Śmierć handlarza bronią i respiratorami. Mimo listu gończego, miał odwiedzać polską ambasadę w Albanii

Andrzej I. miał umrzeć w Albanii i tam zostać skremowany. Gdy okazało się, że w Albanii nie ma możliwości kremacji, uznano, że w takim razie odbyło się to w Polsce. Teraz „Faktowi” wypowiedzi udzielił kolega Andrzeja I., z którym spędził ostatni dzień życia. Wynika z niej, że I. – mimo bycia poszukiwanym listem gończym – odwiedził polską placówkę dyplomatyczną i rozmawiał z przedstawicielami warszawskiego rządu.

– Teraz dotarliśmy do kolejnego przyjaciela Andrzeja I. – byłego szefa albańskiej agencji odpowiadającej za eksport i import broni. To on spędził z Andrzejem I. ostatni dzień jego życia. 18 czerwca br. byli na wędrówce w górach. Polak miał wspominać przyjacielowi, że ma kłopoty w swoim rodzinnym kraju – czytamy na fakt.pl.

– Był zmartwiony, mówił, że w Polsce ma problem z prokuraturą i rządem, ale nie wtajemniczał mnie w szczegóły. Widziałem, że nie chce o tym rozmawiać, więc też nie wypytywałem – powiedział gazecie przyjaciel Andrzeja I..

Dodał, że I., zanim w marcu przybył do Albanii, przebywał w Turcji, a później w Serbii.

– Andrzej opowiedział mi o swojej wizycie w ambasadzie. Mówił, że dwa razy był w ambasadzie Polski w Tiranie, gdzie przez wideokonferencję rozmawiał z prokuratorem, który był w Polsce – kontynuował, co – jak zaznacza gazeta – jest „ciekawe”. Andrzej I. był bowiem poszukiwany listem gończym przez polskie służby.

Według informatora „Faktu”, I. miał żyć skromnie i mieć problemy z zapłatą za czynsz.

– Z różnych artykułów opublikowanych w przeszłości na temat działalności Andrzeja I. związanej z handlem bronią wynika, że on odgrywał rolę nie tyle słupa, co pośrednika. Człowiek, który zajmuje się handlem bronią często funkcjonuje jako element łączący kupców ze sprzedawcami, po to, aby zatrzeć ślady na temat tego, kto broń sprzedawał i kto kupował. Jako pośrednik w handlu bronią i, jak się okazuje, również respiratorami, Andrzej I. miał zorganizować trudno dostępne produkty i przez niego w pewnym sensie przepływały środki finansowe, co nie znaczy, że ma te środki. Jeśli rzeczywiście żył w takich warunkach, wszystko wskazuje na to, że on nie miał tych pieniędzy za respiratory, które nie zostały zwrócone polskiemu państwu. Prawdopodobnie te pieniądze gdzieś przepadły. On pewnie wiedział gdzie, ale teraz już nam tego nie powie – skomentował pułkownik Grzegorz Małecki, były funkcjonariusz cywilnych służb specjalnych, w tym Urzędu Ochrony Państwa, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu.

„Fakt” zapytał o wizytę I. w polskiej ambasadzie w Tiranie MSZ jak i samą placówkę. Odpowiedzi nie udzielono.

– Informacjom, które przekazał nasz rozmówca, nie zaprzeczyła lubelska prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie Andrzeja I. – zaznaczono.

Według dokumentacji, do której dotarł „Fakt”, Andrzej I. miał umrzeć 20 czerwca w wyniku zawału serca w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu w Tiranie.

– Po przeprowadzeniu sekcji zwłok, ciało biznesmena miało ostać przewiezione samolotem do Polski. Tam je skremowano – ale czy za wiedzą i zgodą polskiej prokuratury? Tego nie udało nam się ustalić – czytamy.

fakt.pl

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com.

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
FacebookYouTube

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Kontrrewolucja.net