Dr Martyka konfrontuje fakty z zapowiedziami rządu. Liczby nie pozostawiają wątpliwości – premier kłamał

Dr Zbigniew Martyka na swojej stronie przedstawił „przykład nakręcania spirali strachu w zestawieniu z faktami”. Z udostępnionych informacji wynika m.in. że premier Mateusz Morawiecki po prostu kłamał na temat bliskiego „przekroczenia granicy, poza którą nie będziemy mogli leczyć pacjentów we właściwy sposób”.

– Na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki informuje, że ze względu na ogromną liczbę zachorowań jesteśmy „od krok od przekroczenia granicy, poza którą nie będziemy mogli leczyć pacjentów we właściwy sposób (…) to nie sprzęt jest wąskim gardłem, ale dostępność lekarzy, pielęgniarek, służb medycznych.” Tutaj warto wspomnieć, że wg raportu NIZP PZH w 2020 roku leczenia szpitalnego z powodu Covid-19 wymagało 102438 osób. W ostatnim roku przed wybuchem „pandemii” do szpitali w Polsce przyjęto 9,251 miliona osób. Łatwo policzyć, że chorzy na Covid stanowili nieco ponad 1% hospitalizacji w latach ubiegłych. Równocześnie przez pierwsze 9 miesięcy 2020 roku mieliśmy 1,3 miliona hospitalizacji MNIEJ niż rok wcześniej. Zatem czy powodem paraliżu służby zdrowia była ogromna ilość chorych, czy raczej nieprzemyślane, żeby nie ująć tego mocniej, decyzje władz? – czytamy na martyka.eu.

Zwrócił także uwagę, że „mainstreamowe media apelują o pozostanie w domach i rezygnowanie z rodzinnych spotkań w czasie Świąt Wielkanocnych, grożąc kolejną falą zachorowań”. Mimo obostrzeń i zaleceń rządu, Polacy tłumnie ruszyli w trasę, by świętować z rodziną. Na drogach nie widać strachu przed koronawirusem. Jak podaje autokult.pl, „ogromny korek w okolicach zjazdu na Lublin jest najlepszym dowodem na to, że wielu warszawiaków postanowiło ruszyć w swoje rodzinne strony (…) analizując sytuację z kamer GDDKiA w innych zakątkach kraju, również można zauważyć ponadprzeciętne natężenie ruchu”. Czy wobec tego rzeczywiście czeka nas kolejna fala zakażeń? „Eksperci” rządowi głośno zapowiadali, że „że jeśli ludzie w okresie świat będą przemieszczać się po kraju, możemy się spodziewać drugiej, nieco mniejszej fali zachorowań dwa–trzy tygodnie po świętach”. Tymczasem trzy tygodnie po Świętach, zamast zapowiadanych wzrostów, mamy najmniejszą dzienną liczbę zakażeń od ponad 2 miesięcy. Czy można to było przewidzieć? Oczywiście, że tak. Wielokrotnie podkreślałem, że mamy twarde dowody na to, iż lockdown nie działa – podkreśla lekarz.

Następnie dr Martyka przypomina, że już 29 października pisał, że „niezależnie od wprowadzanych obostrzeń do końca sezonu grypowego prawdopodobnie 70% z nas będzie już po kontakcie z koronawirusem”.

– Ato oznacza koniec kolejnych medialnych fal zakażeń. Oczywiście aż do początku października tego roku, gdy zacznie się kolejny sezon. Prawdopodobnie koronawirus będzie już też inny, gdyż jest to wirus szybko mutujący – tak jak wirus grypy. Z tego właśnie powodu szczepienia na grypę trzeba powtarzać co rok jesienią – czyli tuż przed sezonem grypowym. My na koronawirusa szczepimy pod koniec i po zakończeniu sezonu zachorowań. Przy czym jeżeli doświadczenia ze szczepionkami grypowymi powtórzą się w tym przypadku – a wszystko na to wskazuje – to jesienią chętni będą musieli zaszczepić się ponownie – czytamy.

– Czy zatem szczepienia wiosną, po zakończeniu sezonu zachorowań, mają sens? Można zadać podobne pytanie: czy szczepienie na grypę sezonową zaraz po zakończeniu sezonu miałoby sens? Już w marcu „Nature” informowało o badaniu mutacji tzw. brytyjskich i południowoafrykańskich sugerując, że obecne szczepionki mogą być mniej skuteczne w neutralizowaniu tych wariantów. A chodzi o mutacje tegosezonowe. Doświadczenie nas uczy, iż w kolejnym sezonie mutacje mogą być znacznie większe. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze. Tylko jeden z producentów szczepionek, Pfizer, szacuje, że zysk ze sprzedaży szczepionek przeciw Covid-19 w roku 2021 będzie na poziomie 26 miliardów dolarów, czyli 1/4 rocznego budżetu Polski. Jest o co grać – stwierdza lekarz.

– Dzisiaj na topie jest „dramatyczna” sytuacja w Indiach. W mainstreamie można przeczytać o tym, jak to bogaci mieszkańcy Indii wynajmują prywatne odrzutowce i masowo rezerwują ostatnie loty, by opuścić kraj – oczywiście ze względu na „szalejącą pandemię”. W mediach podawane są przerażające liczby: 412262 zakażonych w ciągu ostatniej doby. Tylko gdzieś wszystkim ucieka skala. Mieszkańców Indii jest 1,366 miliarda, czyli 36 razy więcej, niż Polaków. Więc aby w Polsce był taki procentowy poziom zachorowań, jak w Indiach, musielibyśmy diagnozować dziennie… 11451 przypadków. Jeszcze kilka tygodni mieliśmy u nas ponad 3 razy tyle. Tak się właśnie buduje strach – podsumowuje dr Zbigniew Martyka.

martyka.eu

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com. Prosimy o wsparcie dla naszej działalności. Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/u56t7c

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
FacebookYouTube

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com. Prosimy o wsparcie dla naszej działalności. Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/u56t7c

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.