemieślnicze, przedsiębiorstwa rolno-spożywcze itp.), które nie potrzebują przywilejów, a jedynie zrównania szans z niektórymi zagranicznymi podmiotami.

Dobrobytu społeczeństwa nie buduje się poprzez rozdawnictwo

Można w różny sposób wspierać zakładanie spółdzielni producenckich, by rolnicy i sadownicy nie byli skazani na sprzedaż płodów rolnych na granicy opłacalności, a partycypowali w zyskach z ich przetworzenia i dystrybucji. Teraz takie działania są możliwe, ale rozproszeni producenci mogą potrzebować inspiracji i wsparcia prawnego z zewnątrz, na przykład ze strony izb rolniczych czy wprost od instytucji państwa, poprzez wypracowanie modelu prawno–organizacyjno-finansowego takich spółdzielni, które byłyby wdrażane tam, gdzie rolnicy/sadownicy widzieliby taką potrzebę.

Model taki znakomicie funkcjonuje na terenie Danii i można stamtąd czerpać nie tylko inspiracje, ale wręcz kopiować gotowe rozwiązania, a skuteczność zrzeszeń, jako przeciwwagi dla wielkich firm, została wykazana w drugiej połowie XIX wieku w Wielkopolsce, gdy ksiądz Wawrzyniak zainicjował zakładanie polskich banków i spółek typu spółdzielczego, przez co Polacy wygrali bitwę gospodarczą z Hakatą w Prusach.

POMÓŻ NAM POKRYĆ KOSZTY DZIAŁALNOŚCI! KLIKNIJ, BY PRZEJŚĆ DO ZRZUTKI I PRZEKAZAĆ JEDNORAZOWĄ DAROWIZNĘ NA DALSZE FUNKCJONOWANIE

W naturalny sposób nastąpiłoby ożywienie średniego i wyższego szkolnictwa zawodowego, by zaspokoić zapotrzebowanie na inżynierów, projektantów, wysoko kwalifikowanych rolników i sadowników. Polska, z kraju będącego montownią dla firm zagranicznych i rynkiem zbytu prostych w wytworzeniu towarów i usług, mogłaby stać się krajem samowystarczalnym tam, gdzie jest to możliwe, eksporterem nie tylko nieprzetworzonych surowców, ale szerokiego asortymentu towarów, w mniejszym stopniu by była drenowana z kształconych w Polsce specjalistów, gdyż zwiększenie zapotrzebowania na wykwalifikowaną kadrę wymusiłoby oferowanie wyższych wynagrodzeń i pozamaterialnych zachęt dla polskich inżynierów i techników do budowania kariery zawodowej w Polsce.

Dobrobytu społeczeństwa nie buduje się poprzez rozdawnictwo, co praktykuje obecny rząd kierując do różnych grup społecznych świadczenia finansowe, a poprzez kreatywność i pracowitość osób rozwijających własne przedsiębiorstwa – małe i średnie firmy produkcyjne, warsztaty rzemieślnicze, przetwórnie produktów rolno-spożywczych. I takim działaniom należy kibicować, takie działania wspierać, co dedykuję obecnym i przyszłym parlamentarzystom i rządom.

fot. ilustracyjne/fot. Dominik Cwikła/Kontrrewolucja.net ⓒ (kolaż)

szkic zastrzeżony przez wydawcę kontrrewolucja.net

Przekaż wieści dalej!

Jeden komentarz do “Strzembosz: Jak wzmocnić polską przedsiębiorczość? (OPINIA)

  • „zyskaliby polscy producenci produktów rolnych i łatwego w produkcji sprzętu. Teraz kupujemy produkowane poza Polską nawet tak łatwe w wytworzeniu przedmioty codziennego użytku, jak deski do prasowania czy plastikowe kosze na śmieci…”
    Nie szyjemy też podkoszulek, bo taniej robią to w Bangladeszu. My jesteśmy już na wyższym etapie rozwoju.
    W części swoich postulatów rację Pan ma, ale niestety przebija przez to wszystko taki trochę Korwinowsko-Konfederacji infantylizm.
    Te rozważania i tak się nie spełnią z prostego powodu, bo PiS skuma się z częścią szantażowanej Konfederacji kasą marchewkowo-hakową i dyktatura będzie domknięta.
    A dyskusje programowe ślepcy będą doprecyzowywać na spacerniaku w Berezie Kartuskiej.
    Lepiej niech Pan powie dlaczego Kaczyński z Macierewiczem, Dudą i Polskim Kościołem Rydzykowym uprawiają na trumnach i zwłokach ofiar (przymusowe ekshumacje) politykę KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO, tak samo jak wcześniej KŁAMSTWO KATYŃSKIE utrzymywał Stalin?
    Mimo, iż wszyscy piloci i fachowcy od lotnictwa wiedzą, że była to katastrofa. Wykazali to nawet Amerykanie wynajęci przez Macierewicza do wykonania symulacji na podstawie pomiarów z drugiego samolotu Tu-154 wartego około 50 mln zł, którego rozebrali do cna, aby zwymiarować i też wyszła im katastrofa.
    h_t_t_p_s:/_/w_w_w_.y_o_u_t_u_b_e_._c_o_m_/_w_a_t_ch?v=XzyGCAdGHns&t=1272s
    PiS ukrywa, że polska czarna skrzynka (nowoczesna, cyfrowa i szyfrowana), której ruscy praktycznie nie dotykali, nagrywająca więcej parametrów lotu (oprócz głosu) niż oryginalna ruska na taśmę magnetyczną,
    JEST ZGODNA z ruską co do sekundy i jest cały czas w Polsce.
    Na te kłamstwa utopione w patriotycznym sosie złapał się nawet patriota „Marek Karol Czachor (ur. 1960) – polski naukowiec, profesor nauk fizycznych ze specjalnością fizyka teoretyczna na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej Politechniki Gdańskiej, syn Ewy Kubasiewicz, też patriotki.
    Został członkiem komitetu naukowego I Konferencji Smoleńskiej z 2012, zajmującej się okolicznościami katastrofy samolotu Tu-154 w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010. Dnia 8 grudnia 2013 zrezygnował z powodu BRAKU MOŻLIWOŚCI PODJĘCIA DYSKUSJI MERYTORYCZNEJ.” Wikipedia.
    Powinno być napisane w Wiki, że nie dało się rozmawiać z cynicznymi kłamcami i niedouczonymi świrami wierzącymi w krasnoludki, egzorcyzmy i 2+2=7.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Kontrrewolucja.net