Megamanipulacja aborcjonistów. „Położnik bez lukru” wymyśliła historię o „konieczności urodzenia dziecka” z wadą letalną. Tymczasem rodzice w ogóle nie brali takiej opcji pod uwagę

Ponad tydzień temu „Onet” przytoczył relację instagramerki o nazwie „Położnik bez lukru”, która opisała, jak to rzekomo kobieta zmuszona była urodzić dziecko z wadą letalną, ponieważ orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego odebrało jej możliwość zamordowana dziecka. Jak poinformowali sami rodzice kilka dni później, w ogóle nie brali pod uwagę takiej opcji, zaś ich historia miała posłużyć w zupełnie innym celu. Sama instagramerka usunęła swoje konto bez słowa wyjaśnienia.

„Położnik bez lukru” ma na imię Alicja, ale nie podaje swojego nazwiska. Wypuściła bezczelnego fejka żerując na tragedii zwykłych ludzi.

W 18 tygodniu ciąży kobieta miała dowiedzieć się, że jej dziecko ma wadę letalną i umrze najpewniej w trakcie lub krótko po porodzie. – Oglądałam ją co dwa tygodnie. Wada płodu uniemożliwiała mu połykanie płynu owodniowego. Narastało wielowodzie. Pękała skóra na brzuchu – opisywała instagramerka. – Brak miejsca w hospicjum stacjonarnym wystraszył ją, bo dziecko mogło przeżyć poród. Pojechała do innego miasta, gdzie miejsce było – napisała. – Poród był bardzo traumatyczny. Obwód zniekształconej główki miał 39 cm. Długi drugi okres porodu, nacięcie krocza, krwotok, przetaczanie krwi. Synek zmarł po 30 minutach – relacjonowała „Położnik bez lukru”.

Po 14 dniach od porodu kobieta przyszła na kontrolę. – Cień kobiety. Gdy zobaczyłam krocze, zaniemówiłam. Zaopatrzono zupełnie wbrew anatomii. Ohydnie, niechlujnie, dramatycznie krzywo. Nie tylko szycie było fatalnie wykonane, ale użyty materiał szewny był źle dobrany – napisała. Dwa tygodnie po porodzie lekarka wyciągnęła pacjentce 12 szwów chirurgicznych, których nie powinna już mieć. – Krocze należy szyć szwami szybko wchłanianymi – zaznaczyła.

W reakcji na tak przedstawioną historię pojawiło się mnóstwo komentarzy. – Taka wizja przeraża chyba większość kobiet. Niewyobrażalna trauma i zagrożenie dla życia kobiety. To może spotkać każdą z nas – napisała jedna z internautek. – W Polsce tak bardzo chroni się nienarodzone dzieci, ale już matki tych dzieci można torturować i okaleczać na blokach porodowych. Bardzo smutna historia. Dziękuję pani doktor za pomoc tej kobiecie – twierdziła druga. – Boję się zachodzić w ciążę i rodzić w tym kraju – przekonywała kolejna.

Jak się okazuje, część druga dotycząca okresu po porodzie jest prawdziwa i jest realnym problemem, na którym powinno się skupić, tj. zajmowaniu się pacjentami w szpitalach „na odwal się”. Pierwsze zaś to propaganda wyssana z palca wykorzystująca tragedię zwykłych ludzi do propagowania mordowania dzieci. – Nigdy nie chcieliśmy dokonać aborcji, dlatego byliśmy zaskoczeni, że nasza historia została przedstawiona w takim kontekście – powiedział „Onetowi” ojciec dziecka, pan Daniel.

– Pani doktor Alicja spytała, czy może wykorzystać zdjęcia obrazujące to, jak zostałam zszyta po porodzie. Jak mówiła, chciała je pokazać na zamkniętej grupie specjalistów, by omówić mój przypadek, a także zwrócić uwagę na brak rzetelnej edukacji lekarzy, jeśli chodzi o nacinanie i szycie krocza przy tak rozległych obrażeniach – wyjaśniła z kolei pani Magda, matka dziecka.

– Okazało się jednak, że moja historia i zdjęcia (oprócz zdjęcia brzucha) trafiły na publiczny profil, gdzie każdy mógł przeczytać to, co nas spotkało. Pewne fakty zostały przez panią doktor zmienione, bo urodziłam córkę, a nie synka, ale to nie zmienia faktu, że komentarze odnoszące się do prawa aborcyjnego i mówiące o tym, że nie miałam możliwości wyboru po informacji o chorobie dziecka, które musiałam urodzić, zupełnie nie dotyczyły naszej sytuacji – zaznaczyła.

Zaznaczyła też, że „jeśli już mówić o traumatycznym porodzie, to w moim przypadku zapamiętałam tak ten pierwszy, który był dla mnie bardzo trudny i ostatecznie zakończył się cesarskim cięciem, czego chciałam uniknąć”. – Oboje zawsze chcieli mieć dużą rodzinę, więc naturalną była decyzja o kolejnym dziecku. Druga ciąża początkowo przebiegała książkowo, nic nie wskazywało, że mogą pojawić się problemy – relacjonowała matka.

W 20 tygodniu rodzice dowiedzieli się o chorobie córki. Pierwotnie zdiagnozowano achondroplazję, czyli karłowatość. Kilka dni później zalecono wizytę u „bardzo znanego specjalisty-diagnosty” w Warszawie, który powiedział, że „pani dziecko umrze, ciąża nadaje się na terminację”.

– Przez okres ciąży odwiedziliśmy wielu specjalistów, części z nich brakowało empatii, delikatności. Gdy słyszeli, że jesteśmy katolikami i żona chce urodzić dziecko, nie kryli braku zrozumienia – mówił pan Daniel. – Byłam w szoku, bo przecież lekarz powinien mnie otoczyć opieką, a tymczasem słyszałam pod swoim adresem komentarze w stylu: „jeżeli kobiety chcą rodzić 'downy' niech sobie rodzą” – dodała pani Magda.

– Od jednego z lekarzy usłyszeliśmy jedynie: „Jeśli państwo by się zgodzili, możemy podać środek, po którym dziecko zaśnie i wówczas wywołamy poród”. Nie rozważaliśmy nawet przez moment takiej opcji – mówią rodzice dziecka.

– Jako osoby wierzące, nie wyobrażaliśmy sobie, że możemy skrócić życie naszej córki. Wiedzieliśmy, że to, co możemy zrobić, to otoczyć ją miłością i jeśli rzeczywiście, będzie żyła krótko lub umrze w czasie ciąży, chcieliśmy dać jej to, czego na pewno potrzebowała, czyli naszą miłość i akceptację – powiedział ojciec.

– Wiedziałam, że moje dziecko jest chore, z całego serca chciałam jej pomóc, zaradzić temu, co się dzieje, ale nie byłam w stanie na to wpłynąć. Chciałam, żeby urodziła się zdrowa, modliłam się o jej uzdrowienie. Tak się jednak nie stało, z jakiegoś powodu urodziła się chora i zmarła. Mimo wszystko cieszyłam się, że nie cierpiała zbyt długo, a właściwie wcale. Po odcięciu pępowiny od razu otrzymała morfinę, lekarze czuwali nad tym, by nie czuła bólu. W czasie ciąży przeżywaliśmy bardzo ciężkie chwile, ale też takie, kiedy cieszyliśmy się, że ona z nami jest, choć świadomość, że szybko od nas odejdzie, przytłaczała, ale byłam z tym pogodzona – powiedziała matka.

Po porodzie pan Daniel zdążył ochrzcić córkę, która miała za słabo rozwinięte płuca, by móc samodzielnie oddychać.

onet.pl

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com. Prosimy o wsparcie dla naszej działalności. Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/u56t7c

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
FacebookYouTube

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com. Prosimy o wsparcie dla naszej działalności. Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/u56t7c

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.