Służby bardzo specjalne przejęły się treściami blogera… i zaczęły go ścigać

Bloger „Służby i obywatel” udostępnia na swoim blogu informacje o nieraz całkowicie bezmyślnych lukach w bezpieczeństwie obiektów, do których teoretycznie dostęp powinien być niemożliwy. Tymczasem on po prostu wchodzi na taki teren i opisuje, jak to zrobił, bez podszywania się pod kogokolwiek. Poza ogólnym opisem na blogu, przekazywał szczegółowe informacje do instytucji, którą odwiedzał, by ta poprawiła swój system zabezpieczeń. Jak to jednak w III RP, zamiast nagrodzić go za propaństwowe działanie, służby postanowiły utrudnić mu życie i straszyć sądem.

Kilka wybranych opisów blogera opisaliśmy wcześniej na stronie. Jak pokazał, dane pracowników MON – najpewniej Regionalnego Centrum Informatyki Warszawa, które dostarcza sprzęt i rozwiązania teleinformatyczne wykorzystywane przez wojsko w czasie wojny – były widoczne dla każdego człowieka z ulicy. Innym razem bez problemu wszedł do centrali ABW, dochodząc pod magazyn broni.

– W sobotę wieczorem, 8 października, w Warszawie rozdzwoniły się telefony. Ktoś opublikował zdjęcia z uznawanego za ściśle strzeżony, ośrodka Służby Wywiadu Wojskowego w Chotomowie. Nikt w służbie nie miał o tym wcześniej zielonego pojęcia. Kim była tajemnicza postać, która w odstępie dwóch tygodni dwukrotnie zjawiła się na rowerze pod obiektem, po czym wchodziła do niego bez żadnego problemu? Czy to początek mojego końca, zastanawiał się Marek Łapiński, Szef SWW. 25 lata pracy, żeby zostać kapitanem. Potem, jak sugeruje niedawno ujawniona lista, udział, obok szpiega Tomasza L., w Komisji Likwidacyjnej WSI. Był to bez wątpienia wstęp do dalszej kariery. I jaka nagroda. W lekko ponad rok awans z kapitana na generała brygady i kierownictwo, crème de la crème, Służby Wywiadu Wojskowego. Łapiński wprawił maszynę w ruch. Agenci pojechali weryfikować nagrania monitoringu. W niedzielę rano do centrali SWW zaczęto wzywać osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo chotomowskiego pola anten. W południe było już wiadomo. To zwykły bloger. Tym bardziej nie mógł być sam. Przydałoby się ustalić na czyje zlecenie i z czyją pomocą działał. Przede wszystkim trzeba zrzucić na kogoś winę – czytamy na blogu sluzbyiobywatel.pl.

– Stało się. Szef SWW uznał, że miarka się przebrała. Jego zdaniem dwukrotnie i to podstępem bo dzwoniąc domofonem, wszedłem na teren jednostki. Następnie utrwaliłem i ujawniłem tajne informacje. Czyli te o drugiej z najwyższych możliwych klauzul, bo musiały pasować do paragrafu. Nie wiedziałem co się święci. Miesiąc później, 3 listopada o 6 rano, do mojego domu zapukało 8 żandarmów pod bronią. Sami otworzyli sobie bramę wjazdową i to nie dzwoniąc domofonem. Ponieważ SWW nie ma uprawnień procesowych to działania w jej imieniu prowadziła ŻW. Major co chwila telefonował do pułkownika. Przeszukali dom i garaż. Zabrali wszystko co może mieścić dane, łącznie z dyskiem od dekodera TV. Po miesiącach pracy całego wydziału, znajdą tylko tych kilka zdjęć, które znalazły się w publikacji. Tylko rzeczy widoczne z zewnątrz. Po co więc ta akcja? Jeden z żandarmów niepytany wyjaśnił, że „za obsmarowanie” – napisał bloger.

Wszystko to z powodu ujawnienia idiotycznych wręcz luk w zabezpieczeniach teoretycznie tajnych obiektów. Bloger dalej wyjaśnia, na czym polegają formalnie „przestępstwa”, które mu się zarzuca.

– Art. 265, ujawnianie informacji niejawnych o klauzuli tajne lub ściśle tajne. Ściśle tajne to takie, których ujawnienie zagraża niepodległości Rzeczypospolitej. Tajne to takie, których ujawnienie wywoła poważną szkodę dla Rzeczypospolitej. Uzasadnienie stwierdza, że opublikowane w artykule fotografie zawierają właśnie takie informacje. Przeszukanie miało miejsce w tej sprawie. Co ciekawe na razie nie mam nawet statusu świadka. A przecież widziałem olbrzymie nieprawidłowości w ochronie obiektu – czytamy na blogu.

– Wydaje się więc, że zaklasyfikowano niektóre elementy obiektu, w pełni widocznego z zewnątrz, jako tajne. Które to elementy? Może wszystko? Jak wykazać, że obiekt widać z ulicy? Na szczęście z pomocą przychodzi Google. Zobaczymy tam wszystkie kamery i anteny pokazane w artykule. Link do widoku w Google Street. Poniżej zestawienie zdjęć wykonanych przeze mnie i Google. Identycznych z tymi z artykułu. Przyjąłem założenie, że nie pokazuję innych elementów niż te, które i tak znajdziemy w GSV. Prawda jest taka, że ze względu na zwykłą siatkę wokół obiektu, widać wszystko poza wnętrzem budynków – wyjaśnił bloger.

Dalej wskazuje też, że cała sytuacja „pokazuje sposób w jaki z problemami radzą sobie kierujący służbami”.

– Komendant Policji też przecież jest wyłącznie poszkodowanym. Podobnie jak Szef SWW. Dużo trudniej jest nie dopuszczać się poważnych zaniedbań a jak trzeba to istotne elementy ukryć przed obserwacją. Lub jeśli chcemy bawić się w formalizmy, dostosować klauzule do realiów. Tak żeby było to tajne nie tylko na papierze – napisał bloger.

Cały wpis ze zdjęciami znajduje się na stronie sluzbyiobywatel.pl.

szkic zastrzeżony przez wydawcę kontrrewolucja.net

Przekaż wieści dalej!

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com. Jeśli chcesz na wesprzeć, możesz zrobić to za pomocą zrzutki w tym linku: https://zrzutka.pl/gkvmg5

Więcej artykułów autora - Strona autora

Śledź mnie na:
FacebookYouTube

Kontrrewolucja.net

Zespół portalu Kontrrewolucja.net. Kontakt: kontrrewolucja.net@gmail.com. Jeśli chcesz na wesprzeć, możesz zrobić to za pomocą zrzutki w tym linku: https://zrzutka.pl/gkvmg5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Kontrrewolucja.net